**Dzisiaj zabrałem klucze od mojego mieszkania. Od teraz nie dostaniesz ode mnie ani grosza, mamo…**
Alicja poznała Marka na ulicy. Spieszyła się na zajęcia syna do klubu sportowego, ale światło wciąż nie chciało się zmienić. Rozejrzała się nerwowo. Między samochodami znalazła przerwę, pomyślała, że zdąży przebiec, i ruszyła na drugą stronę.
W tym samym momencie zza zakrętu wyjechał samochód. Kierowca też się spieszył. Na żółtym świetle dodał gazu. Wyglądało na to, że auto i kobieta niechybnie się spotkają. Na szczęście kierowca w ostatniej chwili zahamował i skręcił. Nikomu nic się nie stało. Czerwone światło zatrzymało ruch.
Od huku hamulców Alicja zastygła na jezdni, zamykając oczy, spodziewając się uderzenia. Zamiast niego usłyszała krzyk mężczyzny, który wysiadł z samochodu.
— Masz życie za nic? Nawet jeśli nie dbasz o siebie, pomyśl o innych! Po co rzucasz się pod koła? Nie mogłaś chwili zaczekać?! — warknął.
Alicja otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą czterdziestolatka z wykrzywioną ze złości twarzą.
— Na litość boską, przepraszam — złożyła ręce jak do modlitwy. — Syn ma zawody, byłby zły, gdybym nie zdążyła. Tak się przygotowywał… Już i tak się spóźniam, szef nie pozwolił wyjść wcześniej. Muszę być na jego występie. Każda minuta się liczy — zaczęła szybko mówić, lecz nagle urwała.
Kierowca patrzył na nią uważnie. Gdy się uspokoił, okazał się całkiem przystojnym mężczyzną. Alicja się zawstydziła.
Światło znów się zmieniło, samochody ruszyły. Mężczyzna złapał ją i odciągnął na chodnik.
— Do klubu sportowego się spieszyłaś? — zapytał już spokojniej.
— Tak. Skąd pan wie? — odparła Alicja, dochodząc do siebie.
— Sami przed chwilą mówiliście. Wsiadajcie, podwiozę was.
— Ojej, nie trzeba… — zaczęła się wymigiwać.
— Wsiadajcie! — warknął.
Alicja w pośpiechu wskoczyła do samochodu. W trzy minuty byli przed klubem. Mężczyzna też wysiadł.
— Dziękuję, dam radę sama… — mamrotała.
— Nie o was tu chodzi!
— Tato! — Do mężczyzny podbiegła nastoletnia dziewczyna z plecakiem.
Przytulili się, wrócili do auta. Alicja patrzyła jak zahipnotyzowana. W końcu otrząsnęła się i pobiegła do klubu.
Tak poznała Marka. Czasem z przypadkowego spotkania i drobnego wypadku rodzi się miłość.
Alicja zdążyła na występ syna. Weszła na salę, gdy ogłaszano jego numer. Zajął trzecie miejsce.
— No to na lody? Za twoje zwycięstwo? — zapytała, gdy Tomek wyszedł z szatni.
— Nie wygrałem. Tylko trzecie — mruknął.
— Tylko trzecie? — przedrzeźniła go. — Ile chłopaków startowało? A wygrało trzech, i ty wśród nich. Jestem z ciebie dumna. Następnym razem będziesz pierwszy. Denerwowałeś się?
— Trochę. Wracajmy do domu. Zmęczony jestem. Myślałem, że nie przyjdziesz.
Trzy dni później Alicja znów spotkała mężczyznę pod klubem.
— Pan? Znów po córkę?
— Marek. Nie, zajęcia skończyły się dwie godziny temu. Czekałem na was. — Zawahał się. — Chciałem spytać, jak syn? Wygrał? Zdążyliście?
— Tak, dzięki panu. Był trzeci.
— Świetnie! Więc nie na darmo ryzykowałaś życie. — Roześmieli się.
Podszedł do nich chłopiec.
— Wasz syn? — zapytał Marek.
— Tak, Tomek. A to Marek…
— Bez “panowania”. Po prostu Marek. — Wyciągnął rękę.
Tomek podał swoją, Marek uścisnął mocno. Pod ich blokiem Marek zaproponował, by w weekend poszli na zawody dla dorosłych.
— Naprawdę? Mamo, chodźmy! — ucieszył się Tomek.
— No to ustalone? — Marek spojrzał na Alicję z nadzieją.
— Nie jestem wielką fanką zapasów — wzruszyła ramionami.
— Oto moja wizytówka. Zapisz numer, żebyś wiedziała, że to ja dzwonię.
— Ja nie mam wizytówek. — Alicja wyjęła telefon i wybrała numer.
— Dzięki, zapisałem — powiedział, odrzucając połączenie.
— Kto to był, mamo? — spytał Tomek, gdy wchodzili po schodach.
— Pamiętasz, jak spieszyłam się na twoje zawody? On mnie podwiózł, ale wcześniej prawie potrącił — odparła.
— Nie mówiłaś.
— No ale nie potrącił. Za to zdążyłam i widziałam, jak wygrywasz.
Zaczęli się spotykać. Alicja coraz częściej zostawała po pracy, a w dni treningów razem z Markiem odbierali Tomka.
— Mamo, on się w tobie zakochał? — spytał raz chłopiec.
— A co, we mnie nie można? Jestem stara czy brzydka?
— Nie. Jesteś bardzo ładna.
— Dobrze, że to widzisz. Mam trzydzieści dwa. Dla ciebie jestem mamą, dla innych — kobietą. Masz coś przeciwko?
— Nie. A tobie on się podoba?
— No… Tak. — Alicja się zaróżowiła.
— A jego córka będzie moją siostrą? — dopytywał.
— Za wcześnie, by mówić. Nie wybiegajmy tak daleko. A nie chciałbyś mieć siostry?
— Nie wiem — przyznał szczerze.
Nie pamiętał ojca. Odszedł, gdy Tomek miał dwa i pół roku. Zawsze chciał, by ktoś nim był. Najbardziej bolało go, gdy koledzy chwalili się nowymi telefonami. „Tata mi kupił” — mówili z przekąsem. Tomek zazdrościł. Nie prezentom, ale temu, że oni mieli tatów. U mamy nowy telefon to był luksus.
Gdy na urodziny Marek podarował mu najnowszy model, chłopiec się ucieszył i przestał być nieufny. Zaprzyjaźnili się.
Po trzech miesiącach Marek oświadczył się Alicji i zaproponował wspólne mieszkanie.
— Dość ukrywania się. Jesteśmy dorośli.
— Nie za szybko? Tomek rozumie. Spotykać się to jedno, mieszkać razem — to co innego. A twoja żona może wrócić — wahała się.
— Już o tym mówiliśmy. Ty byś wybaczyła mężowi, gdyby wrócił? Ja nie potrafię. Zakochała się w biznesmenie, zabrała córkę i zostawiła mnie. A gdy on się nią znudził, wróciła z nicMijały miesiące, a rodzina powoli budowała nową codzienność, pełną drobnych radości i wspólnych marzeń.



