Cienie zdrady: droga do nowego szczęścia

Cienie zdrady: droga do nowego szczęścia

Modestyna często wyjeżdżała w delegacje. Raz w miesiącu na kilka dni udawała się do centrali firmy w sąsiednim mieście. Witold przyzwyczaił się do jej nieobecności i nie protestował. Pracowali w różnych firmach, spotykali się wieczorami, spędzali razem weekendy – choć nie zawsze. Witold miał swoje hobby – myślistwo. Częto wyruszał z przyjaciółmi na łowy. Modestyna nie sprzeciwiała się, rozumiejąc, że mężowi potrzebna jest przestrzeń.

Żyli razem dwadzieścia cztery lata, ufając sobie bez kontroli. Ich córka niedawno wyszła za mąż i wyjechała z mężem do innego miasta. Modestyna, zostając sama, czytała książki, spotykała się z przyjaciółkami. W ich domu panował spokój – była ustępliwa, unikała kłótni, gasiła spory w zarodku. Witold był zadowolony.

Lecz u niektórych mężczyzn przychodzi moment, gdy, jak to mówią, „diabeł kusi”. Tak chwila nadeszła i dla Witolda. Zakochał się w koleżance z pracy, Wandzie – o dziesięć lat młodszej, niezamężnej, żywiołowej i towarzyskiej. Szybko wtopiła się w zespół, zaprzyjaźniła ze wszystkimi i zwróciła uwagę na Witolda. Spośród mężczyzn w biurze on wydawał się jej najpewniejszy, najelegantszy i, jakby przypadkiem, często znajdował się w pobliżu.

Koledzy, zauważywszy rodzący się romans, dziwili się: Witold uchodził za wzorowego męża i ojca. A tu zakochał się jak nastolatek! Szeptali między sobą, ostrzegając Wandę, że Witold ma kochającą żonę. Lecz ona tylko machała ręką. Wanda należała do kobiet, które polują na żonatych mężczyzn, uważając ich za łatwą zdobycz. Miała doświadczenie: z poprzedniej pracy odeszła przez skandal z żoną szefa, która urządziła jej „ciepłe” powitanie.

Witold, który nigdy wcześniej nie zdradził żony, stracił głowę. W wieku czterdziestu siedmiu lat czuł się u szczytu sił. Nieprzyzwyczajony do ukrywania uczuć, otwarcie zachwycał się Wandą. W weekendy znikał, tłumacząc się polowaniami. Modestyna zaczęła coś przeczuwać i pewnego razu, żartem, zapytała: „Witoldzie, coś ty ostatnio w domu nie bywa. Może masz kogoś, kochanie?”

„Co ty, Modesto! – odparł. – Przyjaciele ciągną na łowy, przecież wiesz.”

Pół roku Witold prowadził podwójne życie. Wanda przyciągała go coraz mocniej, spędzał z nią coraz więcej czasu, nawet zapraszał ją do domu, gdy żony nie było. Modestyna wracała z delegacji w dobrym nastroju: raport złożony, projekt obroniony, wracała dzień wcześniej. Jej srebrny samochód sunął lekko po szosie, w środku cicho grała muzyka.

„Jutro nie idę do pracy – myślała. – Piątek, miałam wrócić dopiero jutro. Kupię wina, posiedzimy z Witoldem. Bo znowu ucieknie na swoje polowania.”

Otworzywszy drzwi, zobaczyła buty męża i kobiece pantofle. „Może córka przyjechała?” – przemknęło jej przez myśl. Lecz gdy weszła do salonu, zamarła. Na kanapie siedziała młoda kobieta w krótkim szlafroku, a Witold wychodził z sypialni, zapinając koszulę.

„Modesto? Skąd ty? Przecież miałaś jutro…” – wyjąkał.

„A jestem dziś – odparła lodowato. – Co tu się dzieje? Kto to?”

„Dzień dobry, jestem Wanda – wtrąciła się kobieta. – Pracuję z Witoldem, wpadłam w sprawie służbowej…”

„W takim stroju?” – Modestyna odwróciła się i, trzasnąwszy drzwiami, wybiegła z mieszkania.

Dotarłszy do samochodu, wybuchnęła płaczem. Jej świat runął. Nie mogła uwierzyć, że stała się zdradzaną żoną. Słyszała o takich historiach, ale myślała, że ją to nie spotka. A teraz stanęła twarzą w twarz z zdradą.

„Ot, i Witold! – myślała. – A ja, naiwna, wierzyłam. Ciekawe, jak długo to trwa? Pewnie nie pierwszy raz, skoro do domu przyprowadził.”

Noc spędziła u matki. Rano kupiła nowy zamek, poprosiła zięcia, by go zamontował. Spakowała rzeczy Witolda do torby i zostawiła pod drzwiami. Całą noc rozmyślała, co robić, i postanowiła wnieść pozew o rozwód. Znając Witolda, nie chciała go słuchać – umiał przekonywać.

Wieczorem spotkała męża pod drzwiami. Gdy męczył się z kluczem, próbując otworzyć nowy zamek, Modestyna wystawiła torbę i zablokowała wejście. „Zabieraj swoje rzeczy i wynoś się. Nie chcę cię widzieć. Znasz mnie – nie wybaczę. Może gdzieś na boku, ale do naszej sypialni ją przyprowadziłeś. Zobaczymy się w sądzie” – wyrzuciła z siebie, zatrzaskując drzwi.

Witold błagał: „Modesto, wysłuchaj, wszystko wytłumaczę! Wybacz, nie wiem, co we mnie wstąpiło.” Lecz ona była nieugięta. Czekał pod domem, pod biurem, u matki, u przyjaciółki – Modestyna nie ulegała. Na rozprawie znów próbował się tłumaczyć, lecz natrafił na lodowate spojrzenie.

Związek z Wandą powoli gasł. Witold stał się drażliwy, a ona nie chciała go zrozumieć. Wkrótce Wanda oznajmiła, że spodziewa się dziecka. „Jakie dziecko? – odparł. – Za chwilę pięćdziesiątka, nie chcę nocnych krzyków. Chcę spokoju.”

„Mów, co chcesz, ja rodzę – odcięła się. – Dziecko mi potrzebne. Nie chcesz – płać alimenty, ja sobie poradzę.”

Witold musiał wychowywać syna, żyć z Wandą, która wiele wymagała. Gdy chłopiec skończył trzy lata, coraz częściej myślał o odejściu. Przyjaciele mówili: „Takiej żony jak Modestyna już nie znajdziesz.” Żałował tego, co zrobił.

Modestyna przez pięć lat samotności przyzwyczaiła się do swojego życia. Przepracowała zdradę, odpuściła ból. Przyjaciółka namawiała: „Modesto, wyjdź za mąż, choćby na złość Witoldowi! Dość tej samotności, znajdźmy ci kogoś. Powiem mężowi, niech rozejrzy się za kimś.”

„Nikogo nie potrzebuję – odpowiadała. – Boję się znów się rozczarować.”

Kłamała. Było jej smutno samej, ale nie chciała się przyznać. Uznała, że nie warto szukać kogoś z rozpaczy – pustModestyna spojrzała w oczy Sergiuszowi, uśmiechnęła się i pomyślała, że życie potrafi wynagrodzić nawet największe cierpienia, jeśli tylko da mu się szansę.

Rate article
Fajna Tajna
Cienie zdrady: droga do nowego szczęścia