Grzech z orzechem, jądro w wiadrze

GRZECH ORZECHOWY, JĄDRO Z WIADREM

— Nie można szaleć młodzieńczymi namiętnościami w takim wieku! Ma przecież 46 lat! O czym on myśli? Ta dziewczyna mogłaby być jego córką! Jaka miłość może ich łączyć? Hm… Zakochał się jak mysz w pułapkę! Nie rozumiem i nie chcę rozumieć! — oburzała się Izabela zachowaniem własnego męża.

Wszystkie te skargi wysłuchiwała najlepsza przyjaciółka Izabeli — Agnieszka.

— Nie wyciągaj pochopnych wniosków, Iza. Wszystko się ułoży. Masz przecież idealną rodzinę — uspokajała ją Agnieszka.

Choć zarówno Agnieszka, jak i koledzy z pracy, a nawet sąsiedzi dobrze wiedzieli, że spokój szczęśliwej rodziny Izabeli wisi na włosku.

Marek (mąż Izabeli) zdawał się być jakby opętany. Zupełnie nie był sobą.

…Wszystko zaczęło się od wypadku drogowego. To właśnie to zdarzenie przerodziło się najpierw w przelotne zauroczenie, a potem w ostatnią, namiętną miłość.

Była zima. Ślizgawica. Każdego ranka Marek jeździł do biura swoim samochodem. Tego dnia prowadził ostrożnie, wolno. Zatrzymał się przed przejściem dla pieszych.

Nagle, jak spod ziemi, wyskoczyła dziewczyna i całym ciałem runęła na maskę jego auta. Marek nie zrozumiał, co się stało. Przez chwilę wydawało mu się, że celowo rzuciła się pod koła. Ale nie miał czasu na rozmyślania. W mgnieniu oka wyskoczył z samochodu, by pomóc dziewczynie.

Poszkodowana jęczała i stękała.

Marek wsadził ją do swojego auta i skierował się do najbliższego punktu medycznego. Dziewczyna stanowczo odmówiła wizyty u lekarza. Powiedziała, że już jej lepiej. Za to nie odmówiłaby gorącej herbaty…

Marek zabrał nieznajomą do swojego biura.

Napoił ją aromatyczną herbatą i poczęstował kanapkami.

Poznali się. Dziewczyna miała na imię Kinga. Marek w duchu zauważył, że nieznajomka była urodziwa. Sympatyczna, z zadartym noskiem, kręconymi włosami, poważna jak na swój wiek. I wydawała się… magicznie pociągająca. Chciało się na nią patrzeć bez końca i słuchać jej hipnotyzującego głosu. Ale Marek szybko wziął się w garść. Potrząsnął głową, jakby zrzucał z siebie urok, i odprowadził dziewczynę do wyjścia. I tak stracił cenny czas pracy. W pośpiechu wręczył Kindze swoją wizytówkę. To był zwykły gest uprzejmości.

— Kinga, zadzwoń, jeśli będzie coś potrzebne…

Wieczorem Marek już zapomniał o porannym incydencie.

Po dwóch dniach Kinga zadzwoniła. Poprosiła o spotkanie. Jak twierdziła, miała ważną i pilną sprawę.

Marek, wciąż czując się winny, zgodził się na spotkanie.

„Poszkodowana” otworzyła drzwi swojego maleńkiego mieszkanka. Marek wszedł do środka. Dziewczyna miała zabandażowaną prawą rękę.

— Widzi pan, panie Marku… Chciałam powiesić obraz w kuchni. Nie mogę. Ręka boli. Pomógłby pan? — skrzywiła się z bólu.

— Oczywiście, że pomogę. Gdzie są narzędzia? — natychmiast zgodził się Marek.

Obraz szybko zawisł na ścianie. Na kuchennym stole pojawiła się butelka wina i owoce.

— Trzeba to uczcić. Od dawna chciałam powiesić ten obraz. Ale brakowało męskich rąk — zaprosiła Kinga gościa do stołu.

Marek nie mógł odmówić. Żal mu było dziewczyny. Taka atrakcyjna, a sama…

Wino zostało wypite wśród rozmów, owoce pozostały nietknięte. Nie było apetytu. Była tylko jedna nieodparta potrzeba — mówić, mówić, mówić…

Do domu Marek wrócił tajemniczy i oszołomiony. Była już noc. Żona i córka spały spokojnie. Wiedziały, że dla Marka praca zawsze była na pierwszym miejscu. Zdarzało się, że wracał z biura o świcie.

A pół roku później Marek oznajmił, że odchodzi z rodziny. Żona Izabela i córka Ola pomyślały, że ich mąż i ojciec postradał zmysły. Oczywiście, Izabela zauważyła pewne zmiany w jego zachowaniu. Po pierwsze, kompletnie zapomniał o jej urodzinach. Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Po drugie, budżet rodzinny nagle skurczył się trzykrotnie. Po trzecie, Marek coraz rzadziej bywał w domu. Można by znaleźć i czwarty, i dziesiąty powód…

Izabela odpychała od siebie czarne myśli. Nie chciała wierzyć w najgorsze. Zawsze śmiała się z powiedzenia „siwizna w brodzie, diabeł w biodrze”.

Była pewna swojego męża na sto procent. Tym bardziej że zawsze dbała o siebie. Nawet mieli ją w pracy adoratorzy. Ale wszystkie ich starania rozbijały się o niedostępność Izabeli. Kochała tylko męża i wierzyła tylko jemu. A teraz taki cios od ukochanego człowieka!

W histerii rzuciła się do córki Oli.

— Olu, dowiedz się od taty wszystkiego. Kim jest ta druga? Jak poważna jest ta sprawa?

Ale Ola, w tajemnicy przed matką, już odwiedziła ojca. Też chciała poznać szczegóły tej historii.

— Mamo, powiem ci gorzką prawdę. Nasz tata jest zakochany. Nie ma wątpliwości. Ta dziewczyna jest pięć lat starsza ode mnie. Ma 26 lat. Ma piękne imię — Kinga. Wiesz, wydało mi się, że jest bardzo podobna do ciebie z młodości. Jak dwie krople wody — podsumowała Ola.

Izabela oniemiała i zbladła. A kiedy Ola pokazała na telefonie zdjęcie rywalki, Izabela poprosiła o tabletkę uspokajającą.

— Boże! Czy to możliwe? To nieprawda! — lamentowała.

Ola nic nie rozumiała.

…Stare grzechy mają długi cień. „I ten cień w końcu mnie dopadł…” — pomyślała z goryczą Izabela.

…Iza poznała swojego pierwszego męża, gdy miała 17 lat. Wtedy młodej dziewczynie wydawało się, że to spotkanie to jej przeznaczenie. Przyszły mąż od razu wziął Izę „w obroty”. Nie zdążyła się obejrzeć, a już została jego żoną. Podobał jej się ten gwałtowny napór wybranka.

Młodzi zamieszkali u matki męża. Wanda okazała się kobietą spokojną i troskliwą. Pokochała młodą synową całym sercem. Iza zwierzała się jej z dziewczęcych sekretów, a czasem płakała na jej ramieniu, gdy było ciężko.Izabela wzięła głęboki oddech, spojrzała na Marka trzymającego bliźniaki i powiedziała cicho: “Wracajcie do domu, razem jako rodzina”.

Rate article
Fajna Tajna
Grzech z orzechem, jądro w wiadrze