Pragnę wrócić

Barbara zawsze budziła się przed dzwonkiem budzika, jakby miała wbudowany w środku własny zegar. Wstawała, myła się i przygotowywała śniadanie. Gdy mąż wchodził do kuchni, ogolony, pachnący wodą kolońską, na stole czekała na niego jajecznica lub jajka na miękko, pokrojona bułka, ser i kiełbasa, a także filiżanka mocnej kawy. Sama Barbara zadowalała się tylko kawą i kawałkami sera bez chleba.

Żyli razem trzydzieści lat. Przez ten czas tak dobrze się poznali, że prawie nie rozmawiali, zwłaszcza rano. „Do wieczora”, „Dzisiaj się spóźnię”, „Dziękuję…” Na podstawie spojrzeń, kroków, nawet milczenia potrafili odgadnąć swoje nastroje. Po co niepotrzebne słowa?

– Dziękuję – powiedział Stanisław, wypijając kawę, i wstał od stołu.

Kiedy dopiero zaczynali razem żyć, zawsze całował ją w policzek przed wyjściem do pracy. Teraz tego nie robił, tylko dziękował i wychodził. Mąż pracował jako inżynier w fabryce wagonów, wychodził wcześnie, bo musiał przedzierać się przez korki na drugi koniec miasta.

Barbara sprzątnęła ze stołu, umyła naczynia i poszła się ubierać. Pracowała jako wykładowczyni na uniwersytecie, który znajdował się dwie przystanki od domu. Zawsze chodziła do pracy pieszo, w każdą pogodę, nawet przy silnym wietrze i deszczu. Wysoka, szczupła, sportowa. Sukienki zakładała tylko latem. Na uniwersytecie nosiła zawsze garsonki, zazwyczaj w szary, drobny pasek. Pod marynarkę zakładała koszule w pastelowych kolorach.

Kiedyś ciemne włosy, teraz już siwe, nie farbowała, zaplatała w warkocz i zwijała w kok na karku. Bez makijażu, bez biżuterii, tylko obrączka.

Jako wykładowczyni musiała wiele mówić w ciągu dnia na zajęciach i wykładach. W domu wolała milczeć. Męża to zresztą całkowicie satysfakcjonowało. Kochał ciszę. Dla wielu wydawali się idealną parą. Nie kłócili się, nie sprzeczali.

Stanisław był starszy o dwa lata, ale wciąż był przystojnym mężczyzną. Barbara przywykła do tego, że kobiety na niego patrzą. Kiedyś się denerwowała, ale z wiekiem zaczęła podchodzić do tego filozoficznie. „Gdzie on pójdzie? Nikt nie będzie go tak karmił jak ja” – mawiała do siebie. I rzeczywiście, gotowała bosko.

Mieli córkę, która po studiach wyszła za wojskowego i wyjechała z nim.

Studenci trochę się Barbary bali. Rzadko się uśmiechała, zawsze była opanowana i spokojna. Ale nie była złośliwa. Nawet na egzaminie można się było z nią dogadać. Jeśli student szczerze przyznał, że nie zna odpowiedzi na pytanie, ale się uczył, pomagała mu, często nawet wyciągała na czwórkę. Ale za ściąganie bezlitośnie wyrzucała z egzaminu, a za oszustwo stawiała jedynkę. Byli i tacy spryciarze, którzy nie uczyli się na sesję, licząc, że błagalnym wzrokiem i prośbami wyproszą tróję. Ale oszustwo nie przechodziło. Kłamstwo wyczuwała i nie wybaczała.

Z nikim z kadry Barbara nie utrzymywała bliskich relacji, nie uczestniczyła w plotkach.

Pewnego dnia w stołówce usłyszała rozmowę dwóch pierwszorocznic. Siedziała do nich plecami, więc jej nie zauważyły.

– Co myślisz o tej chemiczce? Stara panna. Gdyby nie obrączka, pomyślałabym, że nigdy nie była zamężna – powiedziała jedna.

– Ma męża, przy okazji całkiem przystojnego. I córkę, już zamężną – odparła druga.

– I co on w niej znalazł, skoro jest taki przystojny? A skąd w ogóle wiesz?

– Mieszkam z nią w jednej kamienicy. Moim zdaniem jest w porządku.

– W porządku? Ubiera się jak facet. Wątpię, żeby w ogóle miała biust.

Barbara dokończyła obiad, wstała i spojrzała na studentki.

– Przepraszamy – pisnęły i zaczerwieniły się.

„Stara panna. Faktycznie, tak o mnie myślą”. W pokoju nauczycielskim spojrzała w lustro. „No tak. Co Stanisław w mnie właściwie znalazł?” Zadzwonił dzwonek, więc Barbara wyszła na zajęcia.

W domu od razu zabrała się za przygotowanie obiadu. Postanowiła upiec mięso w garnkach, żeby było gotowe na jego powrót. Wszystko było gotowe. Podeszła do okna. Mąż zawsze parkował pod oknami. Ale dziś samochodu nie było. Nagle za plecami zaskoczył zamek w drzwiach.

Barbara zdziwiła się i wyszła do przedpokoju.

– Nie przyjechałeś samochodem? Zepsuł się? – zapytała.

– Nie, zaparkowałem gdzie indziej.

Nie pytała dlaczego. Wróciła do kuchni, żeby wyjąć mięso z piekarnika. Stanisław wszedł za nią, usiadł przy stole.

– Basiu, usiądź proszę.

Zdjęła rękawicę i usiadła naprzeciw, splatając palce. Od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Stanisław patrzył w bok, unikając jej wzroku. Od dawna mieli powściągliwe relacje. Ale teraz wyglądał jak obcy – zdystansowany, spięty.

– No więc tak. Kocham inną kobietę. Wychodzę do niej – powiedział, ocierając spocone czoło.

Barbara do bólu ścisnęła palce.

– Przepraszam. Pójdę się spakować. – Stanisław wstał i wyszedł z kuchni.

Barbara została sama. „Idź, zatrzymaj go, porozmawiaj…” – domagał się wewnętrzny głos. Ale nie ruszyła się. Słyszała, jak otwiera szafę, jak brzęczą puste wieszaki. Potem wysunął szufladę – pewno zabierał dokumenty. W końcu rozległ się dźwięk zamykanej walizki. Przez chwilę w pokoju panowała cisza. Potem głucho stuknęły kółka po dywanie, głośniej po kafelkach w przedpokoju.

Stanisław straszliwie długo nakładał płaszcz i buty. „Zaraz wróci i powie, że się rozmyślił, że kocha tylko mnie…” – miała nadzieję. Ale drzwi się zamknęły, zaskoczył zamek. Przez jakiś czas jeszcze siedziała, wpatrzona w jeden punkt. W końcu rozplotła dłonie, schowała twarz w dłonie i rozpłakała się.

Dlatego nie zaparkował pod oknami. Żeby sąsiedzi nie widzieli. A może tamta siedziała w samochodzie? Barbara wstała i opłukała twarz pod kranem. „Mięso…” – przypomniała sobie.

Pierwszym odruchem było wyrzucićBarbara wyjęła garnek z piekarnika i postawiła go na stole, myśląc, że czasem nowy rozdział zaczyna się właśnie wtedy, gdy stary wreszcie się końca.

Rate article
Fajna Tajna
Pragnę wrócić