Miałam zaledwie jedenaście lat, gdy moja matka postanowiła wyjść za mąż.
Jej nowy mąż nie zgodził się, abym mieszkała z nimi, więc mama odesłała mnie do babci. Nie wspierała nas finansowo – interesował ją tylko jej małżonek. Babcia i ja utrzymywałyśmy się wyłącznie z jej emerytury. Babcia zawsze miała urazę do mojej matki, ale na szczęście mnie nie odtrąciła. Dzięki Bogu odziedziczyłam rysy po tacie.
Żyłyśmy skromnie, ale było nam dobrze. Babcia stała się moim prawdziwym oparciem – słuchała moich zwierzeń, doradzała, jako pierwsza wiedziała o moich pierwszych miłościach i młodzieńczych rozterkach. Zawsze starała się być przy mnie.
Gdy zaczęłam studia, babcia odeszła. Nie miałam już nikogo. Dom został mój. Gdy załatwiłam wszystkie formalności, nagle pojawiła się matka. Nie widziałam jej od lat.
Chciała, żebyśmy się zamieniły – oni mieszkali w ciasnym dwupokojowym mieszkaniu w Warszawie, a ja miałam duży dom na wsi. Uważała, że to dla mnie za dużo. Gdy odmówiłam, wściekła się:
— Jesteś niewdzięcznica! To ja cię urodziłam!
Nie miałam siły tego słuchać. Odpowiedziałam tylko:
— Wychowała mnie babcia. Gdzie ty byłaś? Wyrzuciłaś mnie jak niechcianego psa, gdy tylko wyszłaś za mąż. Nie jestem ci nic dłużna.
Minęło pięć lat. Wyszłam za mąż, urodziłam syna. Żyliśmy spokojnie w moim domu.
Pewnego dnia znów się pojawiła. Nie zamierzałam jej wpuścić w nasze życie. Kto tak robi? Najpierw porzuca dziecko, potem przychodzi jak gdyby nigdy nic. Mój synek wyjrzał i zapytał:
— Mamo, kto to?
Matka natychmiast się odezwała:
— Jestem twoją babcią! Możesz mnie wpuścić? Twoja mama na to nie pozwala.
— Nigdy cię nie widziałem… Mamo, to prawda? Dlaczego nigdy o niej nie mówiłaś?
— Kochanie, idź do pokoju, później ci wytłumaczę. — Odesłałam syna i spojrzałam na nią. — Po co tu przyszłaś? Nie chcę cię widzieć.
Usiadła i zaczęła płakać. Mówiła, że została oszukana – sprzedała mieszkanie, by kupić nowe, ale jej mąż ukradł pieniądze i zniknął. Teraz nie miała gdzie mieszkać i nagle sobie o mnie przypomniała.
— Muszę tu zostać. Nie mam nikogo oprócz ciebie. Nie zostawisz matki na bruku, prawda? Jesteś dobrą dziewczyną! Wpuść mnie, przecież to ja cię urodziłam!
Zgodziłam się na jedną noc. Nie wypadało, żeby spała na dworze. Zadzwoniłam do cioci Zosi, siostry matki, która mieszkała w niewielkiej wsi pod Krakowem. Powiedziałam, że mąż jutro ją tam zabierze. Na wsi zawsze znajdzie się robota. Niech tam sobie żyje.
Gdy się dowiedziała, wpadła w furię:
— Dlaczego jesteś taka podła? To ja cię urodziłam!
Tak, właśnie… Dlaczego byłam tak okrutna? Przecież to ona mnie urodziła.
Nie, nie byłam. Byłam tylko mądrzejsza.



