Po rozstaniu z mężem Marianna długo dochodziła do siebie. Ludwika – bo takie imię nosiła – kochała swojego Tadka bez pamięci, taka już była z charakteru. Jeśli kochała, to na zabój, oddając się całkowicie mężowi i synowi. No, z synem sprawa była prosta – to jedyny mężczyzna w życiu kobiety, którego nie sposób rozkochać się, bez względu na okoliczności.
Michał po maturze postanowił poświęcić się pomaganiu ludziom i poszedł na medycynę. Ludwika myślała, że zawsze będzie blisko, ale syn wybrał inaczej. Wybrał uczelnię wiele kilometrów od rodzinnego domu. Tadkowi było wszystko jedno, miał podejście „jakoś to będzie”.
– No co ty, Ludwiko, syn chce być lekarzem, to niech będzie. To jego życie i jego problemy – machnął ręką.
A Michał marzył o tym od dziecka.
– Mamo, wiesz przecież, że zawsze chciałem pomagać ludziom. To dla ciebie nie nowość. Oczywiście, chciałabyś, żebym był blisko, ale nie wyjdzie – jestem dorosłym mężczyzną. Będziemy widywać się rzadziej, ale obiecuję przyjeżdżać, gdy tylko się da. Wiesz, jak bardzo cię kocham, jesteś najwspanialszą mamą na świecie. Pamiętaj o tym. Zawsze możesz na mnie liczyć – mówił, pakując walizkę.
To były jego ostatnie wakacje przed końcem studiów.
– Synku, wiem, że mogę na ciebie liczyć, dziękuję za te słowa. Ale przecież mam jeszcze twojego tatę obok. Więc wszystko będzie dobrze. A ty nie martw się o nas – dodała Ludwika, choć w głębi duszy nie była taka pewna.
Po studiach Michał się ożenił, dostał pracę w stolicy i wkrótce na świat przyszła jego córeczka. Ludwika chciałaby ich widywać częściej, ale mieszkają daleko, więc czeka na urlop syna.
Z Tadkiem żyli razem dwadzieścia pięć lat. Wydawało się, że wszystko układa się dobrze – Ludwika przecież była mądrą, wykształconą i piękną kobietą. Tadzio, swoją drogą, długo się do niej umizgiwał na studiach i w końcu wkradł się w jej życie, choć konkurentów miała wielu.
Nie była kłótliwa, umiała łagodzić konflikty – i w domu, i w pracy. Taktowna, uprzejma. Tymczasem mąż – arogancki i ostry. Ale i do niego znalazła klucz. Pomogła mu stanąć na nogi, wspólnie opracowali biznesplan, ona trzymała pieczę nad ich warsztatem samochodowym.
Pewnego dnia Ludwika spotkała się z przyjaciółkami w kawiarni – Kasia miała powód do świętowania, urodził się jej pierwszy wnuk. Trójka przyjaciółek znała się od lat. Ola pracowała z Ludwiką w biurze, a Kasia była gospodynią domową, mieszkała z mężem w dużym domu za miastem. Tam też czasem się spotykali, ale tym razem wybrali kawiarnię, bo Kasia akurat przyjechała do miasta.
Siedziały, jak zwykle plotkując o życiu, dzieckach i mężach, gdy nagle Kasia zapytała:
– Ludwiko, słuchaj, a ty wierzysz swojemu Tadkowi we wszystkim?
– No… tak. Nie mamy przed sobą tajemnic. Ale czemu pytasz? – zaniepokoiła się Ludwika.
Kasia i Ola zamieniły się spojrzeniami.
– Kilka razy widziałam go w kawiarni i markecie z młodą dziewczyną. Trzymała go pod rękę. Stałam długo, patrzyłam – Tadzio mnie nie zauważył, był zajęty towarzystwem. To ta sama dziewczyna.
Ludwika spojrzała na nie z dezorientacją.
– Może to któraś z biura? Tam przecież pracuje kilka dziewczyn. Nigdy niczego nie podejrzewałam. No, czasem wraca późno, ale ma mnóstwo klientów, niektórym nie może odmówić…
Po tej rozmowie zaczęła baczniej obserwować męża, wypytywać o spóźnienia, ale szybko się uspokoiła.
Aż pewnego dnia do ich domu zapukała młoda dziewczyna. W ciąży. Uśmiechnęła się słodko i powiedziała:
– Dzień dobry!
– Dzień dobry… Do kogo? Chyba się pani pomyliła? – zapytała Ludwika.
– Och, jaka pani młoda i ładna! Pani jest… Ludwika? A Tadzio mówił, że jego żona jest starsza i chorowita – zaśmiała się dziewczyna. – To na pewno pani? Żona Tadzia?
– Tak, to ja. I, jak widzisz, zdrowa i pełna życia. A ty jesteś…?
– Jestem Ania. Noszę dziecko Tadzia. Spotykamy się od dawna. On ciągle obiecuje, że się przyzna, ale jakoś nie może. Mówi, że się z panią rozwiezie, a potem weźmiemy ślub. Wkrótce będzie maluch.
Ludwika oniemiała. Ania paplała dalej:
– Byłam zaskoczona, widząc, jaka pani jeszcze atrakcyjna. Myślałam, że zobaczę babcię, w końcu Tadzio ma już prawie pięćdziesiątkę. On oczywiście jeszcze młody duchem, ale sądziłam, że jego żona to już staruszka…
– Aniu, ile ty masz lat? I gdzie się poznaliście? – Ludwika otrząsnęła się i postanowiła dopytać.
– Dwadzieścia jeden. A poznaliśmy się, jak wszyscy teraz – w internecie! – odparła z dumą.
– Jak w twoim wieku możesz wiązać się z facetem pod pięćdziesiątkę? Nasz syn ma dwadzieścia pięć lat – starała się panować nad głosem.
– Och, niech pani nie moralizuje. Nie mam wyrzutów sumienia, bo nie mam sumienia! – zaśmiała się. – Potrzebuję starszego faceta z pieniędzmi. Bo jak z młodym? Bez forsy, bez mieszkania? Niech mnie pani odda Tadzia – on i tak pani nie kocha. Mówi, że to pani nie daje mu rozwodu. A ja przyszłam to załatwić.
– Dobrze, Aniu, zabieraj Tadzia i idź – wypchnęła ją lekko za drzwi.
Ania, spodziewając się awantury i błagań, wzruszyła ramionami i grzecznie dodała: – Do widzenia.
Gdy drzwi się zamknęły, Ludwika rzuciła się na kanapę i rozpłakała. Płakała długo, potem zaczęła rozmyślać o nadchodzącej rozmowie z mężem.
Rozmowa była krótka i spokojna, bo zanim Tadzio wrócił, zdążyła ochłonąć.
– Witaj, kochanie. Widzisz tę walizkę i torbę? To twoje rzeczy. Zabieraj i wynoś się – powiedziała stanowczo.
– Ludwiko, co się stało? Dlaczego mnie wyrzucasz? – zerknął nerwowo, domyślając się, że jego sekret wyszedł na jaw.
– Nic się nie stało. Była twoja Ania w ciąży. Poprosiła, żebym cię wypuściła i dała ci rozwód. Więc proszę bardzo – jesteś wolny. Nie chcę cię już widzieć. ZniszczyIwan, czekający na peronie, uśmiechnął się do niej tak ciepło, że poczuła, jak życie właśnie zaczyna się dla niej na nowo.



