Filtr dobroci: marzenie, które musi się spełnić

Dzisiaj coś niezwykłego przydarzyło się w naszym domu. Staśka zatrzymała się w progu mojego gabinetu, patrząc na mnie z nadzieją.

— Stasiu, pamiętasz, jak prosiłeś, żebym ci mówiła, gdy usłyszę o czyjejś potrzebie, o której jeszcze nikt nie pomyślał? Właśnie taki mam przypadek.

— Zaciekawiłaś mnie, Stasiu. Mów.

— Wiesz, czego mi brakuje najbardziej w całym tym internetowym świecie? — usiadła obok i dodała cicho: — Filtra dobra. Czegoś w rodzaju „tłumacza światła”, który zamieniałby chamstwo i złośliwość w rozmowę pełną szacunku. Żeby czytając komentarze czy służbowe wiadomości, nie chciało się schować pod kołdrę.

— Stasiu, ktoś cię uraził?

— Nie, kochanie, nie konkretna osoba. Ale ostatnio, przeglądając media społecznościowe, fora czy służbowe czaty, coraz częściej czuję, jakby wylewano na mnie wiadra złości i agresji. Ludzie już się nie hamują. Atakują, śmieją się, upokarzają. Jakby nie było już żadnych hamulców.

Na chwilę zamilkła, spuszczając wzrok.

— Czasem myślę, że to ze mną coś nie tak. Może stałam się zbyt wrażliwa? Ale z drugiej strony, czy normalne jest, że przyzwyczajamy się do chamstwa jak do tła?

Westchnąłem. Wiedziałem, jak codziennie czyta dziesiątki wiadomości, analizując reakcje społeczne — pracuje przecież jako analityk w dużej agencji.

— Niestety, najgłośniejsi są ci agresywni. Zawsze było ich niewielu, ale internet to dla nich idealna wylęgarnia. Anonimowość rozluźnia, znika odpowiedzialność, zostaje tylko nagła emocja. Ale masz rację. Świat staje się toksyczny. A twój pomysł brzmi naprawdę mocno. Powiedz mi, jak to widzisz.

— Chciałabym, żeby to było aplikacja albo rozszerzenie. Na przykład czytasz komentarze pod filmem, a one są automatycznie przekształcone: zamiast „głupia”, widzisz „nie rozumiem twojego stanowiska”, zamiast „zamknij się” — „może spojrzymy na to inaczej?”. Wyobrażasz sobie?

— Moment, czyli proponujesz nie blokować, tylko przepisywać?

— Tak! Ale dobrowolnie. Użytkownik sam włącza filtr i decyduje, gdzie działa — może tylko na wybranych stronach, może w służbowych czatach, gdzie liczy się konstruktywna rozmowa.

— A gdyby działał też w drugą stronę? Żeby łagodzić twoje własne wiadomości przed wysłaniem?

— To byłoby idealne! Przecież my też nie zawsze jesteśmy święci. Zwłaszcza w stresie. Czasem chce się „wyrzucić z siebie” gniew, a potem wstyd się patrzy na to, co się napisało. A tutaj — filtr podpowiada: „możesz to ująć łagodniej”, „spróbuj inaczej”. Może nawet sugerować lepsze słowa.

— Brzmi jak wewnętrzny psycholog z funkcją autocenzury. Tylko bez moralizowania.

— Dokładnie! Najważniejsze, żeby działało bez zbędnego wysiłku — nie trzeba kopiować tekstu do innych programów. Wszystko od razu, na tym samym ekranie. Spokój to też zasób, a dziś jest na wagę złota.

Zamilkłem na chwilę. Pracuję w IT i doskonale rozumiałem: ten pomysł może nie tylko odnieść sukces, ale zmienić sposób, w jaki postrzegamy cyfrowe rozmowy.

— Omówię to z zespołem. Jutro. Koniecznie. To nie tylko genialne — to potrzebne. Ludzie potrzebują oddechu. Bez trucizny.

Staśka odetchnęła z ulgą i pierwszy raz od dawna uśmiechnęła się szczerze.

— Dziękuję, Stasiu. Naprawdę. Bałam się, że oszalałam — że marzę o czymś nierealnym. Ale może dobro to po prostu coś, co kiedyś straciliśmy. I czas to odzyskać.

Wstałem, przytuliłem ją mocno.

— Dość już dziś tej brzydoty. Czas włączyć nasz prywatny filtr dobra: cisza, przytulenie, herbata i miłość. Bez warunków. Bez kłótni. Bez filtrów.

Roześmiała się i wtuliła we mnie.

Za oknem wciąż ktoś stukał w klawiaturę, pisał złośliwy komentarz, kłócił się do ochrypnięcia. Ale w tym pokoju narodził się pomysł, który może zmienić choćby mały kawałek świata. I sprawić, że stanie się odrobinę cieplejszy.

Dzisiaj znów przypomniałem sobie, że dobre pomysły często rodzą się w najprostszych rozmowach. Wystarczy tylko słuchać.

Rate article
Fajna Tajna
Filtr dobroci: marzenie, które musi się spełnić