Córko, po co ci ten chuligan? Nic dobrego ci w życiu nie da! Jeszcze się naczytasz z nim łez, na pewno! Na pewno w końcu wyląduje w więzieniu! Będziesz na niego czekać latami, jak żona zesłańca!
— Mamo, nie mów tak! Leszek wcale nie jest chuliganem. Jest dobry i troskliwy. I mnie kocha!
— Tacy kochają tylko do czasu! Zapomnij o nim. Zwróć uwagę na Jacka. To będzie świetny mąż. Będziesz za nim jak za murem! Wierz mi, ja wiem.
Lilka spojrzała na matkę ze złością. Ta zupełnie jej nie rozumiała. I nie chciała zrozumieć.
— Mamo, Jacek mi się nie podoba. On jest zbyt…
— Co zbyt? Może nie wygląda jak bohater, ale cię kocha! Daj mu szansę! Odrzuć tego Leszka, nieudacznika!
— Nie, mamo. Wyjdę tylko za Leszka. Tak postanowiłam.
— Zbigniewie, może ty powiesz córce, że się myli? — Marianna spojrzała na męża. — No, czemu milczysz?
Zbigniew wstał z kanapy i podszedł do kłócącej się żony i córki. Leszek mu się specjalnie nie podobał, ale nie chciał ingerować w życie Lilki. Uważał, że jest już dorosła i sama wie, co robić. W końcu to ona ma żyć swoim życiem, nie oni.
— Dziewczyny, o co wam chodzi? Marianna, niech spotyka się, z kim chce. A ty, Lilka, uważaj na siebie i jeśli coś, mów do mnie. Pomogę i wesprę, gdy zajdzie potrzeba. Rozumiesz?
Kobieta rozłożyła ręce, a Lilka uradowana przytuliła ojca.
— Dzięki, tato! Na razie tylko się spotykamy. Leszek jeszcze mnie nie poprosił o rękę.
— No to dobrze. Mam nadzieję, że i nie poprosi — mruknęła pod nosem Marianna.
Lilka nic nie odpowiedziała, by nie prowokować kolejnej tyrady.
W swoich dwudziestu latach uważała, że sama poradzi sobie z życiem, a matka i tak nic nie rozumie. Leszek był dla niej całym światem, a oni byli w sobie zakochani od lat, co irytowało Mariannę. Jacek, kolega Lilki ze studiów, podobał się matce, ale wcale nie pociągał samej dziewczyny.
Z błogosławieństwem ojca Lilka zaczęła jawnie spotykać się z Leszkiem. Chłopak był zachwycony. Choć Leszek miał bujną przeszłość i podobnych kumpli, Lilka naprawdę mu się podobała i był gotowy dla niej na wszystko. Nawet na zmianę.
— Leszku, wynajmiemy mieszkanie po ślubie? Dasz radę?
— Oczywiście. W ostateczności pomogą mi rodzice. Swoją drogą, bardzo się cieszą, że jesteśmy razem. Mówią, że dobrze na mnie wpływasz — uśmiechnął się czule.
— Naprawdę? — Lilka zarumieniła się ze wzruszenia.
Ta rozmowa odbyła się, gdy Lilka była na ostatnim roku studiów. Leszek już pracował i oboje oszczędzali na wesele. Marianna wciąż była przeciwko niemu i oznajmiła, że nie pomogą z kosztami. Zbigniew nie sprzeciwiał się żonie, choć w tajemnicy wspierał córkę.
— Znajdź sobie porządnego chłopaka, wtedy wesprzemy was finansowo — mówiła. — A jak zwiążesz się z tym nieudacznikiem, sama się martw…
Lilka płakała z bezsilności, ale nie mogła zmienić decyzji matki. Na szczęście rodzice Leszka okazali się bardziej wyrozumiali i przyjęli dziewczynę serdecznie.
— Szkoda, że mama tak cię nie lubi. Tata przynajmniej mówi, że sama powinnam decydować. Nie przeszkadza mi żyć, tylko wspiera.
Leszek przytulił dziewczynę i zajrzał jej w oczy.
— Lilu, nie martw się. Twoja mama po prostu się o ciebie troszczy. A ja jakoś wytrzymam jej humory. W życiu miałem wielu przeciwników, to się nie przejmuję.
— I kto to taki? — szturchnęła go żartobliwie.
— No chociażby… — pocałował ją i szepnął. — Ale tylko ciebie kochałem.
— Zawsze?
— Zawsze — potwierdził.
To była prawda. Kochał ją od dzieciństwa, od kiedy Lilka z rodzicami wprowadzili się do osiedla i poszła do szkoły. Najpierw ją drażnił, ale dziewczyna potrafiła dać odpor. Tak zaczęła się ich przyjaźń, potem miłość, aż wreszcie silne uczucie.
Ta przyjaźń nie przeszkadzała Leszkowi w psotach i wpadkach, o których czasem żałował, choć często nawet nie myślał o swoim zachowaniu.
Teraz jednak wziął się w garść, skończył technikum i pracował w warsztacie, zarabiając całkiem nieźle.
Ślub wzięli bez pomocy rodziców Lilki. Leszek był ceniony w pracy i coraz mniej przypominał dawnego urwisa. A Lilka była z nim szczęśliwa, choć matka wciąż patrzyła na jej męża z dezaprobatą. Marianna nie chciała widzieć jej radości i wierzyła, że córka źle skończy z tym łobuzem.
— Leszku, może jutro wpadniemy do rodziców? — Lilka przytuliła się do męża.
Mężczyzna pogładził ją po zaokrąglonym brzuchu.
— Lilu, teraz? Nie stresuj się. Jak urodzi się Jasio, wtedy pójdziemy. Pokażemy wnuka babci i dziadkowi. A swoją drogą, moi rodzice chcieli wpaść w weekend.
— Dobrze — skinęła głową. — Poproś mamę, żeby upiekła ten swój cudowny sernik, dobrze?
Leszek uśmiechnął się i spojrzał na żonę z czułością.
— Jasne, zrobi to z radością. Lubi cię rozpieszczać.
— Twoja mama jest w porządku — Lilka pogłaskała brzuch. — Dla wnuka stara się jak może. Mówiła, że chce, żeby wyrósł na zdrowego chłopaka, więc muszę dobrze jeść.
— Niech się stara — roześmiał się Leszek.
Młodzi nie żyli w dostatku, czasem nawet wpadali w długi. Lilka nie zdążyła jeszcze podjąć pracy po studiach, więc Leszek utrzymywał rodzinę sam. Ale dawny urwis nie narzekał — robił wszystko dla ukochanej, wkładając całe serce w ich wspólne życie.
Minęło nieco czasu i na świat przyszedł długo wyczekiwany Jasio. Szczęśliwi rodzice chcieli pochwalić się dzieckiem całemu światu. Gdy tylko Leszek miał wolny dzień, wybrali się do rodziców Lilki. Oczywiście, byli na porodówce, ale dziewczyna już za nimi tęskniła, a Jaś miał miesiąc od ich ostatniego widzenia. Wszyscy nie mogli się doczekać tej wizyty.
Marianna od rana gotowała mnóstwo potraw, a Zbigniew sprzątał dom. Z niecierpliwością wyczekiwał wnuka, choć często wpadał do córki, by pomóc z malcem — w przeciwieGdy drzwi się otworzyły, a Jasio rozpromieniony uśmiechem wyciągnął rączki do babci, Marianna nagle zrozumiała, że czas pogodzić się z przeszłością i przyjąć Leszka takim, jakim był – bo najważniejsze to szczęście córki i wnuka.



