Filtr dobra: marzenie, które musi się spełnić

— Zosieńko, pamiętasz, prosiłeś, żebym ci mówiła, jeśli usłyszę o czyjejś potrzebie — takiej, która jeszcze nawet nie została zrealizowana? Właśnie trafił mi się taki przypadek — Kinga zatrzymała się w progu gabinetu męża, patrząc na niego z nadzieją.

— Już jestem zaciekawiony, Kinguś. Mów.

— Wiesz, czego mi strasznie brakuje w całym tym internetowym komunikowaniu? — usiadła obok niego i dodała cicho: — Filtra dobra. Takiego specyficznego „tłumacza światła”, który zamieniałby chamstwo, złośliwość i agresję w pełen szacunku, zdroworozsądkowy przekaz. Żeby czytając komentarze czy służbową korespondencję, nie miałoby się ochoty schować pod kołdrę.

— Kochanie, ktoś cię uraził?

— Nie, skarbie, nikt konkretny. Ale rozumiesz, w ostatnich miesiącach, przeglądając media społecznościowe, fora czy służbowe czaty, coraz częściej mam wrażenie, że wylewają na mnie wiadra złości, irytacji i agresji. Ludzie się nie hamują. Atakują, wyśmiewają, upokarzają. Jakby nie było już żadnych hamulców.

Zamilkła na chwilę, spuszczając wzrok.

— Czasem myślę, że to moje nerwy są zbyt słabe. Może stałam się zbyt wrażliwa? Ale z drugiej strony, czy to normalne, że przyzwyczajamy się do chamstwa jak do tła?

Marek westchnął. Wiedział, jak codziennie czyta dziesiątki wiadomości, analizując reakcje społeczne, pracując jako analityk w dużej agencji.

— Niestety, agresywni są zawsze najgłośniejsi. Nigdy nie było ich wielu, ale internet to dla nich idealna wylęgarnia. Anonimowość rozluźnia, odpowiedzialność znika, zostaje tylko czysta emocja. Ale masz rację. Świat staje się toksyczny. Twój pomysł brzmi mocno. Realnie. Opowiedz mi więcej, jak to widzisz.

— Chciałabym, żeby to była aplikacja albo rozszerzenie. Na przykład czytasz komentarze pod filmikiem — a wszystkie są automatycznie przekształcone: z „idioto” na „nie rozumiem twojego stanowiska”, z „zamknij się” na „może spojrzymy na to inaczej?”. Wyobrażasz sobie?

— Czekaj, czyli proponujesz nie blokować, tylko przepisywać?

— Tak! Ale dobrowolnie. Użytkownik sam włącza filtr i decyduje, gdzie i dla kogo działa. Może dla konkretnych stron, może tylko w służbowych czatach, gdzie liczy się konstruktywność.

— A co, gdyby działał też w drugą stronę? Żeby łagodził twoje własne wiadomości przed wysłaniem?

— To byłoby idealne! W końcu my też nie zawsze jesteśmy święci. Zwłaszcza w stresie. Czasem chce się „wyrzucić z siebie” — a potem czytasz, co napisałeś, i jest ci wstyd. A tu — filtr zadziałał, podpowiedział: „możesz łagodniej”, „można inaczej”. Nawet zasugerowałby alternatywę.

— Brzmi jak wewnętrzny psycholog z funkcją autocenzury. Tylko bez moralizowania.

— Dokładnie! Najważniejsze, żeby działało płynnie — bez kopiowania tekstu do innych programów. Wszystko na bieżąco, na jednym ekranie. Spokój to też zasób, a dziś jest na wagę złota.

Marek zamilkł na chwilę. Pracował w IT i doskonale rozumiał, że pomysł Kingi może nie tylko odnieść sukces, ale i zmienić samo postrzeganie cyfrowej komunikacji.

— Omówimy to z zespołem. Jutro. Koniecznie. To nie tylko genialne — to potrzebne. Ludziom potrzebne jest powietrze. Bez trucizny.

Kinga odetchnęła z ulgą, pierwszy raz od dawna szczerze się uśmiechając.

— Dzięki, Marek. Naprawdę. Już zaczęłam się bać, że zwariowałam — że marzę o czymś niemożliwym. Ale może dobro to po prostu coś, co kiedyś straciliśmy. I czas je odzyskać.

Marek wstał, objął ją i przytulił mocno.

— Dość już tej brzydoty na dziś. Czas włączyć nasz prywatny filtr dobra: cisza, przytulanie, herbata i miłość. Bez warunków. Bez sporów. Bez filtrów.

Rozśmiała się i wtuliła w jego ramię.

Gdzieś za oknem wciąż stukali klawisze — ktoś pisał gniewny komentarz, ktoś kłócił się do ochrypnięcia. Ale w tym pokoju rodził się pomysł, który mógł zmienić choć mały kawałek świata. I może uczynić go odrobinę cieplejszym.

Rate article
Fajna Tajna
Filtr dobra: marzenie, które musi się spełnić