Spotkanie

— Dziewczyno! Dziewczyno, zaczekaj! Proszę, zatrzymaj się! — Kinga odwróciła się i zobaczyła biegnącego za nią chłopaka w charakterystycznej czapce. Wydała jej się znajoma, ale gdzie mogła ją wcześniej widzieć? — Uff! W końcu! Trenujesz sprinty czy co? Ledwo cię dogoniłem! Jestem Jan. Jan Kaczmarek. W dowodzie Jan Antoni, ale wszyscy mówią mi Jasiu. Solidnie, godność, inteligencja… — Chłopak pochylił się, oparł dłonie o kolana, łapiąc powietrze. Czapka zsunęła mu się z głowy, upadła na chodnik. Kinga automatycznie też się schyliła, by ją podnieść, i zderzyła się czołem z „solidnym” Jasiem.

— Au! Ależ z ciebie gafa! — oburzyła się, pocierając bolące czoło. Już miała odejść, gdy Jasiu złapał ją za rękę.

— Czekaj! Przepraszam, to niechcący. Boże drogi, co za dzień! Ty jesteś siostrą Michała? Tego z trzeciego piętra? — szepnął, poprawiając czapkę. — Widziałem cię u niego w domu, ale byłaś wiiięęęc taka… — Pokazał palcami rozmiar Kingi jako malutkiej dziewczynki.

— O co ci chodzi? Udar cię trafił? — Kinga spojrzała na niego z góry. — Gdy ja byłam „takaa mała”, ciebie pewnie jeszcze na świecie nie było! Czego chcesz? Zatrzymujesz mnie!

— Więc nie jesteś Magdą? Magdą Nowak? — Chłopak wyglądał na rozczarowanego, znów próbując pokazać, jak mała była Kinga, gdy ją widział.

— Nie. Jestem Kinga Kowalska. Do widzenia! — Ruszyła zdecydowanie w stronę przystanku tramwajowego, ale Jasiu nie odpuszczał — uparty ten „inteligent”.

— No i proszę, już się znamy! Ty Kinga, ja Jasiu — świetnie, co? Czemu taka nachmurzona? I torbę niosę ciężką jak skarbiec. Pomogę! — Wyciągnął rękę do siatki, ale Kinga odskoczyła, jakby miał ją ukraść albo żądlić.

— Idź swoją drogą! Aaa! — olśniło ją. — Tak się z dziewczynami poznajesz, tak? Bardzo oryginalnie! Ale…

— No, widzisz, już cię zaciekawiłem! Daj tę torbę, nie ucieknę. Buraków i cebuli mam u siebie pod dostatkiem — wskazał na wystające z siatki warzywa. — A ja w ogóle wiele rzeczy wiem! Dlaczego samoloty nie spadają, skąd się bierze piorun, czym jest perpetuum mobile, jak domowymi sposobami usunąć plamy po konfiturach wiśniowych…

Chciał kontynuować, ale Kinga nagle parsknęła śmiechem, wręczyła mu siatkę i kazała iść przodem.

— Czytałeś dziecięcą encyklopedię? — zapytała, w końcu przestając się śmiać.

— To też. Mieszkam z babcią. Babcia Jadwiga, matka mojego ojca, Antoniego, to kobieta w kwestii edukacji bardzo… zasadnicza. Wkuwała we mnie wiedzę.

Jasiu próbował pokazać jedną ręką, jak babcia „wkładała” w niego wiedzę, ale wyszło niejasno.

— Co tak machasz? Sygnalizujesz? Zaraz mnie okradną? — Kinga spojrzała podejrzliwie.

— Ależ skąd! To tak babcia mnie edukowała. Książki, dokumenty, prelekcje w Domu Kultury. Ona, widzisz, uważała, że jej obowiązkiem jest „oświecać” mnie za wszelką cenę. Mogę ci wyjaśnić, jak wyhodować kurczę z jajka w domowej wylęgarni, jak rozmnożyć fikusa…

— Nudne. A loda chcesz? — Kinga coraz bardziej polubiła tego „chodzący wykład” z czapką i encyklopedyczną wiedzą.

— Nie, dziękuję. Laktoza mi szkodzi. Lepiej oddychać — tlen odżywia mózg — machnął ręką Jan. — Ale tobie kupię. — Proszę waniliowego w waflu — zwrócił się do sprzedawcy.

— Skąd wiedziałeś? — Kinga szybko złapała jego rękę z pieniędzmi i zapłaciła sama.

— Czemu tak? Ja częstuję! — obruszył się Jasiek.

— Ja też wychowałam się głównie z babcią. Również zasadniczej — wiesz? Uczyła mnie: „Wszystko sama, Kinga, sama! Niezależność to podstawa!”. I tak dalej. Zapamiętałam. Już i tak jestem ci winna — nosisz mi zakupy.

— A kobiety muszą być samodzielne, rozumiem — kiwnął głową. — Ale, wiesz, twoja babcia się myli!

— Jak to?! — Kinga aż się zakrztusiła.

— Ot, tak! Moja babcia mówiła: „Mężczyzna bez zajęcia to jak mrówka bez patyka — marnieje”. I macie, baby, problem przez tę waszą niezależność. W którą stronę teraz?

— Tam! — machnęła ręką w prawo, marszcząc brwi. — Moja babcia, nawiasem mówiąc, to szanowana osoba! Budowała metro! Ma medale!

— Metro to dobrze — zgodził się Jasiu, zmieniając temat, bo spór o babcie do niczego dobrego nie prowadził. — A wiesz, dlaczego wieje wiatr? Proste, a odpowiedź cię zaskoczy!

— Daj spokój! — prychnęła Kinga. — Masy powietrza o różnej temperaturze…

— Ooo, nie! Myślisz nie w tę stronę! Jak mówiła moja babcia: wiatr powstaje, bo drzewa się kołyszą. I tego nie obalisz. Babcia też nie potrafiła, a na wykład w Domu Kultury nie poszliśmy, bo złapałem anginę. Dalej! Śnieg! Wyobraź sobie, jak piękny jest pod mikroskopem! I kruchy! I… Kinga! Gdzie ty?! — Jasiek zorientował się, że od pół minuty idzie sam, a Kinga skręciła w boczną uliczkę. — Kinga, czekaj! Masz tu buraki! I cebulę! I w ogóle, ja cię odprowadzam! Gdzie ty poszłaś?!

Zawrócił, czapka podskakiwała mu na głowie, monety dzwoniły w kieszeni.

— No, gdzie ta chodząca encyklopedia?! — zawołała Kinga, machając ręką.

— Proszę nie obrażać! — oburzył się. — Jestem skarbnicą wiedzy. Babcia tak mnie przedstawia swoim znajomym z klubu ogrodniczego: „Mój wnuk, skarbnica wiedzy”. I zaraz zasypują pytaniami! To nie do wytrzymania! Co robić z pomidorami przy przymrozkach, jak przechować dalie… A większość nawet działki nie ma!

— To nie odpowiadaj! Bądź jak partyzant! — Kinga skorygowała kierunek „skarbnicy”, prowadząc go przez podwórka.

— Nie mogę! Kinga, to niemożliwe! — wykrzyknął Jasiu, potrząsając siatką. Wiatr zdmuchnął mu czapkę, Kinga podniosła ją i włożyła zI tak Kinga i Jasiu, mimo uporu swoich babć, znaleźli własną drogę do szczęścia, bo w życiu najważniejsze jest nie to, co mówią inni, ale to, co czujemy w sercu.

Rate article
Fajna Tajna
Spotkanie