**SERCE ZNOWU BIJE**
Agnieszka urodziła swoją Zosię nie wiadomo od kogo. Mówiąc wprost – „wpadła” przed ślubem.
Tak, przy Agnieszce kręcił się pewien przystojniak. Co prawda, nie proponował małżeństwa, ale był olśniewająco przystojny i uprzejmy. Agnieszka prowadziła go pod rękę, dumnie maszerując obok babć-słoneczników, które jak zawsze siedziały pod blokiem i śledziły każdego przechodnia.
Facet nie pracował. Wolał fruwać przez życie jak motyl. Agnieszka go karmiła, poiła, układała do snu. Gotowa była położyć się przed nim jak dywan. Ale pewnego dnia oznajmił, że znudziła mu się Agnieszka, że go nie docenia, no i mogłaby go chociaż raz zabrać nad morze, jeśli tak bardzo go kocha…
Agnieszka płakała tydzień. Potem podarła jego zdjęcia i spaliła. Przez miesiąc zamartwiała się w samotności. Aż w końcu poznała Krzysztofa.
Pewnego ranka Agnieszka spóźniała się do pracy. Nerwowo czekała na przystanku, gdy zatrzymała się taksówka. Kierowca otworzył drzwi i zaproponował podwiezienie. Agnieszka bez wahania wskoczyła do auta.
Po drodze kierowca zagaił rozmowę. Agnieszka od razu go oceniła – średniego wieku, zadbany, ogolony, w wyprasowanej koszuli. Podobała jej się jego galanteria. Wszystko w nim zdradzało troskliwą kobiecą rękę. Agnieszka uznała, że to zapewne ręka jego mamy.
Krzysztof – bo tak się przedstawił – był przeciwieństwem tamtego pierwszego. Agnieszka bez namysłu zostawiła mu swój numer. To był jedyny raz, gdy przejechała się taksówką za darmo.
Zaczęli się spotykać. Krzysztof obsypywał ją kwiatami, dawał prezenty, kochał czule.
Pewnej wiosny spacerowali po lesie. Agnieszka zbierała przebiśniegi. Krzysztof, widząc jej zapał, też się włączył. Gdy już mieli pełne bukiety, wrócili do auta. On położył swój na tylnym siedzeniu. Agnieszce od rawu przyszło do głowy: „Dla żony”. Nie spytała. A nuż jest żonaty? Przyzwyczaiła się już do niego. Wybrała słodkie kłamstwo – milczała.
Ale wkrótce do Agnieszki przyszła żona Krzysztofa. Przyprowadziła dwójkę maluchów i oznajmiła:
– Proszę, kochanie, zajmij się nimi! Tak bardzo kochają swojego tatę!
Agnieszka, zszokowana, tylko wyjąkała:
– Przepraszam, nie wiedziałam. Nie chcę burzyć waszej rodziny. Nie będę wić gniazda pod cudzym progiem.
Tego samego wieczoru skończyła z „żonatym”.
Następnym miłosnym epizodem był Giorgi. Był Gruzinem. Ich romans był krótki, ale intensywny – wpadł w jej życie jak huragan i równie szybko zniknął.
Poznali się na urodzinach koleżanki. Giorgi od razu wziął ją w obroty – Agnieszka, spokojna i uległa, dała się porwać jego charyzmie. Uwiodła ją jego szczodrość, otwartość, radość życia. Z nim nie było czasu na nudę czy smutki. Zawsze miał plan. Agnieszka gotowa była iść za nim na koniec świata. Ale niestety…
Rok nosił ją na rękach, aż w końcu wrócił do Gruzji. Nie przyzwyczaił się do Polski – może klimat mu nie pasował, może chora matka go wezwała…
Agnieszka czuła się porzucona. „Wystarczy łez. Będę żyć sama”.
I właśnie gdy pogodziła się z samotnością, okazało się, że pod jej sercem rośnie nowe życie. Była w szoku! Kto jest ojcem? Jak żyć dalej? Jak nie zwariować?
Urodziła Zosię. Stała się sensem jej życia. Dziewczynka była podobna do Giorgiego – te same kręcone włosy, ciemne oczy i uśmiech, który przyprawiał Agnieszkę o dreszcze. Może dlatego, że kochała go jak nikogo innego.
Czasem chciało jej się wyć z bezradności, z zazdrości o zamężne przyjaciółki. Ale Zosia pochłaniała cały jej czas – nie było nawet chwili na płacz.
Gdy Zosia poszła do szkoły, w ławce posadzono ją z Kubą. Od razu się nie polubili. Kuba nazwał ją „kędzierzawą głuptaską”.
Dzieci nienawidziły się tak bardzo, że nauczycielka musiała ich rozdzielić. Ale i tak bili się na przerwach.
Agnieszka poszła do szkoły, by wyjaśnić, dlaczego Zosia wraca podrapana. Nauczycielka, czując się winna, dała adres Kuby.
Agnieszka poszła tam bez wahania.
Drzwi otworzył przystojny mężczyzna, wycierając ręce w ręcznik zawieszony na szyi.
– Do mnie? Proszę wejść. Zaraz zrobię pani kawę, tylko nakarmię tego urwisa.
Agnieszka rozzuła się i weszła do małego pokoju. Od razu było widać, że kobiecej ręki tu brak – bałagan, kurz i wszechobecny zapach papierosów.
Gdy wrócił z tacą i pachnącą kawą, Agnieszka poczuła coś, czego nie czuła od lat.
– Czym zawdzięczam wizytę tak pięknej damy? – spytał.
– Jestem mamą Zosi – zaczęła Agnieszka.
– Aaa… już wiem. Mój Kuba jest zakochany w pani córce – uśmiechnął się.
– I dlatego moja Zosia jest poharatana? – zaatakowała.
– Hm? Nie rozumiem… – szczerze zdziwił się.
– W każdym razie proszę porozmawiać z synem. Dziękuję za kawę.
Tej nocy Agnieszka nie spała. Myślała o nim. I o tej kawie. Żaden facet nigdy jej nie poczęstował kawą – tylko wino, szampan, drinki…
Zaczęła wyobrażać sobie, jak sprząta ten pokój, stawia kwiaty na parapecie… A „urwisa” miała ochotę pogłaskać po głowie.
Na zebraniu w szkole spotkała go znowu. Wtedy upewniła się – Kubie nie ma mamy. Inaczej to on by tu był, a nie ojciec.
Po zebraniu zaproponował, że je odprowadzi. Był grudzień, szybko robiło się ciemno. Agnieszka się zgodziła.
– Marek – przedstawił się.
– Agnieszka.
Widocznie spodobała mu się, bo zaprosił ją na Sylwestra. Agnieszka pomyślała: „Co mi szkodzi? I tak dawno przestałam czekać na księcia…”
Później Marek opowiedział jej, że dawno się rozwiódł. Żona od razu wyszła za jego najlepszego przyjaciela. Syna mu zostawiła.
Nie wiedział, jak bardzo będzie tęsknił za kobiecą bliskoAgnieszka uśmiechnęła się do Marka, ściskając mocniej dłonie wnucząt, wiedząc, że choć los bywał niełaskawy, dało jej jednak to, czego naprawdę potrzebowała – miłość, która przetrwała wszystko, nawet najcięższe burze.



