*Dziennik, 15 maja 2024*
Jakże jestem zmęczona byłą żoną mojego męża! Wciąż nie znalazła sobie nikogo po ich rozwodzie. Ledwo przekroczyła trzydziestkę, a już zdaje się być owładnięta żądzą zemsty. Mają dwójkę wspólnych dzieci i używa ich, by niszczyć nasze życie. Powtarza, że ukradłam jej rodzinę, i robi wszystko, by nas poróżnić. Jak? Przez dzieci! Dzwoni do męża codziennie: „Dzieci płaczą, wołają tatę do domu!”. Ta zazdrość zatruwa wszystko wokół.
Ale ja nie zabrałam Jakuba z tamtego związku. Poznaliśmy się w Łodzi, pracowaliśmy w tej samej firmie. Wiedziałam, że jest żonaty, a między nami nie było nic poza służbowymi rozmowami. Wtedy mieszkałam z chłopakiem, który nieustannie ginął w delegacjach. Pamiętam tę firmową imprezę, na którą przyszliśmy z naszymi „drugimi połowami”. Jego była, Krystyna, zachowywała się obrzydliwie: upiła się, flirtowała z obcymi facetami, urządzała sceny. Byłam w szoku.
Jakub odszedł od niej wkrótce potem. Ja też wtedy przewróciłam swoje życie do góry nogami: skończyłam z tamtym związkiem, zmieniłam pracę, dostałam awans. Jakub, choć miał własne mieszkanie, tułał się po wynajmowanych, podczas gdy Krystyna myślała, że „przemyśli i wróci”. Ale nie wrócił. Zaczęliśmy się spotykać, a potem wzięliśmy ślub.
Minęły już trzy lata od naszego ślubu, a Krystyna nie odpuszcza. Nie tylko sama nie potrafi się pogodzić z rzeczywistością, ale i wciąga dzieci w swoje intrygi. Córka ma 9 lat, syn — 7. Już rozumieją, co się dzieje. Pewnego razu dziewczynka przyznała się Jakubowi, że mama kazała jej płakać do telefonu i mówić, jak tęsknią za tatą.
Krystyna upiera się, by spotkania z dziećmi odbywały się tylko u niej. Ani na dworze, ani u nas — absolutnie. A sama wkłada wyzywające sukienki, pręży się przed Jakubem, maluje na ostro. Próbuje go odzyskać, ale na próżno. Jakub opowiadał, jak rzekomo „tęskniące” dzieci przy jego wejściu natychmiast się rozpierzchają: syn leci grać na podwórko, córka zamyka się z telefonem. A Krystyna tymczasem szuka pretekstu, by go zatrzymać: raz kran do naprawy, raz szafa do przesunięcia. Dzieci do nas nie puszcza, nazywając nasz dom „meliną”.
Pewnego razu Jakub spał po nocnej zmianie. Jego telefon rozrywały połączenia. Spojrzałam — to była Krystyna. Postanowiłam odebrać, ale milczałam. Nagle słyszę dziecięcy głos: „Tato, kiedy przyjedziesz?”. Powiedziałam: „Halo?”. Dziewczynka się speszyła, podała słuchówkę matce: „Mamo, tam jakaś kobieta”. Krystyna warknęła: „Słuchaj, zawołaj mojego męża!”. Osłupiałam, ale odparłam: „Twojego męża? Nie znam takiego, u nas go nie ma!”. Później poskarżyła się Jakubowi, że ją obraziłam.
Po tym zaczęły się dziwne rzeczy. Do mojego dyrektora dzwonili windykatorzy, twierdząc, że mam ogromne długi, choć nigdy nie brałam kredytów. Potem pojawiła się fałszywa strona z moimi zdjęciami na portalu randkowym. Zaczęły przychodzić wiadomości od jakiegoś „wielbiciela”. Z Jakubem od razu zrozumieliśmy, czyja to robota. Krystyna nie cofnie się przed niczym, by nas poróżnić.
Nie mam nic przeciwko spotkaniom Jakuba z dziećmi, ale nie w taki sposób! Nie powinny być pionkami w jej grach. Jak zmusić Krystynę, by dała nam spokój?



