**Bogaty mąż**
Złapał żonę na zdradzie i bez ceregieli wyrzucił za drzwi. Cóż, zabezpieczył ją finansowo, ale więcej widzieć jej nie chciał – nigdy, w żadnych okolicznościach!
– Sam jesteś winny! Wiesiu, przebacz mi! – Jola plątała się w słowach.
– Na starość oszalałaś! – wrzeszczał. – Tak mnie upokorzyć? Mów jeszcze dziękuje, że tylko cię wyrzucam!
Miała wtedy, tak jak on, czterdzieści sześć lat. Dzięki jego pieniądzom wyglądała najwyżej na trzydziestkę. I to też Wiesława wkurzało! Kogóżby interesowała czterdziestosześciolatka, w którą nie włożono fortuny?
**Wszystkie opowieści o życiu**
– Wiesiu, cześć! Co, nie pozdrawiasz? – zawołał go sąsiad z zamierzchłych czasów, chyba Dawid.
Wiesław Grygiel zgrzytnął zębami. Co za przekleństwo! Ile lat minęło, odkąd wyprowadził się z tej kamienicy, a oni wciąż go poznają. Zwracają się po imieniu. I nie dość, że ktokolwiek, to jeszcze miejscowa opojka. Jedna z…
Szyba od strony kierowcy opadła i Krzysiek cicho zapytał:
– Pomóc, panie Wiesławie?
Tamten tylko machnął ręką. Szybkim krokiem ruszył do klatki, ignorując dawnego sąsiada. Więcej niż sąsiada… przyjaciela? Może. Ale to było tak dawno…
– Po rozwodzie się nie ożeniłeś? Wciąż kawalerujesz? – nie dawał za wygraną Dawid.
A może to nie Dawid? Nieważne! Wiesław przez pół życia starał się zapomnieć. Kiedyś on i ten Dawid, oraz reszta nieudaczników, byli po prostu młodymi chłopakami. Mogli się razem zabawić. Wypić najtańsze wino. Kiedy to było? Trzydzieści pięć lat temu? A teraz on ma witać się ze zdegenerowanymi alkoholikami, tylko dlatego, że matka…
– Cześć, mamo! – zawołał głośno, otwierając drzwi do mieszkania.
– Wiesiu! – odpowiedziała radośnie.
Czemu ona nie chce się do niego przeprowadzić, do jego ogromnego domu? Kurczowo trzyma się tego rodzinnego gniazda, z taką siłą, że oderwać nie sposób.
– Jak się masz, mamo?
Matka wciąż była pełna energii, mimo siedemdziesięciu ośmiu lat. Przechodziła z kijkami piętnaście tysięcy kroków dziennie. Sprawnie zamawiała jedzenie przez aplikację. Uwielbiała oglądać nowoczesne kino na sprzęcie, który Wiesław jej podarował, i chętnie krytykowała „upadek sztuki”, jak to nazywała. Dwa razy w roku jeździła do ciepłych krajów albo do Europy. Nowoczesna starsza pani – Wiesław był z matki dumny. Chętnie jej pomagał. Ale jej przywiązanie do tego mieszkania… nie mógł tego zrozumieć. I za każdym razem schodziło na tę samą, nieprzyjemną dla Wiesława rozmowę. Tak czy inaczej, temat się do tego sprowadzał. Wiesław sam go tam kierował, ale nie mógł się powstrzymać – to był jego punkt zapalny!
– Mamo, nie zastanawiałaś się już?
– O czym? – zdziwiła się Halina Kowalska.
Potrafiła udawać, że nie rozumie, gdy jej to pasowało. Wiesław kochał swoją matkę… tęskniłby za nią, gdyby… ale nawet myśleć o tym nie chciał!
– No wiesz, o tym samym! Przeprowadź się do mnie! Żebym nie musiał tu już przyjeżdżać!
– To i nie przyjeżdżaj! Nie zmuszam cię. Jak zechcesz się spotkać, umówimy się w centrum.
Jak ona może tak mówić o takich rzeczach? Nie przyjeżdżać? Toż to matka! Najbliższa osoba na świecie.
– Nie mogę nie przyjeżdżać! – oświadczył stanowieWiesław nagle zrozumiał, że przez te wszystkie lata goniąc za pieniędzmi i prestiżem, zgubił to, co najważniejsze – prawdziwe szczęście, które przyszło do niego w postaci skromnej kobiety z przeszłości, i teraz już nigdy nie zamierzał go wypuścić z rąk.



