Nieznana korespondencja

– Przeglądałem stare rzeczy – powiedział Jan Kowalski – i przypadkiem znalazłem na strychu list…
– Pamiętam, jak często pisałeś do mamy. Zwłaszcza w święta – uśmiechnęła się Kinga, wypatrując nowych zmarszczek na twarzy ojca.
– Tylko że to nie mój list. Adres jakiś dziwny… Wieś Podgórze. Znaczki nawet nienaruszone. A nigdy nie znaliśmy nikogo w tym Podgórzu!

Jan podrapał się po głowie, próbując sobie przypomnieć, skąd u niego ten list. Właśnie dlatego zwrócił się o pomoc do córki. I nie zawiódł się.

– Tato, pamiętasz, jak opowiadałeś, że gdy ja się urodziłam, pracowałeś na poczcie? Może stamtąd, jeśli to w ogóle możliwe… Bo w Podgórzu naprawdę nikogo nie mamy, to wiem na pewno.
– Hmm… – Jan wpatrzył się w ścianę, po czym po chwili klasnął w czoło. – Ale ze mnie gapa! No jasne. Wtedy złamałem nogę, a potem jeszcze zgubiłem torbę pocztową. Dostałem naganę i musiałem za ten worek zapłacić. Osiemset złotych, jakby to było wczoraj.
– Wow. To wychodzi na to, że ten list nigdy nie dotarł? – zainteresowała się Kinga.
– Jaki „ten”? – zmarszczył brwi Jan.
– No, ten… adresat.
– A, to ona! – uśmiechnął się Jan. – List był do kobiety.

Zapadła cisza. Każde myślało o swoim: Jan wspominał czasy pracy na poczcie, jedne z najtrudniejszych w jego życiu, a Kinga zastanawiała się, co jest w środku. Próbowała nawet prześwietlić kopertę latarką, ale przez gruby papier nic nie dało się odczytać. W końca przerwała milczenie:

– Może warto go doręczyć?
– Gdzie teraz? – Jan natychmiast się ożywił. – Pewnie już nikogo tam nie ma. Dwadzieścia lat minęło, pewnie wszyscy dawno wyjechali. Albo pomarli, jak to w życiu bywa.
– A może jednak? Wiesz co, spróbujmy. To takie intrygujące. Może odmieniłeś czyjeś życie! – Kinga delikatnie wyjęła kopertę z rąk ojca. – Zawiozę cię. Jedziemy jutro rano!

Poranne Podgórze powitało ich ciszą i spokojem. Kinga z ojcem przejechali czterdzieści kilometrów, zanim dotarli do wioski. Letnia podróż o świcie była dla obojga niezapomnianym przeżyciem.

Wąskie uliczki były obce, ale nowoczesne drogowskazy pomogły im się odnaleźć w labiryncie dróg. Kinga, uważnie śledząc nazwy ulic, prowadziła auto powoli. Jan, siedząc obok, rozglądał się z ciekawością, próbując zapamiętać drogę.

– O, tu jest, dom numer trzydzieści pięć – Kinga zatrzymała się przed schludnym drewnianym płotem z rzeźbioną furtką.

Na ich pukanie wyszła kobieta około sześćdziesiątki, z życzliwymi zmarszczkami wokół oczu i siwizną prześwitującą w ciemnych włosach. Spojrzała na gości uważnie, zastanawiając się, czy ich zna.

– Dzień dobry! – głośno powiedziała Kinga. – Przyszliśmy w dość nietypowej sprawie. Dwadzieścia lat temu ten list miał do pani trafić, ale przez pomyłkę został u nas. Niedawno go znaleźliśmy i postanowiliśmy go pani oddać.

Kobieta zmierzyła ich badawczym spojrzeniem, w którym było wyraźne niedowierzanie.

– Jaki list? – zapytała ostrożnie.

Kinga wyjęła z torby pożółkłą kopertę i przeczytała:

– Do Marianny Nowakowskiej.
– Tak, Marianna Nowakowska – to ja – odparła kobieta. – Ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek czekała na list. Zwłaszcza dwadzieścia lat temu. Od kogo to?

Wyciągnęła rękę, by spojrzeć na kopertę. Jej wzrok szybko przebiegł po adresie, ale nadawca najwyraźniej był jej nieznany.

– Proszę wejść – szybko powiedziała Marianna, odsuwając się od furtki i zapraszając ich do środka. – Takich spraw w progu się nie załatwia.

Jan i Kinga, wymieniając spojrzenia, weszli na podwórko. Panował tam idealny porządek, jakby Marianna całe życie czekała na gości.

Już po dziesięciu minutach siedzieli przy niewielkim stole. Marianna postawiła na nim czajnik i filiżanki.

– Proszę się częstować – rzuciła krótko.

Siedząc naprzeciw, otworzyła scyzoryk i delikatnie rozcięła krawędź koperty. Kinga zaproponowała:

– Może zostawimy panią samą z listem?
– Wam też pewnie ciekaw– Nie, zostańcie – odparła Marianna lekko drżącym głosem – bo nie wiem, czy dam radę przeczytać to sama.

Rate article
Fajna Tajna
Nieznana korespondencja