Przeznaczone spotkanie

Dzisiaj w moim dzienniku chcę opisać coś, co zmieniło moje życie.

Po studniach wyszłam za mąż za Krzysztofa. Nasza miłość była tak intensywna, że świat zdawał się istnieć tylko dla nas. Rodzice, widząc nasze szczęście, pomogli nam kupić przestronne dwupokojowe mieszkanie w Katowicach.

Jedno z pomieszczeń urządziliśmy z przeznaczeniem na pokój dziecięcy. Kupiliśmy dwie małe łóżeczka, wyobrażając sobie, jak nasze przyszłe dziecko będzie w nich spać. Już wybraliśmy imię — jeśli urodzi się chłopiec, miał nazywać się Jakub. Na wypadek dziewczynki mieliśmy w zanadrzu Zofię. Ale wszystkim znajomym z zachwytem opowiadaliśmy tylko o Jakubie, jakby dziewczynka była tylko odległą ewentualnością.

Moja babcia, Bronisława, surowo mnie upomniała:

— Kasiu, to zła wróżba! Nie wolno wybierać imienia przed narodzinami!

— Babciu, nie wierz w te przesądy — odparłam, śmiejąc się.

Minęły trzy lata, a pokój dziecięcy wciąż stał pusty. Nie mogłam zajść w ciążę. Lekarze, badania — nic nie pomagało. Nadzieja topniała jak wiosenny śnieg, zostawiając tylko pustkę.

Babcia, widząc moje cierpienie, namówiła mnie na wizytę u znachorki, cioci Heleny. Nie wierzyłam w takie rzeczy, ale desperacja sprawiła, że się zgodziłam.

Ciocia Helena spojrzała na mnie głębokimi, trochę przerażającymi oczami i rzekła:

— Nadaliście imię dziecku, zanim się urodziło. Ktoś je przejął. I teraz zarówno wy, jak i ten, kto nosi to imię, jesteście nieszczęśliwi. Uczyńcie go szczęśliwym, a szczęście wróci do was.

Słuchałam, a serce ścisnęło mi się z bólu. Jej słowa brzmiały zbyt przekonująco.

— Co mam zrobić? — zapytałam, ledwie powstrzymując łzy.

— Sami zrozumiecie — odpowiedziała tajemniczo.

Minął kolejny rok. Dziecka wciąż nie było. Prawie zapomniałam o słowach znachorki, lecz w sercu tliła się nadzieja. Krzysztof także nie tracił wiary, choć w jego oczach pojawiało się coraz więcej smutku.

Pewnego dnia w drodze po zakupy minął mnie autobus z napisem „Dom Dziecka”. Wysiadały z niego maluchy, szczebioczące jak wróbelki. Nagle usłyszałam krzyk wychowawczyni:

— Ja-ku-u-b!

Mały chłopiec wybiegł na jezdnię, goniąc za zdmuchniętą przez wiatr czapką. Rzuciłam się, by go złapać. Przytuliłam go, czując, jak mocno bije mi serce.

— Jakub! — wyszeptałam, sama nie wiedząc, dlaczego tak go nazwałam.

— Mamo — szepnął cicho, oplatając mnie rączkami.

Wychowawczyni podbiegła, dziękując mi. Chciała go zabrać, ale chłopiec nie chciał mnie puścić.

— Dlaczego nazwał mnie mamą? — spytałam, nie mogąc oderwać wzroku od jego wielkich oczu.

— Tak nazywają każdego, kto im się spodoba — odparła. — Nie macie własnych dzieci?

— Nie — mój głos zadrżał.

— Jakub to wspaniały chłopiec. Może kiedyś nas odwiedzicie?

Wieczorem Krzysztof zastał mnie zapłakaną.

— Co się stało? — objął mnie mocno.

Opowiedziałam mu o spotkaniu z Jakubem. Gdy wspomniałam, jak mnie nazwał, rozpłakałam się na nowo.

— Krzysiu, zabierzmy go do domu. Będzie naszym synem.

Zastanawiał się tylko przez chwilę.

— Ile ma lat?

— Trzy, może cztery. Jest taki słodki.

Następnego dnia pojechaliśmy do domu dziecka. Dyrektor, pani Alicja, przyjęła nas serdecznie. Wpuściła nas do sali, gdzie czekał Jakub. Gdy tylko mnie zobaczył, podbiegł z okrzykiem:

— Mamo!

Przytuliłam go, a łzy same polały się z moich oczu.

Rozpoczęliśmy procedurę adopcyjną. Każdego dnia spędzaliśmy z Jakubem czas, a on czekał na nas z uśmiechem.

W końcu nadszedł dzień, gdy zabraliśmy go na stałe. Gdy weszliśmy do domu, Jakub zachwycił się swoim pokojem.

Tego wieczora zasnął w łóżeczku, które tak długo stało puste.

Ale prawdziwe cuda dopiero miały nadejść.

Pewnego dnia trafiłam do szpitala. Jakub bał się, że jestem chora. Krzysztof zabrał go do domu, a ja wróciłam po kilku dniach… z malutkim zawiniątkiem w ramionach.

— To twoja siostrzyczka — powiedziała babcia, rozchylając kocyk.

— Jak ma na imię? — spytał ktoś udając zrzędzenie.

— Zofia! — zawołał Jakub z dumą.

— Synku! — Przytuliłam go mocno, czując, jak łzy szczęścia spływają mi po policzkach. — Jak bardzo za tobą tęskniłam…

Rate article
Fajna Tajna
Przeznaczone spotkanie