Skradzione serce

Dzisiaj znów wspominałam tamtą zimę. W moim pamiętniku zapisuję historię, która ciągle żyje we mnie, choć tyle lat minęło.

Zima na Podlasiu w tym roku była wyjątkowo sroga. Mróz sięgał czterdziestu stopni, a nocą temperatura spadała jeszcze niżej, jakby sama natura postanowiła wystawić ludzi na próbę.

“Wojciechu, ubierz się ciepło! Załóż ten sweter, który dla ciebie zrobiłam, z wełny owczej” – powiedziałam, żegnając męża idącego do pracy.

Choć mróz szczypał w policzki, obowiązki w gospodarstwie nie czekały. Krowy, głodne i niespokojne, domagały się opieki. Wojciech, już niemłody, zbliżający się do emerytury, jak zwykle szykował się do pracy. Ja zostałam w domu – miała przyjechać córka z wnukiem, ale zadzwoniła z miasta:

“Mamo, nie ryzykujemy w taki mróz. Przyjedziemy w weekend”.

“Słusznie, córeczko. A co, jeśli autobus zepsuje się w drodze? Trzymajcie się ciepło” – odparłam, chowając niepokój.

Odłożyłam telefon i zamyśliłam się. Przed oczami stanęła mi tamta zima sprzed prawie pięćdziesięciu lat, kiedy ja, jako młoda Kasia, pojechałam z przyjaciółką Basią do jej babci w głuchej wsi. Wtedy też mróz był dokuczliwy, ale młodość dodawała odwagi.

“Kasiu, jedź ze mną do babci!” – namawiała Basia. “Samej nudno, a ty zobaczysz naszą wieś. Tylko że jeszcze trzeba będzie dojść kilka kilometrów, ale damy radę!”

Obie miałyśmy po szesnaście lat. Po długich namowach mama w końcu się zgodziła. Ciepłe ubrania, dobry humor – mróz nam niestraszny. Autobus wiózł nas do wsi, ale w pewnym momencie kierowca zatrzymał się:

“Koniec jazdy! Droga zawiana, traktor nie przejechał. Dalej nie jadę!”

Wysiadłyśmy wraz z innymi pasażerami.

“Kasia, do wsi jeszcze jakieś dziesięć kilometrów” – westchnęła Basia. “Gdzie teraz w taki mróz? Chodźmy do cioci Haliny, mojej ciotki. Przenocujemy, a rano zdecydujemy. Mama mi dała jej adres na wszelki wypadek”.

Tak też zrobiłyśmy. Ciocia Halina nakarmiła nas gorącym żurem, dała herbatę z miodem i położyła w maleńkim pokoiku. Rano sąsiad, wujek Stanisław, zgodził się podwieźć nas sankami.

“Stasiu, zabierz dziewczyny. Muszą dojechać do babci” – poprosiła ciocia Halina.

“Jakże nie pomóc?” – odparł wujek Stanisław. – “Zawiozę je w mig!”

Wgramoliłyśmy się do sań.

“Owińcie się kożuchem, bo zmarzniecie!” – zaopiekował się nami, poprawiając ciężkie futro, i ruszył.

Sanki sunęły po ośnieżonej drodze. Za wsią ciągnął się las sosnowy, a dalej – bezkresne pola przykryte białą kołderką. Miejscami było wyboiście, ale koń szedł pewnie.

“Wujku Stanisławie, a pan ile ma lat?” – spytała Basia, by przerwać milczenie.

“Pod siedemdziesiąt pięć” – uśmiechnął się. “Ale jeszcze daję radę! Latem pasam owce. Nasze pola to istny cud – wszystko kwitnie, pachnie. Przyjedźcie latem, zobaczycie!”

**Opowieść z duszą**

Wujka Stanisława we wsi wszyscy lubili. Miał dar opowiadania – słuchało się go, zapominając o mrozie i długiej drodze. Gadaliśmy o błahostkach, gdy nagle wujek zmrużył oczy i rzekł:

“Tą samą drogą, dziewczyny, przywiozłem kiedyś moją Marysię. Pięćdziesiąt lat temu. Można powiedzieć, że ją… porwałem”.

“Jak to porwał?” – zdziwiła się Basia. “Proszę opowiedzieć!”

“Tę panią, co nas żegnała?” – dorzuciłam.

“Tak, moją Marysię” – potwierdził, a w jego oczach zapalił się ogień. “Wtedy była młoda, taka jak wy”.

Zamilkłyśmy, czekając na dalszy ciąg.

“To było dawno” – zaczął. “Jechałem do tej wsi, gdzie was teraz wiozę. Ojciec wysłał mnie do wujka Jacka. Miałem dwadzieścia pięć lat, nieżonaty, nie mogłem znaleźć dziewczyny, która by mi serce porwała. U nas we wsi takiej nie było”.

Gdy wujek Stanisław dotarł do wujka Jacka, ten miał syna, Andrzeja, w jego wieku.

“Witaj, Stachu!” – powitał go Andrzej. “Ojciec jest w oborze. A wieczorem pójdziemy do świetlicy, nasze dziewczęta są pierwsza klasa!”

W świetlicy grała muzyka. Dziewczęta tańczyły, namawiały wujka Stanisława, by dołączył. Ale kiedy odpoczywał, zobaczył ją – właśnie wchodziła. Niewysoka, z długim, jasnym warkoczem, w białych”A gdy w końcu z nią zatańczył, w sercu poczuł, że to właśnie ona – jego przeznaczenie.”

Rate article
Fajna Tajna
Skradzione serce