Nadzieja wśród ruin
— Dlaczego tak wcześnie?.. — niewyraźnie mruknął Jakub, zapinając koszulę na lewą stronę. Ale Ola nie słuchała. Stała już w korytarzu, zaciskając palce do bólu, wpatrzona w czerwone buty przy wejściu. Nie byle jakie — to były buty Kasi, jej przyjaciółki od lat. Poznała je bez pudła. Zbyt często widywała je na zdjęciach, przy kieliszku wina. Tylko że w swoim mieszkaniu… tego się nie spodziewała.
Wszystko zaczęło się rano, gdy Ola poczuła się dziwnie w pracy. Nagłe mdłości, mroczki przed oczami. Zrzucała to na brak snu albo stres. Aż koleżanka z biurka, Magda, nachyliła się i szepnęła:
— W ciąży jesteś, czy jak?
— Nie no, skąd… — machnęła ręką Ola, ale w środku coś się ścisnęło. Wiedziała — coś jest nie tak. Dwadzieścia minut później stała w toalecie firmy, trzymając test z dwiema wyraźnymi kreskami.
Nie pamiętała, jak trafiła do gabinetu szefowej. Nie pamiętała wyjścia z biura. Pamiętała tylko jedno — pędziła do domu, by powiedzieć to Jakubowi. Chciała zobaczyć jego reakcję, przytulić się, rozpłakać ze szczęścia. Ale…
Włożyła klucz w zamek, weszła, zapaliła światło. Pierwsze, co zobaczyła — te buty. Po chwili usłyszała szept z sypialni. Myślała, że się pomyliła. Że to jakiś absurdalny zbieg okoliczności. Ale gdy otworzyła drzwi, zobaczyła męża — wpółubranego, z Kasią, która oburącz przyciskała prześcieradło do piersi.
— Ola?.. Co ty… — bełkotał, a Kasia wpatrywała się w podłogę, nie odzywając się.
Potem wszystko jak we mgle. Krzyki. Łzy. Rzucane przedmioty. W końcu cisza. Odejście. Pustka. Ola została sama w rozbitej przestrzeni, siedząc na podłodze z dłońmi na brzuchu, pod którymi pulsowało nowe życie.
Kilka dni później podjęła decyzję. Nie chciała wiązać się z Jakubem na zawsze. Nie chciała być samotną matką. Rodzice daleko, przyjaciółka… no cóż. Pensja ledwo starczy na pieluchy, nie mówiąc o niani. Poszła do prywatnej kliniki.
Siedziała pod gabinetem, wpatrzona w ścianę. Bała się. Nie chciała tego dziecka… a jednocześnie — pragnęła go bardziej niż czegokolwiek.
— Proszę wejść! — dobiegło zza drzwi.
Wstała i przekroczyła próg. Gdy jednak zobaczyła lekarza, serce zamarło.
— Bartek?! To ty?!
Jej dawny kolega z klasy, pierwsza miłość. Chłopak, którego nigdy nie zapomniała. Jego delikatny pocałunek w policzek na studniówce — wciąż jej najczulsze wspomnienie.
— Ola?! Nie wierzę… — Bartek podniósł się, uścisnął ją ciepło, jak starego przyjaciela.
Gadali dobrą chwilę, jakby nie minęło dwadzieścia lat. Gdy emocje nieco opadły, Bartek spytał:
— Ale jesteś tu nie bez powodu. Co się stało?
Ola, lekko zawstydzona, opowiedziała wszystko — zdradę, ciążę, decyzję.
— I naprawdę chcesz pozbyć się dziecka? — zapytał cicho.
— Tak… boję się. Nie dam rady sama…



