Złośliwa Słodycz

— Dobry wieczór, państwo, sąsiadka z dołu poskarżyła się na hałas i krzyki z waszego mieszkania — na progu stał dzielnicowy. — Mogę wejść?

— Oczywiście — drżącym głosem odparła Kinga. — Proszę, tylko uspokoję dziecko.

W rzeczywistości Kinga trzęsła się nie z powodu wizyty policjanta, ale dlatego że mąż znów ją pobił. Tym razem za to, że wylała całą wódkę do toalety. Krzysztof, gdy to odkrył, wpadł w szał:

— Jestem mężczyzną i mam prawo się zrelaksować po pracy! Ty siedzisz w domu na macierzyńskim, odpoczywasz, a ja haruję na budowie! Idź i kup mi butelkę!

— Nie pójdę — odpowiedziała Kinga. — Codziennie jesteś pijany, syn już się ciebie boi. Jasiek ma rok, a już tyle widział! Przestań pić, Krzysztofie!

Pod wrzask dziecka matka znów została pobita. Hałas usłyszała sąsiadka, pani Stanisława, i jak zwykle w takich sytuacjach — wezwała policję.

A pani Stanisława to była osobliwość. Nie dość, że sąsiedzi jej nie lubili, to jeszcze ją traktowali jak zło konieczne. Na każdego z nich kiedyś doniosła — niekoniecznie na policję, czasem do administracji, spółdzielni, a nawet do opieki społecznej.

— Wie pani, chyba matka tego Szymona z piątego piętra go nie karmi, taki chudy się zrobił i chodzi jak włóczęga — dzwoniła pani Stanisława do opieki. — Trzeba sprawdzić tę rodzinę, matka ciągle uśmiechnięta, pewnie ćpa albo co gorsza.

Pracownica opieki zanotowała zgłoszenie, obiecując interwencję.

Tymczasem matka Szymona, chłopca z tendencją do nadwagi, była w szoku, gdy do drzwi zapukała cała komisja. Okazało się, że Szymon był na specjalnej diecie, bo w wieku dziewięciu lat ważył tyle, co nastolatek. Dieta przynosiła efekty, stąd radość matki. A co do ubrań — Szymon, choć pulchny, był żywym srebrem, więc spodnie i bluzy na nim „znikały” w mgnieniu oka.

Ale pani Stanisława oczywiście o tym nie wiedziała, bo unikała kontaktu z sąsiadami.

Starsi mieszkańcy kamienicy opowiadali, że dawno temu do jej mieszkania włamali się bandyci. Od tamtej pory przestała ufać sąsiadom, wierząc, że to oni podpowiedzieli złoczyńcom, że z mężem wypłacili pieniądze na starego „Malucha”. Mąż ciężko ucierpiał w walce, broniąc dobytku, i wkrótce zmarł. Od tamtej pory pani Stanisława nie podniosła się po traumie i już nie wyszła za mąż.

Młodsi sąsiedzi, których było większość, nie znali tej historii.

— Sprzątnij po swoim psie, moda przyszła, żeby gównem śmiecić! — krzyczała pani Stanisława na młodego sąsiada, który wyprowadzał psa przed snem.

— Tobie się chce, to sama sprzątaj, stara jędzo — burknął chłopak.

Ogromny kundel, który właśnie załatwił sprawę, warknął na kobietę i szarpnął smyczą. Pani Stanisława przestraszyła się i odeszła, chowając w sercu urazę, która miała przerodzić się w zemstę.

I tej zemsty doświadczył młody sąsiad następnego ranka, gdy w nowych białych adidasach nadepnął na „prezent” pod swoimi drzwiami.

— Niech cię! — wrzasnął i zabrał się za sprzątanie dzieła swojego ukochanego psa.

Pani Stanisławie poszczęściło się, że chłopak nie wiedział, w którym bloku mieszka. Klął, wyrzucając buty do śmietnika.

A tymczasem za białymi firankami uśmiechała się zadowolona z siebie staruszka. Od tej pory ścieżki wokół placu zabaw i podwórka były nieskazitelnie czyste. Wieść o „niespodziance” szybko rozniosła się wśród właścicieli psów…

— Więc co się stało? — dzielnicowy rozejrzał się po pokoju, gdzie w łóżeczku, kurczowo trzymając się szczebelków, płakał mały Jasiek.

— Nic — mruknął Krzysztof. — Oglądałem mecz i za głośno komentowałem. Co, nie umieją kopnąć, żeby trafić?

Kinga przestraszonym wzrokiem spojrzała na męża. Wiedziała, że musi podtrzymać jego kłamstwo, bo będzie miała przechlapane. Policjant spojrzał na kobietę pytająco. Znał się na rzeczy, ale bez jej zeznań nie mógł ukarać awanturnika.

— Tak, to przez telewizor — potwierdziła Kinga. — Przepraszamy.

Dzielnicowy westchnął: jak zwykle, najpierw bronią swoich oprawców, a potem bywa za późno.

— Dobrze, spiszę upomnienie, ale następnym razem będzie mandat za zakłócanie spokoju — powiedział. — I nie przede mną przepraszajcie, tylko przed sąsiadką. Bardzo uważna kobieta, rzadko spotyka się takich obywateli. Zawsze dzwoni, gdy coś się dzieje, zna już wszystkich dyżurnych po głosach.

— No tak — mruknął Krzysztof, tłumiąc irytację.

Policjant rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, pokiwał głową w stronę Kingi i wyszedł.

— W następnym razie zajmę się tobą tak, że nawet nie piskniesz — warknął Krzysztof, gdy drzwi się zamknęły.

Kinga stała z synem na rękach, przeklinając dzień, w którym została żoną Krzysztofa.

— On nie jest dla ciebie, Kinga — mówiły przyjaciółki. — Ty jesteś dobra i wesoła, a ten twój niby się uśmiecha, ale spojrzenie ma jakieś dziwne. Nie wiąż się z nim.

— Dziewczyny, po prostu go nie znacie. On mnie kocha — odpowiadała Kinga, marzycielsko przymykając oczy. — Krzysztof jest silny i odważny, raz nawet mnie obronił na ulicy.

Wyszła za niego, a on szybko pokazał, kim naprawdę jest: zazdrosny o kolegów z pracy, urządzał awantury publicznie. Kinga brała to za miłość, myląc ją z przemocą. Teraz Krzysztof zazdrościł jej każdego słupa i krytykował za wszystko, ciesząc się, gdy Kinga czuła się winna bez powodu.

— To ma być wyprasowana koszula? Masz ręce z tyłka?! — wrzeszczał.

— Starałam się, nawet nie zjadłam obiadu. Jaśkowi ząbki wychodzą, cały dzień przy nim — skarżyła się Kinga, licząc na zrozumienie.

Ale zrozumienie nie było mocną stroną Krzysztofa. Oskarżał: zupa za gorąca, kotlety niesmaczne, ona złą matką, bo dziecko ciąZ czasem Kinga odnalazła w sobie siłę, by zacząć wszystko od nowa, a pani Stanisława, ku zaskoczeniu wszystkich, stała się dla niej i Jaśka prawdziwą rodziną.

Rate article
Fajna Tajna
Złośliwa Słodycz