Po co ci to wszystko?

**Pamiętnikowe zapiski**

— Po co to wszystko tobie?! Nazywasz mnie bezduszną?! Mnie? To ty najpierw zapomniałeś o oszczędnościach, potem o podstawowych zasadach przyzwoitości, a teraz przywlokłeś do mojego domu ciężarną i żądasz większego pokoju! Jak ci się podoba taka sytuacja, synu?

Barbara mówiła ostro, ale miała rację. Nie atakowała – broniła tego, co jej zostało.

Tymczasem Krzysztof krążył po pokoju, jakby szukał dogodnej pozycji do ataku, wypatrując słabości. Widać było, że nie czuje się winny.

…Wszystko zaczęło się dawno temu. Od dnia, kiedy Barbara i Andrzej, niech spoczywa w pokoju, wprowadzili się do swojego pierwszego mieszkania. Nawet bez łóżka. Zaczęli od dmuchanych materacy. Z czasem uzbierali na drugie mieszkanie – dla syna. Potem wybudowali dom letniskowy. Dwie rodziny, żeby kiedyś na werandzie i w ogrodzie bawiły się wnuki.

Ale Andrzej odszedł, gdy Krzysztof ledwo zaczął studia. Mąż zostawił Barbarze wszystko: owoce ich wspólnej pracy, szczęśliwe wspomnienia i ostatnie źródło ciepła i radości – ich syna.

Krzysztof zdobył dyplom, wyprowadził się, ożenił. Barbara doczekała się wnuka. Była szczęśliwa. Ale już rok później syn oznajmił, że się rozwodzi.

— Nie zgadzaliśmy się charakterami. Nie mogłem z nią żyć — powiedział, jakby mówił o podrzuconym szczeniaku. — No i się umówiliśmy… Skoro jestem ojcem, podarowałem jej mieszkanie. W zamian obiecała nie wnosić o alimenty.

Barbara złapała się za głowę.

— Brawo, rycerzu. Z wiatrem w kieszeni. Przecież nie ty kupowałeś to mieszkanie — skarciła go.

Już wtedy przeczuwała, że za ten pokaz szlachetności zapłaci ona. I nie pomyliła się.

Wkrótce syn wrócił, już z nową żoną. I już w ciąży.

Prosili, by mogli u niej zamieszkać na jakiś czas. Barbara nie protestowała. Na początku.

Starała się być uprzejma. Gotowała, sama zmieniała ręczniki w łazience, rozwieszała ich ubrania. Nawet nabrała nawyku zostawiania dodatkowych porcji na kuchni: nuż Elwira zgłodnieje.

Ale szybko okazało się, że wdzięczności nie będzie.

Elwira nie pracowała, tłumacząc, że „w jej stanie” to niemożliwe. Barbara nie dyskutowała, choć w głębi duszy się nie zgadzała.

— Na jej miejscu do siódmego miesiąca bym harowała — zwierzała się przyjaciółce Halinie. — Mieszkania nie mają, Krzysztof zarabia średnio. Powinna była widzieć, za kogo wychodzi. A tu tylko lenistwo.
— No, Basiu, miej wyrozumiałość. W końcu to ciężarna dziewczyna… — łagodnie odpowiedziała Halina.
— Dziewczyna, owszem. Ja też kiedyś rodziłam, wiem, jak to jest. Ale głową trzeba myśleć, zanim się zrobi dziecko. Nie jest ciężko chora, nawet nie ma mdłości. Po prostu wygodnie się urządziła. Jak myślisz, do kogo przybiegną, gdy zabraknie na wózek?
— Poczekaj trochę, może się ułoży. Jak dziecko pójdzie do przedszkola, ona wróci do pracy…
— Ależ skąd. Jaki przedszkolak? Mieli być tylko na kilka miesięcy — przekonywała siebie Barbara.

Sprzątanie też szło opornie. W pokoju syna wszystko pokrywał cienki kurz. Barbara nie nadążała zmywać naczyń – w zlewie wciąż coś stało. Kubki po herbacie w ogóle nie były myte. Zostawały w pokoju Krzysztofa i czerniały od osadu.

Barbara znosiła to cierpliwie. Najpierw obserwowała, potem działała.

Krzysztof zaś, jak na złość, zdawał się żyć w jakimś równoległym świecie. Znikał w pracy do późna, a w domu albo grzęzł w telefonie, albo od niechcenia głaskał brzuch Elwiry i szedł palić na ławkę pod blokiem. Palił długo, ze smartfonem. Gadał z sąsiadami o byle czym.

Widać było, że takimi metodami pieniędzy nie uzbierają.

— Mamo, a może zamienimy się pokojami? U nas nawet łóżeczka nie da się postawić — rzucił pewnego dnia, jakby prosił o sól.

Barbara nie od razu znalazła odpowiedź. W trzy sekundy przed oczami przewinęły się sceny z ich życia. Z jaką miłością z Andrzejem przyklejali tapety, jak wybierali zasłony, jak mąż się uśmiechał i nazywał ich dom twierdzą.

A teraz ktoś zamienia tę twierdzę w ruinę i bezczelnie buduje swoje gniazdko z gruzów.

— Do łóżeczka jeszcze cztery miesiące. Przecież jesteście u mnie tymczasowo, nie na stałe, prawda?

Spuścił wzrok. Elwira odwróciła się. I stało się jasne: nie tymczasowo. Powoli się tu urządzali. Już wszystko postanowili.

Syn próbował jeszcze kilka raBarbara westchnęła głęboko, patrząc na zdjęcie Andrzeja na komodzie, i postanowiła, że tym razem postawi granicę — nie dla zemsty, ale dla ich wszystkich. .

Rate article
Fajna Tajna
Po co ci to wszystko?