Zła staruszka
Magda wysiadła z taksówki i czekała, aż z auta wygramoli się mała Maja.
— Dzięki — podziękowała kierowcy, wzięła córeczkę za rękę i powoli ruszyły w stronę klatki. Na niskim ganku na ławce siedziały dwie starsze kobiety.
— Dzień dobry — przywitała się Magda.
— Dzień dobry — odpowiedziała jedna z nich. — Do kogoż to takie piękności idą w gości?
Magda tylko się uśmiechnęła. Otworzyła kluczem zamek szyfrowy i weszła z córką do klatki schodowej. Ledwie drzwi się za nimi zamknęły, jedna z kobiet powiedziała dość głośno, że pół godziny temu widziała, jak dwóch młodych mężczyzn wnosiło do klatki jakieś pudła i worki.
— Nowi lokatorzy wynajmują mieszkanie nad tobą, bo Firkowscy przestają je wynajmować. Więc trzymaj się, Tereso, bo czekają cię nieprzespane noce — odparła druga.
— Nie na tę trafiły. Niech tylko spróbują hałasować. Zaraz zgłoszę do opieki społecznej, niech się martwią…
Magda już dalej nie słuchała. Podeszła do windy, stała akurat na parterze, i wjechały z Mają na piąte piętro.
Drzwi do mieszkania były uchylone. Mężczyźni siedzieli w kuchni i pili herbatę.
— O, Magda przyjechała. A my tymczasem herbatę sobie zrobili. Wybacz, trochę się rozgościliśmy.
Magda sięgnęła do torby po portfel.
— Ola, obrażasz mnie. Pomogłem ci jak przyjaciel. Może na próżno odeszłaś od Darka? Pogodzilibyście się. Nie pracujesz, z czego będziecie żyć z córką? — Mówiący mrugnął do Mai, a ta rozpromieniła się.
— Jakoś sobie poradzimy. Złożę pozew o rozwód, będą alimenty, zasiłek macierzyński. Nie wrócę do Darka. Możesz mu tak powiedzieć.
— Dobrze. Ale jak coś, dzwoń, jeśli będę mógł, pomogę. No, zagospodaruj się, a my już pójdziemy — powiedział Krzysztof.
Mężczyźni wyszli. Magda spojrzała na pudła pośrodku pokoju i westchnęła.
— No to co, pomożesz mamie rozpakować rzeczy?
— Nie. Pobawię się — odparła Maja.
— Dobrze. Tylko nie krzycz i nie hałasuj, bo nas stąd wyrzucą — upomniała córkę.
Dziewczynka zrozumiałym skinieniem głowy.
Magda otworzyła pudło z zabawkami i Maja natychmiast wyjęła z niego pluszowego misia. A Magda otworzyła szafę i zaczęła układać na półkach rzeczy z worków.
Mieszkanie było kawalerką, niewielkie. Ale gdzie im więcej? Meble przyzwoite, remont zrobiony, czysto. Nic się nie stało. Jeśli nie kupować zbędnych rzeczy, oszczędzać, dadzą radę.
Potem Magda ugotowała makaron i parówki, które przywiozła ze sobą. Umyła podłogę, położyła Maję spać, rozkładając kanapę. Oczy jej się kleiły, ale Maja nie chciała zasnąć bez bajki. Trzeba było czytać. Gdy wreszcie dziewczynka zasnęła, Magda opadła na poduszkę i zamknęła oczy. I od razu przypomniały się jej słowa męża:
„Przyjdziesz jeszcze do mnie na kolanach, błagać, żebym cię przyjął z powrotem, a ja się zastanowię, czy warto…” Łzy napłynęły do oczu, a sen odleciał.
Magda wstała i poszła do kuchni. Nie włączała światła, stała przy oknie i patrzyła na nieznany widok za szybą, na gęstniejące zmierzchy…
Z Darkiem poznali się na przystanku. Podeszedł do niej i zapytał, którym autobusem dojechać na ulicę Sienkiewicza.
Magda pomyślała i wymieniła numery. A Darek spytał, dokąd jedzie ona.
Wtedy podjechał jej autobus i Magda szybko do niego wsiadła.
— Przepraszam, po prostu nie wiedziałem, jak się z tobą zaznajomić — usłyszała. Chłopak stał obok i się uśmiechał. I ona też odpowiedziała uśmiechem.
Tak się poznali. Serce Magdy było wolne, a wesoły i sympatyczny Darek szybko je zdobył. Mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu z koleżanką. Poznały się jeszcze na studiach, po ich zakończeniu razem znalazły pracę. Wynajmowanie mieszkania we dwójkę było tańsze.
A Darek miał własną małą kawalerkę. Namówił Magdę, by się do niego wprowadziła. Mama Magdy była surowa, uczyła córkę, że powinna być rodzina, że dzieci muszą rodzić się w małżeństwie. Dlatego, gdy dzwoniła mama, Magda kłamała, że nadal mieszka z koleżanką.
Minął drugi rok, odkąd żyli razem, a Darek wciąż nie złożył jej oświadczyn. O dzieciach nie wspominał. I Magda nie wiedziała, jak powiedzieć, że spodziewa się dziecka.
— Trzeba pomyśleć o większym mieszkaniu — powiedziała kiedyś.
— Po co? — nie zrozumiał Darek.
— Bo wkrótce będziemy we troje.
— Co, jesteś w ciąży? I kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć? — warknął Darek.
— Właśnie mówię. Przepraszam, że nie powiedziałam wcześniej, nie byłam pewna. Magda starała się nie rozpłakać, widząc jego reakcję.
— Myślałem, że się zabezpieczasz.
— Żeby pożyć dla siebie i urodzić kiedyś tam potem? Nigdy nie pozbyłabym się dziecka. Z tobą czy bez, ale je urodzę — odpowiedziała zapalczywie.
— No dobra. Tylko nie spodziewałem się…
Pogodzili się i postanowili zbierać na wkład do kredytu. Pewnego dnia Magda stała na balkonie i czekała na męża. Spóźniał się z pracy. Pod klatkę podjechał samochód. Otworzyły się drzwi i wysiadł z niego Darek.
— Widziałam cię z balkonu. Czyj to wóz? — spytała, wychodząc mu naprzeciw.
— Mój. Nasz. Piękny, co? — Darek promieniał zadowoleniem.
— Jak to twój? Skąd?
— Kupiłem. I tak nie starczy na wkład. Mieszkanie może poczekać, a ja będę woził ciebie i nasze dziecko. Nie będziesz się tłukła w zatłoczonym autobusie.
— To też moje pieniądze, a ty nawet się nie poradziłeś, wziąłeś je i kupiłeś sobie auto — wybuchnęła Magda.
— Ale ty też nie poradziłaś się mnie, gdy postanowiłaś rodzić — odparował Darek.
— Nie ja sama zadecydowałam, ty też w tym uczestniczyłeś…
I po raz pierwszy poważnie sięMagda pomyślała, że mimo wszystkich burz, które przeszła, teraz, patrząc na Maję śpiącą spokojnie i na nową przyjaźń z Marysią, czuła, że jej życie w końcu układa się tak, jak powinno.



