No najpierw się zestarzała, a teraz jeszcze zachorowała! Koniec, składam pozew o rozwód! — warknął mąż, trzaskając drzwiami. Nie miał pojęcia, jak bardzo się mylił…
Kasia siedziała przy kuchennym stole, ściskając telefon w dłoniach. Głos po drugiej stronie przekazał jej wiadomość tak niespodziewaną, że przez chwilę świat przestał istnieć. Myśli wirowały w głowie, ale żadna nie układała się w jasny plan.
Co teraz? To pytanie odbijało się w niej echem, ale odpowiedź nie przychodziła. Nie zamierzała dzielić się swoimi troskami z nikim — dawno zrozumiała, że ludzie rzadko szczerze cieszą się z cudzego szczęścia, a jeszcze rzadziej współczują w nieszczęściu. Słowa to jedno, ale co kto naprawdę myśli, nigdy nie wiadomo.
Kiedyś mogła powiedzieć wszystko rodzicom. Byli jej opoką. Teraz ich zabrakło, a Kasia potrzebowała ich bardziej niż kiedykolwiek. A mąż? Kiedyś mu ufała, ale ostatnio czuła, jak się oddala. Coraz częściej rzucał dwuznaczne uwagi o wieku, sugerował, że jesień życia przyszła za wcześnie. Raz przytaczał artykuł o tym, że kobiety starzeją się szybciej, innym razem wspominał, że przestała dbać o siebie.
Ale Kasia nie widziała w sobie zmian. Wciąż chodziła do fryzjera, sama robiła manicure po nieudanej wizycie w salonie, ubierała się stylowo. Owszem, lata odcisnęły piętno, ale przecież on też nie był młody. Inne pary w ich wieku trzymały się za ręce, śmiały się, planowały. A ona coraz częściej zostawała sama — Marek tłumaczył się pracą, ale wiedziała, że to tylko wymówka.
Nie chciała obciążać dzieci swoimi wątpliwościami. Córka, Zosia, niedawno wyszła za mąż i spodziewała się dziecka, a syn, Bartek, studiował w innym mieście. Postanowiła ich nie niepokoić. Ale jedno było pewne — musiała porozmawiać z mężem. Niech powie wprost, czy został w nim jeszcze ten człowiek, w którym się kiedyś zakochała.
Wieczorem przywitała Marka poważnym spojrzeniem.
— Coś się stało? — zdziwił się, widząc jej minę.
— Tak — Kasia wzięła głęboki oddech. — Dostałam niezbyt dobrą diagnozę. Powiedz… jeśli będę potrzebować pomocy, zostaniesz przy mnie?
Marek się zirytował.
— Jaką diagnozę?
— To nieważne. Ważne, czy będziesz, gdy będzie mi ciężko?
Mąż westchnął, przetarł twarz dłonią i opadł na fotel.
— Kasia, słuchaj… Sam dałaś mi pretekst. Od dawna chciałem to powiedzieć, ale odkładałem. Wychodzę. Za szybko się postarzałaś, a teraz jeszcze choroba… Wybacz, ale nie jestem gotów się tobą opiekować. Ja jeszcze chcę żyć, a tu… problemy. I jest ktoś inny. Dasz radę, zawsze dawałaś.
Szybko zebrał rzeczy do torby.
— Resztę zabiorę później. LecDrzwi zatrzasnęły się po raz ostatni, a Kasia uśmiechnęła się przez łzy, bo wiedziała, że właśnie odzyskała wolność.



