Przełomowe Spotkanie

Przeznaczeniowe spotkanie

Anna wyszła za mąż za Szymona zaraz po ukończeniu studiów. Ich miłość była tak silna, że świat zdawał się istnieć tylko dla nich dwojga. Rodzice, widząc ich szczęście, pomogli młodej parze kupić przestronne dwupokojowe mieszkanie w Krakowie.

Jeden z pokoi urządzili z namaszczeniem na dziecięcy. Kupili dwie małe łóżeczka, wyobrażając sobie już, jak ich przyszłe maleństwo będzie słodko spać w jednym z nich. Nawet wybrali imię dla pierworodnego – Jakub. Z jakiegoś powodu Anna i Szymon byli przekonani, że pierwsze będzie chłopcem. Na wypadek dziewczynki zachowali imię – Zofia. Ale wszystkim znajomym mówili tylko o Jakubie, jakby dziewczynka była odległą możliwością.

Gdy babcia Anny, Jadwiga, dowiedziała się o tym, surowo skarciła jej wnuczkę:

– Aniu, nie wolno tak! Dawać imię przed narodzinami to zły znak! Imię nadaje się tylko urodzonemu dziecku!

– Babciu, daj spokój z tymi przesądami! – odparła Anna, śmiejąc się.

Minęły jednak trzy lata, a dziecięcy pokój wciąż stał pusty, jakby przeklęty. Anna nie mogła zajść w ciążę. Leki, lekarze, niezliczone badania – nic nie pomagało. Nadzieja topniała jak wiosenny śnieg, zostawiając tylko chłód i pustkę.

Jadwiga, widząc cierpienie wnuczki, namówiła ją, by poszła do znachorki, cioci Bronisławy. Anna nie wierzyła w takie rzeczy, ale rozpacz popchnęła ją do zgody. „A nuż?” – przemknęło jej przez myśl.

Ciocia Bronisława, wysłuchawszy Anny, spojrzała na nią głębokimi, niemal przerażającymi oczami i rzekła:

– Wy z mężem marzyliście o synu, daliście mu imię – Jakub. Ale imię powstało przed dzieckiem. Ktoś je zabrał. Teraz i wy, i ten, kto nosi to imię, jesteście nieszczęśliwi. Uczyń to dziecko szczęśliwym – a szczęście wróci do was.

Anna słuchała, a serce ściskało jej się w piersi. Słowa starej kobiety brzmiały dziwnie prawdziwie.

– Ciociu Bronisławo, co mam zrobić? – głos Anny zadrżał.

– Sama zrozumiesz – odpowiedziała zagadkowo znachorka. – Zrozumiesz – a szczęście zagości w waszym domu.

Minął jeszcze rok. Dzieci wciąż nie było. Anna prawie zapomniała o słowach znachorki, ale w jej sercu tliła się iskierka nadziei na cud. Szymon też nie tracił wiary, choć w jego oczach coraz częściej gościł cień smutku.

Pewnego dnia Anna załatwiała sprawy na drugim końcu miasta. Szła koło starego teatru lalek, gdy podjechał autobus z napisem „Dom Dziecka”. Wysypała się z niego gromadka maluchów w wieku trzech, czterech lat, głośno szczebioczących jak stado wróbli. Anna zatrzymała się, urzeczona ich beztroskim śmiechem. Nagle rozległ się krzyk wychowawczyni:

– Ja-ku-u-b!

Mały chłopiec, goniąc za uciekającą czapką, wybiegł na jezdnię. Anna, stojąca najbliżej, rzuciła się ku niemu, złapała za rączkę i przycisnęła do siebie, czując, jak serce wali jej jak młot.

– Jakub! – wyszeptała, sama nie rozumiejąc, dlaczego nazwała go po imieniu.

– Mamo – szepnął chłopczyk, obejmując jej szyję drobnymi rączkami.

Podbiegła wychowawczyni:

– Dziękuję pani bardzo!

Spróbowała zabrać chłopca, ale ten zacisnął palce na ramieniu Anny, nie chcąc puścić.

– Jakub, chodźmy obejrzeć przedstawienie! – powiedziała łagodnie Anna, wciąż drżąc po tym, co się stało.

– Czemu nazwał mnie mamą? – spytała wychowawczyni, nie mogąc oderwać wzroku od wielkich oczu dziecka.

– Tak nazywają każdego, kto im się spodoba – odparła kobieta i nagle dodała: – Nie ma pani własnych dzieci?

– Nie – głos Anny zadrżał, łzy napłynęły do oczu. – Tak bardzo z mężem marzymy…

Wychowawczyni popatrzyła na nią z ciepłem.

– Jakub to wspaniały chłopiec. Niech pani do nas wpadnie.

Wieczorem Anna spotkała Szymona z zapłakanymi oczami.

– Co się stało, Aniu? – rzucił się ku niej, obejmując.

– Dzisiaj pod teatrem lalek stał autobus z domu dziecka – zaczęła, powstrzymując łzy. – Jeden chłopiec wybiegł na ulicę za czapką. Zdążyłam go złapać. Przytulił mnie i nazwał mamą. A na imię ma… Jakub.

Anna wybuchnęła płaczem, wtulając się w ramię męża.

– Szymek, zabierzmy go do siebie. Będzie naszym synem.

Szymon zamyślił się, ale po chwili twarz rozjaśnił uśmiech.

– Ile ma lat? – spytał.

– Trzy albo cztery. Jest taki jasny, taki dobry. Coś mi się w środku przewróciło, gdy go przytuliłam.

– Do– Dobrze, uspokój się – Szymon pogłaskał ją po głowie – jutro jedziemy do domu dziecka, wszystkiego się dowiemy.

Rate article
Fajna Tajna
Przełomowe Spotkanie