Zapomniana kartka z życzeniami
Weronika Nowak wróciła do domu w przygnębieniu.
— Cześć! Zjesz kolację? — uśmiechnął się do niej mąż Tadeusz w przedpokoju.
— A ty co, ugotowałeś? Przecież zwykle nie zbliżasz się do kuchni — odpowiedziała zdziwiona.
— Dzisiaj masz urodziny. Pomyślałem, że w taki dzień nie powinnaś stać przy garach — odparł pełen energii.
Weronika usiadła na stołku w korytarzu i nagle rozpłakała się.
— Wera, co się stało? — zaniepokoił się mąż.
— Ona nie powiedziała ani słowa… Nawet nie wspomniała… — szepnęła kobieta między łzami.
— Kto? O kim mówisz? — Tadeusz był zdezorientowany. Nie rozumiał, co mogło tak zasmucić żonę w dniu, który powinien być radosny.
Od samego rana Weronika była w złym humorze. Tego dnia skończyła 60 lat. Nie urządzali przyjęcia — postanowili świętować skromnie. Ale w pracy musiała przyjąć życzenia, słuchać toastów i organizować poczęstunek. Zmęczona całą tą krzątaniną, marzyła tylko o tym, by wrócić do domu, położyć się i pobyć sama ze sobą.
Wieczorem zadzwoniła siostra.
— No i jak, gratulowali ci dziś? — zapytała.
— No, gratulowali. W pracy było w porządku. Tadek przyniósł kwiaty i kupił voucher do sanatorium — pojedziemy latem — odpowiedziała spokojnie Weronika.
— To świetnie! W naszym wieku trzeba się czasem rozpieszczać. A dzieci? Krzysiek wciąż na zmianie?
— Tak, jeszcze miesiąc pracuje. Rano zadzwonił, a wieczorem przysłał orchideę w doniczce.
— A synowa? Mieszkają przecież niedaleko. Wpadła chociaż życzyć?
— Nawet SMS-a nie napisała… — westchnęła z goryczą Weronika. — Tak wiele dla nich zrobiliśmy, a ona… Nawet kartki nie wysłała.
— Serio?! — oburzyła się siostra. — Mam dwie synowe, różnie bywało, ale takiego braku szacunku nigdy nie doświadczyłam. Naprawdę nic?
Późnym wieczorem, prawie o jedenastej, telefon Weroniki zadzwonił. SMS. W środku — standardowa grafika z internetu z napisem „Wszystkiego najlepszego”. Żadnego własnego słowa. Żadnego telefonu. Żadnej oznaki szczerego zainteresowania. Tylko przekazany obrazek.
— Oto cała jej troska — powiedziała z żalem mężowi przed snem. — Szybko zapomniała, że mieszka w mieszkaniu babci, które oddaliśmy bez żadnych warunków.
— No daj spokój! Dziś młodzi tak mają — wysłać zdjęcie, dać lajka i uważać, że się życzyło — próbował ją uspokoić Tadeusz.
— Nie, Tadku. To nie jest w porządku. To brak szacunku. Jubileusz to nie tylko data. To ważny moment. I taka drobnostka wiele mówi.
Następnego ranka humor Weroniki nie poprawił się. Żal tylko rósł. Wciąż wracała myślami do wczorajszego dnia, analizowała szczegóły, przesadzała i doprowadzała się do płaczu. Tadeusz widział to, ale nie umiał pomóc. Nawet zadzwonił do syna.
— Mama znów niezadowolona — zaczął zmęczonym głosem Krzysiek. — Znów narzeka na Olę?
— Nie narzekam. Po prostu boli, gdy ktoś, kto mieszka sto metrów dalej, nie potrafi nawet głosu poświęcić — nie wytrzymała Weronika i sama odebrała telefon. — Powiedz swojej żonie: ja wszystko pamiętam. I ten dzień też.
— Mamo, może po prostu była zmęczona. Pracuje przecież — próbował tłumaczyć żonę Krzysiek.
— Ach, daj spokój! — prychnęła matka. — Na taką kartkę znalazła czas, ale na dwa słowa już nie? Wygodnie, co?
Później Krzysiek jednak porozmawiał z Olą.
— Zupełnie zapomniałam… — tłumaczyła się. — Dzień był okropny, w pracy zaległości, ledwo dotarłam do domu. Wysłalam cokolwiek, żeby nie było pusto. Myślałam, że w weekend wpadniemy z prezentem.
— Teraz już za późno — odpowiedział ponuro mąż. — Mama jest obrażona. I to na długo.
W sobotę Ola znów nie zdążyła — natłok w pracy, a w niedzielę postanowiła odpocząć. O wizycie przypomniała sobie późnym wieczorem.
— Trudno — powiedziała mężowi. — Wpadniemy następnym razem. Nie koniec świata.
Ale Weronika nie ustąpiła.
— Nie trzeba waszych formalnych wizyt — oświadczyła zimno synowi. — Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Za późno.
— Więc nie chcecie, żebyśmy przyszli?
— Nie — odparła stanowczo. — Nie potrzebuję hołdów. Potrzebuję szacunku. A jeśli go nie ma — nie udawajcie.
Ola z kolei nie widziała w swoim postępowaniu nic złego. Ale wiedziała, że z taką teściową trzeba działać ostrożniej. Dlatego na rocznicę ślubu Weroniki i Tadeusza uparła się, by przyjść z prezentem.
— Powiemy, że chcieliśmy złożyć życzenia razem, więc nie mogłam przyjść bez ciebie — mrugnęła do męża. — Trzeba jakoś naprawić sytuację.
Drzwi otworzyła Weronika.
— No, chwała Bogu, przypomnieliście sobie — powiedziała z sarkazmem. — Przynajmniej na rocznicę dotarliście.
— Mamo, daj spokój — westchnął Krzysiek. — Nie zapominamy. Po prostu nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem.
Ola uśmiechała się, pomagała nakrywać do stołu, sprzątała naczynia, mówiła spokojnie i ciepło. W pewnym momencie nawet rzuciła:
— Planujemy remont. Chcemy zmienić tapetę w przedpokoju. Może pomożecie wybrać? Macie świetny gust.
— Oczywiście, pomożemy — rozpromieniła się Weronika.
W drodze powrotnej Krzysiek zmrużył oczy:
— Od kiedy mamy remont?
— Żadnego remontu nie ma — uśmiechnęła się Ola. — Ale pomyślałam, że jeśli teściowa poczuje się potrzebna, może przepomni urazę.
I tak się stało. Tydzień później Weronika już opowiadała sąsiadce, że bez jej rad młodzi nawet tapety wybrać nie potrafią. Gniew chyba przygasł. Choć przy pierwszej okazji może znów wrócić…



