W upalne letnie popołudnie nad rzeką…

W ten letni dzień nad rzeką…

Rodzina Weroniki była bardzo zżyta. Kiedy dziewczynka chodziła do trzeciej klasy, urodziła się jej siostra, Kasia. Rola starszej siostry i pomocnicy mamy bardzo się Weronice podobała. Z radością spacerowała z wózkiem, gdy mama gotowała obiad lub sprzątała mieszkanie.

Gdy Kasia podrosła, nie przyjęto jej do przedszkola, bo grupy były przepełnione, a nauczycielek brakowało. Nikt nie chciał pracować z dziećmi za grosze. Dyrektorka obiecała jednak przyjąć Kasię, jeśli ich mama zatrudni się w przedszkolu. Mama się zgodziła, chociaż zarabiała mniej niż w poprzedniej pracy.

Kasia urodziła się słaba i chorowita. Wszyscy się nad nią trzęśli. W przedszkolu była pod ciągłą opieką mamy. Po szkole Weronika często wpadała do pracy mamy. Nie wszystkie dzieci lubiły zapiekankę, sałatki, kakao i kisiel, ale Weronika je uwielbiała. Mama zostawiała jej porcje, których inne dzieci nie chciały. I Weronika objadała się do woli.

Najedzona pysznej zapiekanki, zabierała Kasię do domu i do powrotu mamy opiekowała się siostrą. Kasię kochała. Dopiero później siostra podrosła i stała się okropnie nieznośna.

Kasia miała cztery lata, gdy zginął tata. Lato było upalne. Od trzech tygodni temperatura nie spadała poniżej trzydziestu dwóch stopni. W weekendy ludzie uciekali z duszącego miasta, spędzając czas na działkach lub nad rzeką.

Rodzice wzięli ze sobą wodę, kanapki na przekąskę i od rana pojechali z dziećmi za miasto. Nad rzeką było już pełno ludzi – ścisk, że jabłko nie miałoby gdzie upaść. Od upału wszyscy schładzali się w nagrzanej słońcem wodzie. Brzegi wrzały od pluskających się dzieci i dorosłych, którzy ich pilnowali. Kasia też brodziła w płytkiej wodzie, a Weronika uważała, żeby nie została zadeptana, popchnięta lub nie weszła za głęboko.

Gdy tata rozbiegł się i wskoczył do wody, wznosząc fontannę rozprysków, Weronika pomyślała, że po prostu postanowił się wykąpać. Płynął jednak coraz dalej od brzegu. Wtedy dziewczyna dostrzegła dwóch nastolatków na środku rzeki.

Najpierw wydawało jej się, że się wygłupiają. Myślała nawet, jak rodzice mogli pozwolić im wypłynąć tak daleko. Rzeka była dość szeroka. Nawet dla dorosłego mężczyzny przepłynięcie jej byłoby niełatwe, choć nikt tego nie próbował. A tu nagle ci chłopcy dopłynęli do środka.

Jeden ciągle znikał pod wodą, a drugi za nim nurkował. Dopiero gdy zobaczyła, że tata płynie w ich kierunku, zrozumiała, że oni nie bawią się – toną. A właściwie tonął jeden, a drugi próbował go utrzymać na powierzchni.

Wszyscy wokół pluskali się i bawili, nikt nie zauważył, co dzieje się na środku rzeki. Weronika wpatrywała się w tatę i chłopców, zapominając o Kasi, która kręciła się jej pod nogami.

Tata dopłynął do nich i natychmiast zanurkował. Wynurzył się z jednym chłopcem i płynął z nim w stronę brzegu. Posuwał się powoli, bo wiosłował jedną ręką, drugą trzymając chłopca, by jego głowa nie zanurzała się w wodzie. Drugi nastolatek też był zmęczony, co chwila chwytał się taty, przeszkadzając mu.

– On go utopi! – krzyknęła Weronika.

Na jej krzyk zareagowali dwaj mężczyźni. Spojrzeli w tę stronę, zrozumieli sytuację i rzucili się na pomoc tacie. Więcej osób na brzegu zaczęło się przyglądać.

Mężczyźni zajęli się nastolatkami. Weronika radośnie zamachała rękami. Ale po chwili zrozumiała, że nie widzi już taty. Wpatrywała się w wodę, aż oczy ją bolały, lecz taty nie było widać.

– Tato! Tatusiu! – krzyczała.
Na jej wołanie podbiegła mama.

– Tam… – Weronika wskazała ręką środek rzeki. Z przerażenia nie mogła mówić. – Taty nie ma!

Mama wzięła Kasię na ręce i zaczęła wypatrywać męża wśród ludzi. Czasem wydawało jej się, że go widzi, i mówiła do córki: „O, tam jest”, ale Weronika przecząco kręciła głową i wciąż pokazywała na środek rzeki. Tymczasem mężczyźni dopłynęli z chłopcami do brzegu, zostawili ich i ruszyli ratować tatę.

Gdy wyciągnęli go z wody, był już martwy. Mama nie chciała uwierzyć i nie zgodziła się wracać do domu. Weronika uspokajała szlochającą Kasię.

Po pogrzebie mama chodziła po mieszkaniu jak zombie, nie zwracając uwagi na córki. Weronika odprowadzała Kasię do przedszkola, a potem sama biegła do szkoły. Później zabierała siostrę. Ta nie chciała iść z Weroniką, marudziła, że chce, żeby odebrała ją mama.

– Mama jest chora – tłumaczyła Weronika.

– To niech przyjdzie tata – mruczała Kasia.

Weronika wracała do domu i zastawała mamę w tej samej pozycji, w jakiej ją zostawiła – leżącą na kanapie, odwróconą do ściany.

Mama nic nie jadła. W obawie o nią Weronika poszła do sąsiadki i poprosiła o pomoc. Po rozmowie z nią mama wstała i zabrała się za domowe obowiązki. Po kilku dniach wróciła do pracy, ku radości Kasi.

Teraz żyły we trzy. Początkowo pieniędzy starczało. Od kolei, gdzie pracował tata, mama dostała pomoc finansową. Mieli też trochę oszczędności. Ratowało je przedszkole. Mama zabierała do domu resztki jedzenia. Weronika podejrzewała, że sama nic nie jadła, zostawiając wszystko dla niej i Kasi.

Po skończeniu szkoły Weronika zdecydowała, że nie będzie studiować, tylko pójdzie do pracy, żeby pomóc mamie. Ale ta nie pochwaliła jej decyzji. Namówiła ją, by poszła na studia zaoczne – choćby po to, żeby mieć wykształcenie. Z dyplomem łatwiej znaleźć dobrą pracę. Mówiła, że tata by tego chciał. I Weronika uległa.

Dostała się na uniwersytet na zaoczne studia. Wybrała kierunek z największą liczbą miejsc. Nie obchodziło ją, kim zostanie. Jak mawiała mama – z dyplomem zawsze się gdzieś zatrudni. Poszła więc do pracy. Zarabiała niewiele, ale pieniądze nie leżą na ulicy i nie spadają z nieba.

Kiedyś tata kupił ziemię i zaczął budować duży dom. Planował ogród warzywny. A mama marzyła o kwiatach pod oknami. Ale tata zdąWeronika wzięła Głasię za rękę, spojrzała jeszcze raz na grób Kasi i pomyślała, że choć życie bywa niesprawiedliwe, to jednak ma jeszcze dla kogo żyć.

Rate article
Fajna Tajna
W upalne letnie popołudnie nad rzeką…