Mamo, jeśli nie zaakceptujesz mojego wyboru, zniknę na zawsze…

“Mamo, jeśli nie zaakceptujesz mojego wyboru, odejdę. Na zawsze…”
Krzysztof wszedł do przedziału podmiejskiej elektryczki i rozejrzał się. Wolnych miejsc było sporo, mógł wybrać dowolne. Usiadł przy oknie. Co chwilę drzwi wagonu otwierały się z hałasem, wpuszczając nowych pasażerów.

Naprzeciwko niego usiadła para starszych małżonków. Kobieta zaszeleściła torebką, wyjęła dwa drożdżowe bułeczki i zaczęli jeść. W powietrzu rozszedł się apetyczny zapach świeżego pieczywa. Krzysztof delikatnie odwrócił się w stronę okna.

— Młody człowieku, proszę wziąć — kobieta podała mu jedną z bułek.

— Dziękuję, nie trzeba — uśmiechnął się Krzysztof.

— Ależ proszę, jeszcze prawie dwie godziny jazdy.

Wziął podaną bułkę i ugryzł spory kęs. Nigdy w jego ustach nie było niczego tak pysznego! Z głośników rozległo się skrzypienie, a przez szum przebił się męski głos przerywany syczeniem: *„Odjazd pociągu za… minuty… Skład jedzie do stacji… z pominięciem… Powtarzam…”*

— Młody człowieku, co on powiedział? Które stacje omija? — zaniepokoiła się kobieta.
Krzysztof wzruszył ramionami. Jechał do końcowej, nie słuchał.

— Mówił ci, żeby jechać zwykłą elektryczką, ze wszystkimi przystankami. Nigdy mnie nie słuchasz — zaczęła wyrzucać mężowi. — Co teraz zrobimy? Będziemy musieli wysiąść wcześniej i czekać na kolejny pociąg…

Uspokoiła się dopiero, gdy sąsiad z drugiej ławki powiedział, że pociąg zatrzyma się na ich stacji. Sprzeczka ucichła, Krzysztof skończył bułkę i wpatrywał się w okno, w migające za nim drzewa, w słoneczne promienie przebijające się przez młode liście, w mijane stacje i miasta. W wagonie zrobiło się duszno, po plecach spływały mu strużki potu pod grubym materiałem munduru.

Wyobrażał sobie, jak wróci do domu, jak ucieszy się mama, jak stanie pod mocnymi strumieniami prysznica… Tak bardzo chciał już być w domu, zdjąć znienawidzony mundur, włożyć dżinsy, T-shirt i trampki, zapomnieć o porannych pobudkach i apelach. Wydawało mu się, że prześpi całą dobę na swoim miękkim kanapie, a rano znajdzie na kuchennym stole pod ściereczką stos rumianych racuszków, które zostawiła mu mama.

„Ciekawe, jak się zmieniła Aga. Chociaż minął tylko rok, pewnie niewiele się różni…” Przed oczami stanęła mu drobna dziewczyna o kasztanowych włosach i zielonych oczach. Była o rok młodsza, mieszkała w sąsiednim bloku i w tym roku kończyła liceum. Nigdy nie zwracał na nią szczególnej uwagi. Taka sobie dziewczyna, nic nadzwyczajnego.

Wieczorem przed jego wyjazdem cała paczka zebrała się na placu zabaw przy osiedlu. Marcin kpił z Krzysztofa, że zrobił głupstwo, rzucając studia i idąc do wojska. Bartek go poparł, mówiąc, że gdyby nie matka, może sam by poszedł. Dziewczyny żałowały, że paczka się rozpadnie, ale same śmiały się, wpatrzone w telefony.

Aga, którą wszyscy uważali za malucha, nagle powiedziała całkiem poważnie, że będzie na niego czekać. Wszyscy nagle zamilkli, a ona zaróżowiła się i uciekła.

— Widzisz, Krzychu, masz już narzeczoną — zaśmiał się Bartek.

— No jasne, wrócę i się ożenię — pół żartem, pół serio odparł Krzysztof i trącił go w ramię tak, że tamten o mało nie spadł z ławki.

Nikomu nie powiedział, dlaczego tak postąpił, nawet Bartkowi i Marcinowi. Poszedł na studia, jak chciał ojciec. Uczył się do wiosny, aż nagle ojciec odszedł od rodziny. Okazało się, że ma inną kobietę, która nosiła jego dziecko. Świat runął mu w jeden dzień, a wraz z nim autorytet ojca. Rzucił studia i poszedł do wojska. To był jego bunt przeciw decyzji taty.

Mama oczywiście płakała. On obiecał, że wróci za rok i zdecyduje, co dalej — może wróci na studia, ale zaocznie.

Rok służby minął, Krzysztof wracał do domu. Myśli o zemście na ojcu dawno przestały go nękać. Tęsknił za mamą, swoim domem, podwórkiem i przyjaciółmi. Wiedział, że postąpił słusznie — przed nim było całe życie.

Na następnej stacji wysiedli małżonkowie, a ich miejsca zajęła młoda para. Siedzieli w milczeniu, trzymając się za ręce. Krzysztof znów pomyślał o Adze. Cały rok wspominał jej słowa i swoją odpowiedź. Teraz nie wydawało mu się to już żartem.

Pociąg zatrzymał się na peronie, Krzysztof wysiadł i sprężystym krokiem ruszył w stronę przejścia podziemnego. Jako dziecko lubił słuchać, jak kroki odbijają się echem od ścian, i wyobrażał sobie, że idzie tam setka ludzi. Nawet się oglądał, by to sprawdzić. A ojciec się śmiał i mówił, że to tylko echo.

Wyszedł z tunelu na plac przed dworcem i ruszył pieszo do domu. Chciał odetchnąć znajomym powietrzem, rozprostować nogi i ochłonąć. Pod blokiem spotkał sąsiadkę.

— Czyżby Krzysztof wrócił? Matka się ucieszy…

Nie czekał na windę, wbiegł po schodach, przeskakując po trzy stopnie. Zadzwonił i nasłuchiwał. Tylko teraz pomyślał, że mama mogła wyjść — nie powiedział, kiedy dokładnie wróci.

Ale zamek zaskoczył, drzwi się otworzyły, a mama aż zaklasnęła z radości. Raz go przytulała, raz odpychała, żeby upewnić się, że to naprawdę on, żywy i zdrowy, a nie sen. Złajała, że nie uprzedził, zaraz zakrzątnęła się w kuchni. Gdy gotowała obiad, Krzysztof stanął pod prysznicem. Mama zdążyła już położyć ręcznik i ubranie na pralce.

Dżinsy okazały się za ciasne i za krótkie, tak jak T-shirt.

— Wyrosłeś! — zdziwiła się mama, gdy wszedł do kuchni. — Nie szkodzi, nakarmię cię, a potem skoczę do sklepu po nowe ubrania.

— Nie trzeba, jakoś będzie — odparł, siadając do stołu.

— A jak chcesz chodzić? Żadna dziewczyna nawet na ciebie nie spojrzy.

Gdy jadł, mama patrzyła na niego i opowiPo latach, gdy ich córka pierwszy raz powiedziała “tato”, Krzysztof zrozumiał, że prawdziwa miłość nie zna granic i nigdy nie żałował swojej decyzji.

Rate article
Fajna Tajna
Mamo, jeśli nie zaakceptujesz mojego wyboru, zniknę na zawsze…