Najcenniejsze znalezisko.

Był marcowy poranek. Wracałem do domu z nocnego dyżuru i marzyłem o tym, by wziąć gorący prysznic, napić się kawy, przytulić Broksa, (mojego psa cavaliera king charles spaniel). Przy wejściu do domu usłyszałem, że coś szeleści przy śmietniku, który stał na podwórku.

Zdziwiony odwróciłem się i zobaczyłem około pięcioletnią dziewczynkę. Stała obok pojemnika trzymając za nogę starą, zniszczoną lalkę.

„Co to dziecko robi w taki zimny dzień na ulicy”? – pomyślałem.

Podszedłem bliżej dziewczynki i zobaczyłem, że stoi w samej sukience i dziurawych butach.

– Gdzie jest twoja mama? – zapytałem. Dziecko podciągało nosem i zaczęło kaszleć. Spojrzałem na nią z zakłopotaniem i nie miałem pojęcia, co robić dalej. Dziedziniec był pusty. Podjąłem decyzję o zabraniu dziecka do siebie.

Umyłem twarz dziewczynki i otuliłem ją szlafrokiem

– Jak masz na imię gwiazdeczko?– zapytałem ją. Dziewczynka wpatrywała się we mnie.

– Sara — odpowiedziała dziewczynka.

Nakarmiłem Sarę i położyłem do łóżka, aby odpoczęła i rozgrzała zmarznięte ciało. Broks podszedł do niej, obwąchał i wszedł do łóżka. Zauważyłem wiele zadrapań i drobnych krwiaków na nogach dziewczynki, jej sukienka była brudna i poszarpana. Widać było, że dziecko pochodzi z patologicznej rodziny.

Późnym popołudniem zadzwoniłem na policję i opowiedziałem o moim porannym znalezisku. Czterdzieści minut później przyszedł policjant dyżurny i złożyłem zeznanie. Policjant zgłosił sprawę do prewencji nieletnich i czekał na nich.

Sara spała, ale obudziły ją odgłosy rozmowy. Widząc policjanta, rozpłakała się i wtuliła w moje ramię. Przytuliłem dziecko do siebie i poczułem, że się trzęsie, zauważyłem też, że jest bardzo rozpalona, więc poprosiłem policjanta, żeby zadzwonił po karetkę.

Lekarka, która zbadała Sarę, powiedziała, że dziewczynkę trzeba natychmiast zabrać do szpitala, podejrzewała zapalenia opon mózgowych.

Owinąłem dziecko kocem i zaniosłem do karetki. Sara złapała mnie za rękę i zaczęła płakać, prosząc, żebym jej nie oddawał.

Serce mi pękało z litości. Łzy mnie dusiły na samą myśl, że dziecko musiało jechać do szpitala. Kiedy odjechała karetka, ogarnął mnie smutek i samotność. Wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego mnie, młodemu i zdrowemu człowiekowi nie było dane cieszyć się potomkiem, a ktoś, kto ma dzieci, traktuje je jak śmieci.

Po powrocie do pokoju zobaczyłem brudne ubrania Sary i jej lalkę. Wszystko to, bez żalu trafiło do śmietnika. Ubrałem się i wraz z Broksem poszliśmy na zakupy. Trzeba było kupić trochę ubrań, zabawki, coś do jedzenia i leki.

Sara została skierowana na oddział neurologiczny, leży tam i nawet nie otwiera oczu. Przy innych chorych dzieciach czuwały matki, tylko ona była sama.

Wujku Janku, przyszedłeś do mnie! – z trudem powiedziało dziecko.

Wyjąłem z siatki nową lalkę, jogurt, banany i nowe, czyste ubrania. Na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech. Wypiła trochę soku i wyczerpana trzymała mnie za rękę i nie puszczała.

Codziennie odwiedzałem dziewczynkę. Sara cierpliwie na mnie czekała i zawsze pytała pielęgniarki, czy przypadkiem nie odszedłem, kiedy spała. Jej ojca znaleziono niemal natychmiast. Miał trzydzieści pięć lat i był uzależniony od narkotyków. Zamierzał oddać córkę do domu dziecka.

Pewnego dnia, wchodząc do sali szpitalnej, zobaczyłem, że jej łóżko jest puste. Zapytałem lekarza, gdzie jest dziecko.

Uspokój się, Sara jest już zdrowa i została przeniesiona do domu dziecka. – odpowiedział neurochirurg i pospieszył w stronę sali operacyjnej. Zostawiłem prezenty innemu dziecku i zdenerwowany wyszedłem.

Minęły trzy tygodnie, a ja nie zapomniałem o dziecku, ciągle mam Sarę przed oczami. Przypadkowo spotykając policjanta, który wtedy do mnie przyjechał, postanowiłem zapytać:

Czy wie pan coś o Sarze? Co u niej, gdzie ona jest?- Ze zdenerwowania drżał mi głos.

Witam pana. Wiem, że dziewczynka ma się dobrze. Sam może się pan przekonać, kierownik domu dziecka, w którym znajduje się Sara, zawsze chętnie udziela informacji o wychowankach. Myślę, że nie będzie z tym problemu.

Pobiegłem do najbliższego supermarketu, kupiłem dziecięce zabawki i bajki. Godzinę później siedziałem już przed biurem, czekając na przyjęcie mnie przez panią dyrektor.

Sekretarka zaprosiła mnie do biura. Dyrektorka okazała się zaskakująco uprzejmą kobietą. Szczerze podziękowała mi za zainteresowanie i pozwoliła mi pomóc Sarze.

Będę mógł zabierać dziewczynkę na weekendy i święta, musiałem tylko napisać podanie.

– Wujku Janku, nie zapomniałeś o mnie? – mała zapytała i nieśmiało podeszła do mnie.

– A gdzie Broks? Będę mogła z nim chodzić na spacery?- Zapytała.

– Nie martw się kochanie, jutro jest dzień wolny i odwiedzisz Broksa – odpowiedziałem.

– Nie chcę być tylko gościem, chcę z tobą mieszkać – Sara rozpłakała się i usiadła na podłodze.

Minęło jedenaście lat. Wieczorem moja córka ma uroczystość, ukończyła jedenastą klasę. Sara, moja duma, moja nadzieja i radość mojego życia. Ukończyła szkołę z wyróżnieniem i ma wielkie marzenia i plany na przyszłość.

Byliśmy razem przez te wszystkie lata. Myślałem, że nie wytrzymam psychicznie procesów sądowych, potępienia krewnych, plotek sąsiadów, niezrozumienia kolegów, ale dzięki wsparciu pani dyrektor domu dziecka przebrnąłem przez to.

Od tego momentu moje życie się zmieniło, miałem rodzinę, która składała się ze mnie, Sary i psa Broksa. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi.

Teraz śpią razem, stary Broks i moja droga Sara. Pokochaliśmy się raz na zawsze. Jestem przekonany, że szczęście nie wymaga złota i bogactwa. To wszystko jest puste. Najważniejsze, aby mieć rodzinę!

 

 

 

Rate article
Fajna Tajna
Najcenniejsze znalezisko.