Nieudany początek zimy: Praca w złej pogodzie.

Pierwszy dzień zimy zaczął się nie najlepiej. Kasi trzeba było iść do pracy, a pogoda była okropna. Padał śnieg z deszczem, temperatura spadła do zera, i ani rusz.
Kurtka odpadała, musiała założyć puchową kurtkę i solidne buty.

To był pierwszy dzień pracy po długiej przerwie. Latem była tak szczęśliwa ze swoim Darkiem, że lekkomyślnie rzuciła pracę na jego namowę.
Ukochany kupił bilety nad morze, a szef nie chciał jej wypuścić. Więc napisała wypowiedzenie…
Wtedy niebo wydawało się usłane diamentami… Kasia była pewna, że na plaży czeka na nią oświadczyny.
Po co więc miała pracować, pytała siebie? Darek zapewni im obojgu byt, a jej grosze nie będą miały znaczenia.
Marzyła wtedy o ślubie, dziecku i pięknym życiu w jego luksusowym domu. Jakże teraz przeklinała swoją naiwność!

Żadnych oświadczyn na wczasach nie było. Wodził ją po restauracjach, podarował kilka pięknych nocy i przywiózł z powrotem.
Nie zostawił jej od razu – jeszcze przez pół roku wmawiał jej, że ich związek znajdzie logiczne zakończenie. Aż tydzień temu Kasia nie wytrzymała i spytała, jakie ma plany na przyszłość.

– Niewielkie, Kasiu – odpowiedział. – Zamierzam wrócić do byłej żony. Mamy z ojcem wspólny interes, a on zachorował. Powiedział, że wszystko zostawi synowi, a żona będzie zarządzać do jego pełnoletności. Ale jeśli odbuduję rodzinę, wszystko przejdzie na mnie i syna. Takie są warunki. Wybacz, kochanie…

Potem poszły kolejne brednie o miłości i smutku rozstania. Jakiż on nieszczęśliwy, bezsilny i pozbawiony wpływu…
Kasia narzuciła na ramiona jego ostatni prezent – ciepłe futro – i rzuciła krótkie:
– Do widzenia!
I zniknęła z jego życia. Nie, Darka nie było jej żal, ale zmarnowanego czasu – bardzo.

Musiała przepracować tę „żałobę” i wrócić do swojej starej pracy, błagając dyrektora, by ją przyjął.
Po wymianie kilku słów z koleżankami siedziała przed gabinetem szefa. Trwało poranne zebranie. Przez zamknięte drzwi słychać było jego podniesiony, zirytowany głos.
Pewno ktoś dostawało reprymendę za błędy.

Gdy wszyscy wyszli, Kasia nieśmiało weszła do środka i, rozpromieniając się uśmiechem, przywitała.
Potem wyłożyła swoją prośbę, tłumacząc krótko: nie mogę żyć bez pracy, a życie osobiste się nie ułożyło.
Szef, który – choć szczęśliwie żonaty – zawsze miał dla niej słabość, spojrzał współczująco i oznajmił:

– Nikogo innego bym nie przyjął. Ale panią wezmę. Tylko nie na to samo stanowisko, przepraszam – jest zajęte. Zostanie moją sekretarką? Małgosia idzie na urlop macierzyński od pierwszego grudnia. Ale dyscyplina! I żadnych nadprogramowych urlopów!

Musiała się zgodzić. I oto pierwszy dzień pracy. Spódnica ołówkowa, biała bluzka, dyskretny makijaż, zadbane włosy. Buty na zmianę musiała wziąć do biura. Kasia spieszyła na przystanek, gdy przyszła wiadomość od szefa:

„Proszę przyjść wcześniej. Awaryjna pięciominutówka.”

Spojrzała na zegarek – wcześniej się nie da. Trzeba wziąć taksówkę. Zatrzymała się, by wybrać numer, gdy nagle potrącił ją chłopak, który jak spod ziemi wyskoczył na deskorolce! I to w taką pogodę!

Wylądowali oboje na ziemi. Puchówka w błocie, rajstopy w strzępach, telefon poleciał na jezdnię.
To da się naprawić, ale chłopak wyglądał na kontuzjowanego. Łapał się za nogę. Wstał z pomocą Kasi i przechodniów, ale nie mógł na nią stanąć.

Ktoś podał jej telefon. Przyjechało pogotowie.
– Kto pojedzie z chłopcem? – spytał lekarz, a wtedy wszyscy nagle spuścili głowy.
Kasia musiała jechać.

Podniosła deskorolkę, jego szkolny plecak z urwanym paskiem i wsiadła do karetki. W szpitalu, gdy chłopak był na badaniach, jej telefon ożył.
Pięć nieodebranych połączeń od szefa. Dzień pracy – nie mówiąc już o pięciominutówce – dawno się zaczął. Zadzwoniła do szefa, ale nie odebrał. Za chwilę przyszło SMS:

„Nie martw się. Zmieniłem zdanie. Powodzenia w poszukiwaniach.”

Tym samym jej kariera się skończyła. Łzy napłynęły do oczu, ale się powstrzymała. Jeszcze czego! Pracę sekretarki i tak znajdzie.

Zanim zdążyła dokończyć myśl, chłopca wyprowadzono z gabinetu.
– Niech się pani nie martwi. Nie jest tak źle. Ale to lekkomyślność, pozwalać dziecku jeździć w taką pogodę…
– Przepraszam, nie jestem mamą, a my się spieszymy. Dziękuję za pomoc – odparła Kasia i posadziła chłopca obok.

Wyglądał na czternaście lat.
– Jak się czujesz? – spytała. – Gdzie mieszkasz?

Podał adres, a Kasia zamówiła taksówkę. W międzyczasie chłopak wybrał numer w swoim telefonie:
– Babciu, tylko się nie martw… Jeździłem na deskorolce i… Zaraz wracam do domu.

Kasia usłyszała lament w słuchawce, ale wtedy podjechała taksówka. Opierając się na jej ramieniu, jakoś dotarł do samochodu.

Miał na imię Kuba, ubrany był przyzwoicie. Widać było, że nie z biednej rodziny. Tylko dlaczego zadzwonił do babci, a nie do rodziców?

– Tata jest w delegacji – wyjaśnił. – Zostawił mnie z babcią.

Podjechali pod dom, na progu czekała już zdenerwowana kobieta. Kasia krótko opowiedziała, co się stało, i od razu została zaproszona na herbatę.

Nie odmówiła. Mieszkanie było czyste, zadbane. Z rozkoszą objęła dłońmi gorącą filiżankę, a babcia łajała wnuka, że wziął tę „deskę” bez pytania, i oto skutki.

Wymienili się numerami telefonów i w końcu pożegnali.
– Zadzwonię, sprawdzę, jak się masz. Jeśli będzie trzeba pomocy, dzwoń – powiedziała Kasia, pożegnała wdzięczną babcię i swojego podopiecznego, i wyszła.

A właściwie nie miała dokąd iść. Dzień pracy wyraźnie się nie zaczął, podobnie jak kariera sekretarki u zakochanego szefa.
– Może i lepiej – pomyślała Kasia i pojechała do domu.

CałyPo roku Kasia, Kuba i jego ojciec Maciej stali przed ołtarzem, a babcia Halinka głośno szlochała z radości, że w końcu ktoś posprzątał w ich życiu tak porządnie.

Rate article
Fajna Tajna
Nieudany początek zimy: Praca w złej pogodzie.