«Mam 67 lat i żyję sama. Proszę o pomoc, ale nikt nie reaguje. Jak dalej radzić sobie z życiem?»

“Mam 67 lat i mieszkam sama. Błagam dzieci, żeby mnie do siebie wzięły, ale one odmawiają. Nie wiem, jak żyć dalej…”

“Mam 67 lat i mieszkam sama. Mąż od dawna nie żyje, a ja nie wiem, jak poradzić sobie z tą pustką. Proszę dzieci, żeby zabrały mnie do siebie, ale nie zgadzają się. Nie wiem, co dalej robić…” W hałaśliwych miastach, takich jak Kraków, samotność potrafi ciążyć jak wilgotny, listopadowy wieczór. Tłumy obcych ludzi na ulicach nie dodają radości, zwłaszcza gdy się jest w pewnym wieku. Nowe znajomości? Ciężka sprawa, gdy masz w głowie tylko myśli o tym, jak bardzo jesteś “nie na czasie”.

Dziś pogadamy o samotności w dojrzałym wieku i sprawdzimy, co na ten temat mówi psycholog. Może ta historia komuś podrzuci pomysł, jak znaleźć w sobie siłę, by coś zmienić.

“Mam 67 lat, mieszkam sama w małym mieszkaniu na krakowskich Kurdwanowach. Mąż odszedł dawno temu. Wciąż pracuję, bo tylko praca ratuje mnie przed nudą. Ale od kilku lat żyję jak automat – nic nie cieszy, wszystko wydaje się szare i bez sensu”.

“Nie mam hobby i nawet nie próbuję go znaleźć. Chyba jestem już na to za stara. Zaproponowałam synowi i jego rodzinie – ma trójkę dzieci – żeby się do mnie wprowadzili, ale synowa odmówiła. Pewnie nie chce mieszkać pod jednym dachem ze starą babą”.

“Myślałam, żeby zamieszkać z córką, ale ona ma własną rodzinę i też nie chce, żebym z nimi została. Choć zawsze mnie miło witają, gdy przyjeżdżam w odwiedziny. Parzą herbatę, szykują coś smacznego, słuchają moich opowieści. Ale im częściej tam bywam, tym trudniej wracać do pustego mieszkania. A jednak trzeba…”

Nasza bohaterka, Róża, nie wie, jak wyjść z tego błędnego koła. Jej życie, nawet w wieku 67 lat, nie powinno być tak smutne. Jedyna nadzieja? Zaczęła myśleć o zmianach i szukać sposobów na oswojenie samotności. A to już coś!

“Brak hobby, a co gorsza – brak chęci, by je znaleźć, mogą być oznaką depresji. Róża powinna zgłosić się do neurologa, psychologa albo psychoterapeuty” – radzi specjalista.

Według niego, 67 lat to w dzisiejszych czasach wcale nie starość. Problem nie leży w tym, że dzieci nie chcą mieszkać z matką. Dorosłe dzieci po prostu cenią swoją przestrzeń, którą sobie ułożyły. Nie można ich zmuszać do rewolucji w życiu.

“Róża musi porzucić przekonanie, że szczęście jest możliwe tylko przy dzieciach. Sama może zmienić swoje życie. Wystarczy rozejrzeć się uważniej: w Krakowie dzieją się dziesiątki wydarzeń, można odwiedzić miejsca, w których się jeszcze nie było, albo poznać nowych ludzi. Właśnie nowe wrażenia są tym, czego teraz potrzebuje” – mówi psycholog.

I chyba ma rację – Róża powinna spojrzeć na wszystko z innej strony. Jeśli dzieci zajęte są własnymi sprawami i nie chcą wspólnego mieszkania, nie trzeba ich do tego zmuszać. Tym bardziej że poza tym relacje są ciepłe i dobre. Dlaczego by nie spróbować nadać życiu nowego sensu?

W wieku, gdy wciąż ma się siłę i trochę czasu, można w końcu spełnić marzenia odkładane na potem. Jedni zaczynają malować, drudzy zapisują się na taniec, a jeszcze inni ruszają w podróże. Najgorzej, gdy dni zlewają się w monotonną rutynę: telewizor, przychodnia, sklep… Takie życie tylko pogłębia samotność, staje się klatką bez wyjścia.

Dziś możliwości są ogromne dla ludzi w każdym wieku, i szkoda z nich nie korzystać. Niektórzy znajdują miłość, mając już dorosłe wnuki, inni odkrywają pasje po przejściu na emeryturę.

Ale wiele zależy też od młodszych pokoleń. Dzieci i wnuki mogą pomóc swoim bliskim nie zgubić radości życia. Czasem wystarczy zwykła uwaga: telefon, zaproszenie na obiad albo wspólny spacer. To może być dla starszej osoby prawdziwe zbawienie.

Rate article
Fajna Tajna
«Mam 67 lat i żyję sama. Proszę o pomoc, ale nikt nie reaguje. Jak dalej radzić sobie z życiem?»