Ziemniaczane puree, kurczak i nieodbyta rozwód

Warszawa. Jesienny wieczór. Wilgotny wiatr, zmęczone oczy i jeszcze bardziej zmęczone serce. Ewa wróciła do domu po dziesięciu godzinach w supermarkecie. W głowie kręciła się tylko jedna myśl:

— Żeby chociaż Kuba usmażył trochę ziemniaków…

Mieszkanie powitało ją zapachem czegoś pysznego. Ewa zdjęła kurtkę, zrzuciła buty, weszła do kuchni – na stole stały talerze z parującą purée i pieczonym kurczakiem. Obok leżały łyżki, sól, chleb, czajnik. Kuba tylko skinął głową w stronę krzesła:

— Siadaj.

— Ojej, dzisiaj jakaś okazja? – Ewa wymusiła uśmiech. – Coś nowego?

— Zwykłe danie – wzruszył ramionami. – Ale muszę z tobą porozmawiać.

Jedli w ciszy. Kurczak był delikatny, purée – idealnie doprawione. Ewa nastawiła czajnik, zaparzyła lipową herbatę. Usiadła naprzeciw męża.

— No to mów. Widzę, że coś cię gryzie.

Jakub długo patrzył przez okno. W końcu spojrzał na żonę.

— Dziadkowie obchodzą w sobotę złote gody. Zaprosili nas.

— A, to ci, co dali nam te 50 tysięcy złotych na ślub? No i jak pojedziemy? Przecież mieliśmy się rozwodzić.

— No, pojedźmy. Ot, tak. Starszym ludziom będzie miło. Jesteśmy jeszcze małżeństwem.

Ewa spojrzała na niego z wątpliwością. Nie miała siły ani na kłótnię, ani na pogodzenie się.

— Dobrze, jedźmy. Może ostatni raz razem wpadniemy w odwiedziny.

Jechali samochodem ojca Kuby. On z tatą – z przodu. Ewa z jego matką z tyłu. Cisza.

— Pokłóciliście się? – szepnęła teściowa.

— Nie – odpowiedziała Ewa z naciągniętym uśmiechem.

— Zobacz, jakie pierścionki kupiliśmy im na rocznicę. Złote, ładne.

— Ładne – skinęła głową.

— Żyjcie zgodnie. Za pięćdziesiąt lat wasze dzieci też wam takie podarują.

Ewa spuściła wzrok. Pięćdziesiąt lat? To cała wieczność…

Na jubileuszu było wesoło: młodzi, dorośli, starzy. Stół uginał się od jedzenia, śmiech, toasty. Ale Ewa trzymała się z dala od męża. Kobiety z rodziny Kuby szybko wciągnęły ją w przygotowania programu. Były po trzydziestce, tak jak ona. Kłóciły się, przekomarzały z mężami, ale… widać było, że ich kochają.

Ewa łapała się na pytaniach:

— A ja go kocham? A on – mnie?

Może kiedyś kochała. Ale teraz… Dom – niewygodny. Pieniędzy – ciągle brak. Nowej kurtki nie kupiła od trzech lat. Dzieci? Nawet nie wspomina. Pracy porządnej znaleźć nie może. A przecież kiedyś był jej marzeniem…

Impreza skończyła się późno. Gości rozwieziono do domów. Babcia Zosia podeszła do młodych:

— Zostańcie u nas. Przenocujecie. I pomożecie trochę posprzątać.

Ewa i Kuba w milczeniu zaczęli zbierać ze stołów. Pracowali płynnie, bez słów. Po dwóch godzinach w domu znowu było czysto.

Babcia postawiła herbatę.

— No, Stefek, i przetrwaliśmy razem pięćdziesiąt lat – uśmiechnęła się do dziadka.

— A ile ra— A ile razy o mały włos byśmy się nie rozstali, — burknął dziadek. — Ale wyszliśmy z tego razem.

Rate article
Fajna Tajna
Ziemniaczane puree, kurczak i nieodbyta rozwód