– Kasiu, w końcu wychodzisz za mąż – uśmiechnęła się Zofia Stanisławowa, patrząc na córkę. – Tak się cieszę, że Arek się oświadczył! Wiesz, jacy teraz faceci są nieserio? Tylko by się bawić, a o żeniaczce nawet nie myślą. A Arek jest inny, więc trzymaj się go mocno.
– Mamo, no przecież ja też jestem dobrą partią – zażartowała Kasia. – I ładna, i mądra, i zasługuję na księcia z bajki.
– Oj, księcia to może nie – rozśmiała się Zofia. – Pamiętaj, że masz już 35 lat, to taki… ostatni dzwonek.
Kasię ukłuło to “ostatni dzwonek”. Ale nie sprzeciwiła się mamie – wiedziała, jak bardzo ta przejmuje się losem jedynaczki. Czas leciał, a kolejki adoratorów jakoś nie widać. Nic dziwnego, że Zofia bała się, że Kasia nigdy nie wyjdzie za mąż i nie da jej wnuków.
Wesele miało być za dwa tygodnie. Wszystko już było ogarnięte: bankiet w najlepszej restauracji w Krakowie, goście zaproszeni, suknia wybrana. Choć Kasia wciąż się wahała, którą wersję wziąć, i miała niedługo iść na drugą przymiarkę.
Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi, a Zofia krzyknęła: “Arek przyszedł!” i pobiegła witać gościa.
– Dzień dobry, pani Zofio! Cześć, Kasieńko! – przywitał się Arek. – A jak zwykle nie z pustymi rękami. Dla pani czekoladki, a dla Kasi bukiet.
– No co pan, nie trzeba było – rozpromieniła się Zofia. – Wciąż nie mogę uwierzyć, że moja córka znalazła takiego wspaniałego faceta! Chyba w ogóle nie ma pan wad! Proszę wejść, Kasia czeka w swoim pokoju.
Kasia znała Arka dopiero pół roku. Sama się dziwiła, czemu zwrócił na nią uwagę: on pracował w urzędzie miasta, a ona była zwykłą nauczycielką muzyki w podstawówce. Od początku dał jej do zrozumienia, że szuka żony, a nie przelotnego związku.
Arek był poważny, stateczny i, jak mówiła Zofia, “prawdziwy mężczyzna”. Starszy od Kasi tylko o pięć lat, ale czasem miała ochotę zwracać się do niego “panie Arkadiuszu”.
– Kasia, masz tulipany. Widzisz, zawsze o tobie pamiętam – powiedział z nutką protekcjonalności. – Sprawdzałaś, czy wszystko gotowe na wesele?
– Dzięki za kwiaty. Z weselem chyba wszystko gra. Tylko suknię dopiąć i buty dokupić.
– Słuchaj, w dzień ślubu musisz wyglądać idealnie i zaimponować mojej rodzinie – rzucił ostro. – Pieniędzy nie żałuj, jak coś trzeba, to kupuj.
Wyjął portfel i położył na komodzie plik banknotów:
– Masz, na wydatki. A tak w ogóle, w przyszłym tygodniu wpadnij do mojej mamy. Da ci przepisy na moje ulubione dania. Nie chcę, żeby nasze małżeństwo zaczynało się od kłótni, więc proszę, poucz się od niej trochę gospodarowania.
– Arek, pamiętasz, że mam 35 lat? – uśmiechnęła się Kasia. – Zwykle w tym wieku kobiety same wiedzą, jak prowadzić dom. Poza tym teraz taki romantyczny czas, nie myślmy o garnkach.
– Nie, Kasiu, musisz się od mamy poduczyć. U niej zawsze sterylna czystość i gotuje jak marzenie. Będzie wstyd, jak po ślubie przyjdzie z wizytą i zacznie cię poprawiać.
Kasia obiecała, że zajrzy, a Arek, wymawiając się pracą, wyszedł. Jakoś zrobiło jej się smutno. Marzyła o luzie, romantyce, czułych słowach. A Arek był zawsze sztywny, małomówny i oszczędny w uczuciach.
Następnego dnia poszła na przymiarkę. W salonie wybrała pierwszą lepszą suknię – zupełnie nie miała nastroju.
“Wszystko gra – tłumaczyła sobie. – Wychodzę za porządnego, zaradnego faceta, jak chciałam. Wiele by mi teraz zazdrościły. I mama szczęśliwa. Czego mi więcej trzeba?”
Zmęczona wlokła się na przystanek, chociaż dzień wcześniej planowała zakupy. Nagle usłyszała za sobą:
– Kasia? To ty? No nie wierzę! Pamiętasz mnie?
Oczywiście pamiętała. To był Jarek, jej dawny chłopak. Pierwsza miłość. Kiedyś zostawił ją dla innej, a teraz stał przed nią jak gdyby nigdy nic.
– Cześć, Jarku – powiedziała, starając się brzmieć obojętnie. – Nie spodziewałam się cię tu spotkać. Co u ciebie?
– Spoko, mam biuro niedaleko. W pracy git, ale w życiu osobistym lipa – niedawno się rozwiódłem. No ale dość o mnie. A ty? Za mąż poszłaś?
– Nie… jeszcze nie. Ale jest ktoś – skłamała o weselu, rumieniąc się.
– Rozumiem – zamyślił się Jarek. – Masz może teraz czas? Wpadnijmy na kawę, akurat sam szedłem coś zjeść.
Kasia się zgodziła. Wiedziała, że to dziwne, ale nie potrafiła odmówić. W głowie kołatały się wspomnienia – długie rozmowy, śmiech, ta lekkość, z jaką było im razem.
Nie mogła oderwać wzroku od byłego ukochanego. Wysoki, wysportowany Jarek z głębokimi brązowymi oczami był takim przeciwieństwem pulchnego, bezbarwnego Arka.
Godzinę przesiedzieli w kawiarni. Na pożegnanie Jarek powiedział dziwnie znacząco:
– Zadzwonię do ciebie. Nie myśl sobie nic, po prostu miło cię było spotkać. Tylko wymieńmy się numerami, żeby nie zginąć.
Kasia była pewna, że to znak. Nie przypadkiem spotkali się w dniu przymiarki sukni.
W domu czekała Zofia:
– No i co, wybrałaś suknię? Piękna? Buty kupiłaś? Pokaż!
– Mamo, nie będzie wesela – powiedziała lodowato i weszła do pokoju.
Zofia stanęła jak wryta.
– Kasia, co się stało? Suknia nie ta? Z Arkiem coś nie tak? To on odwołał? Boże, mów wreszcie!
– Mamo, nie chcę ani ślubu, ani sukni. I Arka też nie chcę. Jaka z nim przyszłość? Myślisz, że on mnie kocha? Nie, on chce wygodnej kobietMinęły trzy lata i Kasia znalazła prawdziwą miłość – spokojnego bibliotekarza, który nie szukał służącej, lecz partnerki.



