Barbara Nowak siedziała w bujanym fotelu, trzymając w rękach robótkę. Obok, na starym kanapie, spokojnie spał wnuczek. Patrzyła na niego z czułością i cichym zadowoleniem. „Rośnie zdrowy, a to dzięki moim staraniom” – pomyślała.
Zawsze dumna była ze swej oszczędności. Gdy z mężem zaczynali życie razem, liczyli każdy grosz. Wtedy nauczyła się cieszyć drobiazgami i doceniać to, co mają. Potrafiła ugotować smaczny obiad z niczego, zaszywać ubrania, by służyły latami, i wychować dzieci zdrowe i szczęśliwe bez wydawania fortuny.
Teraz, gdy córka Ewa wyszła za Wojciecha, Barbara widziała, że on zupełnie zapomniał o wartości oszczędzania. Zarabiał dobrze, ale jej zdaniem pieniądze szły na głupoty – nowe zabawki, drogie pieluchy, markowe ubrania. „Za moich czasów rodziło się w polu i jakoś żyliśmy!” – powtarzała, wspominając czasy, gdy starczało im minimum.
Spojrzała na wnuka w sweterku po sąsiadce. „Po co wydawać, skoro stare jest dobre?” – myślała. Widziała, jak Ewa próbuje iść w jej ślady, ale Wojciecha to irytowało. Ciągle kupował nowe rzeczy, nie rozumiejąc, że liczy się nie ilość, ale rozsądne gospodarowanie.
Barbara westchnęła i znów zaczęła robić na drutach. „Młodzi teraz inni – myślała. – Wszystko muszą mieć najnowsze, najlepsze, drogie. A przecież dawniej ludzie potrafili być szczęśliwi z mniejszym.” Wspominała, jak uczyła Ewę szacunku do pracy i pieniędzy.
Wojciech siedział w gabinecie, wpatrzony w okno, za którym zapadał zmrok. Praca była rutyną, lecz dziś myśli wciąż wracały do domu. Żona Ewa i teściowa Barbara zamieniły jego życie w ekonomię pod każdym względem.
Kiedyś żyli skromnie, wręcz biednie. Oszczędzanie było koniecznością. Ale gdy dostał nową pracę i zarabiał dobrze, oni wciąż zachowywali się, jakby każde złotówkę trzeba było liczyć.
Gdy kupował Ewie sukienkę, ona szukała tańszej. Gdy brał nowy telefon, mówiła, że stary jeszcze działa. A Barbara tylko dorzucała swoje: „Za moich czasów ludzie bez tego żyli!”
Najgorsze stało się po narodzinach syna. Ewa odmawiała drogich pieluch, wolała tetrowe pieluchy, bo „sprawdzone”. Oszczędzała na jedzeniu, ubrankach – na wszystkim.
Wojciech tłumaczył, że stać ich na lepsze życie, ale słowa odbijały się od ściany. Ewa i Barbara twardo stały przy swoim: „Dawniej żyliśmy i było dobrze.”
Pewnego wieczoru postanowił działać. Zebrał rodzinę przy stole i spokojnie wytłumaczył, że pieniądze mają służyć życiu, a nie być celem samym w sobie. Mówił o opiece nad dzieckiem, o rozsądnej oszczędności.
Lecz oni nie ustąpili. „Dawniej się żyło”, „To niepotrzebne” – powtarzali. Wojciech czuł, jak w nim narasta złość. Kłócić się nie miał sensu. Ale co w takim razie robić?
Przecież nie rozwieW końcu Wojciech po prostu wziął sprawy w swoje ręce – od teraz sam kupował pieluchy i ubranka dla syna, a Barbara i Ewa mogły tylko wzdychać i przyglądać się z boku, bo przecież „dziecku trzeba dać to, co najlepsze”.



