Nie taki książę, jak się wydawało…

Nie takim księciem okazał się…

Kinga poznała Jakuba, gdy właśnie wrócił z wojska. Chłopak wyglądał, jakby zszedł z okładki modnego magazynu — wysoki, umięśniony, z hipnotyzującym spojrzeniem zielonych oczu i czarnymi, falującymi włosami. Przy nim Kinga wydawała się zwyczajna, choć była urodziwa: jasne włosy, szczupła sylwetka, słodki uśmiech. Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście — spośród całego towarzystwa wybrał właśnie ją.

— Co on w tobie znalzał? — szeptały koleżanki. — Tacy przystojniacy rzadko zostają na dłużej. Pobawi się i po tobie.

Ale Kinga tylko się uśmiechała — wierzyła w ich miłość. Chodzili razem do kina, na potańcówki, spotykali się ze znajomymi. Jakub nie zasypywał jej komplementami, ale był blisko, a od jego dotyku kręciło jej się w głowie. Gdy pierwszy raz przyprowadziła go do domu, matka — Wanda Stanisławowa — zmarszczyła brwi. Później, zostając sam na sam z córką, powiedziała cicho:

— Piękny mąż to cudzy mąż, córeczko. Tacy rzadko bywają wierni. Nie śpiesz się ze ślubem, sprawdź go. Zbyt on… wystawkowy.

Kinga się obraziła. Wierzyła w uczucia Jakuba, nie chciała słuchastabilnych.invalid-jsonNurt wątpliwości. Ale matka zasiała w niej ziarno niepokoju.

Z czasem Jakub zaczął się zmieniać. Najpierw siłownia, potem basen, w końcu nowe towarzystwo. Kinga, by być blisko, też zapisała się na treningi, lecz czuła się niepewnie wśród zadbanych, umięśnionych dziewczyn. Jakub coraz częściej wodził za nimi wzrokiem, a Kinga wcześniej wychodziła, by nie pokazać łez.

— Ale z ciebie chuchro — zaśmiał się pewnego dnia, gdy rozchorowała się po basenie. — Lepiej siedź w domu z książkami.

Słowa zabolały, a Kinga przypomniała sobie słowa matki. Już czuła — Jakub ostygał. Coraz częściej wychodził sam, bez telefonu, zaproszenia, tłumaczenia. Aż w końcu po prostu zniknął. Nie odbierał, nie dzwonił.

— Nie odzywa się? — spytała matka.

— Nie… — szepnęła Kinga, odwracając twarz do ściany.

— Wstawaj! Do fryzjera marsz! — rozkazała Wanda Stanisławowa. — Nowa fryzura to pierwszy krok do nowego życia. Potem uszyjemy sukienkę, masz zdolności.

Kupiły materiał, Kinga szkicowała fasony, próbując się odciąć. Plotki o nowych podbojach Jakuba do niej docierały, ale trzymała się mocno. Gdy po kilku tygodniach pojawiła się na potańcówce — w nowej odsłonie, lżejsza, smuklejsza, promienna — wszyscy się oglądali. Zauważyli ją.

Jeden chłopak, Krzysztof, skromny i nie rzucający się w oczy, zaczął się nią opiekować. Nie przystojniak, ale jego oczy patrzyły tylko na Kingę — ciepło i szczerze. Po miesiącu oświadczył się.

— To ja rozumiem — facet! — powiedziała matka. — Zakochał się, to bierze ślub. A ty?

— Zgadzam się — cicho odparła Kinga.

— Kochasz go?

— A jak nie kochać? Jest dobry, pracowity, wierny. Jestem mu potrzebna — tylko ja.

Wesele było ciepłe, pełne serdeczności. Kinga i Krzysztof zaczęli od zera: pierwszy stołek, pierwszy talerz. Po roku urodziła się córeczka, po kolejnych trzech — syn. Rodzina, troska, szczęście.

O Jakubie już nie myślała. Co najwyżej słyszała w rozmowach, że porzucił żonę, uciekł z kochanką, znów się zabawia. Kinga tylko się uśmiechała:

— Czy on w ogóle był mój? Takie sobie… młodzieńcze zauroczenie. Niech będzie szczęśliwy, jeśli potrafi.

A w domu czekali na nią dzieci i mąż. I mama — mądra, dobra, najbliższa. Ta, która kiedyś uchroniła ją przed prawdziwym nieszczęściem. Ta, dzięki której Kinga znalazła swoje ciche, prawdziwe szczęście.

Mamo… zostań przy mnie jak najdłużej. Bez ciebie świat jest mniej jasny.

Rate article
Fajna Tajna
Nie taki książę, jak się wydawało…