Marek Kowalski wrócił do domu po długim dniu pracy w biurze na obrzeżach Krakowa.
– Cześć, jestem! – zawołał, wchodząc do kuchni, gdzie unosił się zapach jedzenia.
– Co za okazja? – zdziwił się, widząc na stole starannie ustawione dania.
– Żadna okazja – odparła żona Zuzanna, ale w jej głosie przebijał się dziwny ton. – Po prostu nie chciało mi się gotować, zamówiłam sushi.
– Sushi? To lubię! – ożywił się Marek, zrzucając marynarkę.
– To siadaj, zjemy razem – powiedziała Zuzanna, ale zaraz wyszła z kuchni.
Po chwili wróciła z kartką w dłoni i bez słów podała ją mężowi.
– Co to? – zapytał Marek, ale gdy spojrzał na papier, zastygł jak rażony gromem.
***
– Dzień dobry, jestem z dostawy – rozległ się głos w domofonie, a na ekranie pojawił się młody chłopak w jaskrawej kurtece. – Wczorajsza płatność za zamówienie nie przeszła.
– Pomylił się pan – spokojnie odparła Zuzanna. – Nic nie zamawiałam.
– Przepraszam, proszę spojrzeć na paragon – mężczyzna przycisnął pognieciony papierek do kamery, wskazując adres. – Wczoraj sam dostarczałem. Adres: Księżycowa 12. Mężczyzna płacił kartą, ale transakcja się nie udała. Mam kopię, proszę sprawdzić.
Kurier wyglądał na zagubionego, przepraszał po każdym zdaniu. Widać było, że jest nowy – nie tylko w dostawach, ale i w pracy w ogóle. Zuzanna zmrużyła sceptycznie oczy, otworzyła drzwi i przyjrzała mu się. Na jego wąskich ramionach zwisał ogromny termotornister, czyniąc go podobnym do wróbla dźwigającego za duży ciężar. Ledwie powstrzymała uśmiech, ale uwagę jej przykuł paragon.
Na papierze widniało: „Kod błędu: 55. Nieprawidłowy PIN.”
– Już mówiłam, pomylił się pan – powtórzyła. – Wczoraj nikogo nie było w domu, nic nie zamawialiśmy.
– Przepraszam – kurier się zaczerwienił. – Płatność przyjęła inna pani… młoda kobieta.
– Tym bardziej – zaśmiała się Zuzanna. – To na pewno nie ja.
Kurier podał drugi paragon z adresem i szczegółami zamówienia. Zuzanna przebiegła wzrokiem: kuchnia japońska, zastawa dla dwojga, płatność kartą. Nic niezwykłego, poza jednym – Marek nie znosił sushi. Na dole widniało imię zamawiającego: Marek.
Zuzanna poczuła, jak krew napływa jej do skroni. W tym mieszkaniu był tylko jeden mężczyzna – jej mąż. Ale jaka dziewczyna? Ona, w wieku 43 lat, już nie pasowała do tego opisu. Może kurier z grzeczności wszystkich tak nazywa? Ale coś tu nie grało.
– Zapłacę – powiedziała nagle. – Gdzie terminal?
Chłopak spojrzał na nią zaskoczony. Spodziewał się łez lub krzyków – tak zachowywała się jego matka, gdy odkryła zdradę ojca. Ale Zuzanna była spokojna jak skała. Gdy odprowadzała kuriera, nagle wybuchnęła śmiechem. Śmiech przerodził się w histerię, a z oczu popłynęły łzy. Głęboko westchnęła, otarła twarz i sięgnęła po telefon.
– Marek, cześć, do której dziś pracujesz? – spytała, starając się brzmieć swobodnie.
– Cześć. Do siódmej, chyba że szef nie zwoła swojej ukochanej narady – odpowiedział. – A co?
– Chciałabym zjeść z tobą kolację.
– Odwołałaś swoje plany?
– Tak, będę w domu. Pomyślałam, że fajnie byłoby spędzić czas we dwoje.
– Zgoda, ale nie wiem, kiedy skończę.
– Nic nie szkodzi, zdecydujemy później. Gotować mi się nie chce, może zamówimy coś?
– Jasne.
Zuzanna odłożyła słuchawkę i otworzyła szafę. Jej wzrok zatrzymał się na czarnej sukience ze złotym połyskiem, którą nosiła na ostatnim firmowym bankiecie. „Skoro już świętować, to porządnie” – pomyślała z gorzką ironią.
Wróciła do przedpokoju, spojrzała na paragon, wzięła telefon i zamówiła to samo sushi, co poprzedniego dnia, z dopiskiem „zastawa dla dwojga”.
Wieczorem ten sam kurier, jeszcze bardziej zawstydzony, przywiózł zamówienie. Upewniwszy się, że płatność przeszła, szybko się oddalił, myśląc, że ta rodzina skrywa zbyt dziwne tajemnice.
Godzinę później wrócił Marek. Zuzanna powitała go z uśmiechem, ale jej oczy zdradzały napięcie. Zauważyła, jak stara się być idealnym mężem – tak bywało zawsze po jego „spóźnieniach” lub nagłych wyjazdach służbowych.
– Sushi? – zdziwił się Marek, patrząc na stół.
– Tak, wczoraj widziałam reklamę u mamy – odparła niedbale. – Zachciało mi się. Wiem, że ty nie lubisz, ale dla ciebie upiekłam kurczaka.
– Czemu nie, spróbuję – powiedział. – W pracy raz zamawiali, było w porządku.
– Zmiany są dobre, prawda, Marku? – spytała z lekkim uśmieszkiem. – Idź umyj ręce, jestem głodna.
Marek się zaniepokoił. Jej spokój, to sushi, ta sama restauracja – w zbiegi okoliczności nie wierzył. Ale skąd mogła wiedzieć o wczorajszym wieczorze z inną kobietą?
Usiadł przy stole, rzucając żonie podejrzliwe spojrzenie. Zuzanna, wbrew jego oczekiwaniom, nie krzyczała ani nie wyrzucała mu. Zamiast tego spytała:
– Jak ona się nazywa? – Jej głos był równy, niemal obojętny, gdy nabijała rolkę na widelec.
Marek się zakrztusił. Zaprzeczać nie miał sensu.
– Kinga – wycedził.
– Ładne imię – odpowiedziała równie spokojnie Zuzanna. – Dawno jesteście razem?
– Zuzia… – zaczął, nie wiedząc, co powiedzieć.
– Marek, bez wymówek – przerwała. – Opowiedz o niej. Chcę wiedzieć, czy to coś poważnego, czy tylko przelotny romans.
– Poważnego? – zmieszał się. – Żartujesz? Dlaczego jesteś taka spokojna? O co tu chodzi?
– Nie o żaden podstęp – zaśmiała się, ale w jej śmiechu brzmiała gorycz. – No to mów, jaka jest ta Kinga?
– Ma trzydzieści lat – westchnął Marek. – Nie sądzę, żeby to było na długo…
– Dlaczego? Lekkomyślna? Zauroczona dojrzałym– Nie, po prostu… wiesz, takie chwilowe zauroczenie – odparł, ale w jego głosie zadrżała niepewność, gdy zrozumiał, że Zuzanna już dawno przestała walczyć o ich małżeństwo.



