— O, Weronika, witaj! Do mamy przyjechałaś? — zawołała sąsiadka z balkonu.
— Dzień dobry, pani Halino. Tak, do mamy.
— Powinnaś z nią pogadać — westchnęła kobieta. — Po rozwodzie zupełnie oszalała, ta biedaczka.
— Jak to? — Weronika zesztywniała.
— Mam bezsenność, często wstaję wcześnie. Pewnego dnia patrzę przez okno — piąta rano, a tu podjeżdża taksówka, wysiada twoja matka. I wyglądała… delikatnie mówiąc, nie najlepiej. A do tego, zdaje się, podchmielona. Sąsiedzi już szeptają. W jej wieku! I po co twojego ojca wyrzuciła? Tak, zbłądził, ale kto bez winy? Tyle lat razem — głupota w jej wieku się rozwodzić.
— Dziękuję, pani Halino — odparła Weronika, przełykając ślinę. — Porozmawiam z nią.
Ruszyła szybko w stronę domu. Jej matka pół roku temu wyrzuciła ojca, gdy przyłapała go na zdradzie. Weronika prosiła, żeby się nie spieszyła — mówiła, że ludzie się mylą. Lecz matka była nieugięta. I co dziwne — nie pogrążyła się w depresji, jak można by się spodziewać, lecz wręcz przeciwnie — zaczęła żyć pełną piersią. Nowa garderoba, tańce, bary, przyjaciółki — wszystko, czego wcześniej u niej nie było.
Weronice trudno to było zaakceptować. Sama miała niedługo wyjść za mąż, planowali dzieci. A jej mama — w barze do białego rana? Jaka z niej babcia? Jak przedstawić ją teściowej, skoro jedna dzierga swetry, a druga szaleje po nocach?
Gdy Weronika weszła do mieszkania, matka powitała ją z czajnikiem w ręce i promiennym uśmiechem. Nie w wytartym szlafroku, lecz w eleganckim beżowym kostiumie. Manicure, pedicure, przedłużone rzęsy — wyraźnie cieszyła się życiem.
— No to jak, co u Kamila? — zapytała, stawiając filiżanki na stole.
— W porządku — Weronika starała się panować nad głosem. — A u ciebie?
— Świetnie! Wczoraj z dziewczynami do rana w barze. Najpierw tańce, potem karaoke. Cudownie się bawiłam!
— Pani Halina już mi wszystko opowiedziała — mrocznie wtrąciła Weronika. — Że wróciłaś o piątej rano i najwyraźniej byłaś pijana.
Mama się roześmiała.
— No a co myślałaś? W barze herbatę piją?
Weronika straciła cierpliwość.
— Mamo, nie uważasz, że trochę przesadzasz?
— W czym konkretnie?
— No, delikatnie mówiąc, nie masz już dwudziestu lat. Jakie tańce, jakie kluby? Przecież ty… powinnaś być przykładem! Będziesz babcią!
— Jestem kobietą, która wreszcie jest wolna. I nie zamierzam żyć według cudzych scenariuszy.
— Ale tyle lat żyłaś z tatą! Jak można to tak przekreślić?
Matka zamilkła, po czym spokojnie, ale stanowczo odparła:
— Twój ojciec mnie zdradził. To nie była pomyłka, tylko świadomy wybór. A ja nie chcę już być służącą. Chcę żyć. Dla siebie. Przez tyle lat żyłam dla rodziny. Teraz nikt mi nie będzie dyktował.
— Ale przecież masz prawie pięćdziesiąt!
— I co z tego? Nie muszę starzeć się według kalendarza.
Weronika poczuła, że posunęła się za daleko.
— Przepraszam, nie chciałam cię urazić. Po prostu się martwię.
— Jeśli wstydzisz się mnie — nie zapraszaj na ślub. Ale wiedz jedno: nie zasłonię siwizny chustą i nie włożę workowatej sukienki. Będę tańczyć, a może nawet flirtować. Czuję się dobrze.
— Nie, mamo, oczywiście, że chcę, żebyś była. Tylko…
— Tylko ciotka Halina nie pochwali? Niech się nie przejmuje. Ja wreszcie żyję.
Gdy Weronika wróciła do domu, opowiedziała wszystko narzeczonemu.
— Nie wiem, jak do tego podejść.
Kamil tylko się uśmiechnął.
— Moim zdaniem twoja matka jest niesamowita. Nie dała się złamać, wybrała życie. To nie zbrodnia — być szczęśliwą.
W weekend Weronika zadzwoniła do matki.
— Mamo, chodźmy do SPA, potem do baru z muzyką na żywo.
— Nie będzie ci za mnie wstyd?
— Powiem, że jesteś moją starszą siostrą — zaśmiała się Weronika.
— Zgoda. Ale uwaga — nie wracamy wcześnie.
Ten dzień stał się przełomowy. Weronika po raz pierwszy zrozumiała, jaką siłę ma w sobie jej matka. I że może powinna się od niej uczyć — jak być sobą. Jak żyć nie „tak, jak trzeba”, ale tak, jak się chce.



