Sąsiedzi z wizytą: jak postawić granicę śmiałości

Gości po sąsiedzku: jak Weronika postawiła granicę bezczelności

Bartosz wrócił do domu zmęczony, a w mieszkaniu unosił się aromat pieczeni — w piekarniku dusił się schab, a Weronika kroiła surówkę. Podeszedł, pocałował żonę i zauważył:

— Pachnie wyśmienicie.

— Staram się dla gości — odpowiedziała z uśmiechem.

— Dla moich? — zmarszczył brwi Bartosz. — Prosiłem, żebyś nie gotowała.

— Ależ… To twoja rodzina. Ludzie po pracy, muszą coś zjeść.

— Weronika, zrozumiesz mnie później… Lepiej by było, gdybyś posłuchała.

Kilka godzin wcześniej zadzwoniła do niego matka:

— Synku, Kasia, córka Lidki, z mężem kupili mieszkanie obok was. Dopóki nie skończą remontu, nie mają wody. Lidka prosi, żeby u was się wykąpali przez kilka dni.

Bartosz nie był zachwycony. Już w dzieciństwie nie przepadał za Kasią — cwaniara, zupełnie jak jej matka.

— Dobrze, niech wpadną — westchnął. — Ale tylko pod prysznic, nic więcej.

Kasia i jej mąż Tomek pojawili się pod wieczór.

— Cześć! Ja jestem Kasia, to mój mąż. A ty chyba Weronika?

Nie czekając na zaproszenie, Kasia przeszła się po mieszkaniu, dotykała klamerek, zajrzała do sypialni. Bartosz zamknął drzwi:

— Mieliście tylko się wykąpać?

— Tak, tak! Weronika, masz może ręczniki? Swoich nie wzięliśmy.

Gdy oboje się wykąpali, nie śpieszyli się z wyjściem. Usiedli w salonie, wciągając nosem zapach pieczeni.

— Och, jak pachnie! — zaśmiała się Kasia. — Co gotujesz?

Weronika westchnęła i zaprosiła ich do stołu.

Zjedli wszystko do ostatniego okruszka. Wyszli, zapominając ręczniki, gąbki i szampon. Weronika pokiwała głową:

— Żelu i szamponu nie żal, ale gąbki trzeba będzie kupić nowe.

Następnego dnia wszystko się powtórzyło. I trzeciego też. Weronika przygotowała zapiekankę z brokułów, Kasia skrzywiła się:

— Fuj! To wy jecie? Dajcie lepiej kotleta.

Czwartego dnia była pasta z mięsnym sosem. Kasia znowu niezadowolona:

— Mięsa prawie nie ma. Sam sos.

Bartosz zapytał Tomka:

— Kiedy włączą wam wodę?

— Już włączyli — przyznał szczerze.

Kasia błyskawicznie wtrąciła:

— Słuchawka jeszcze nie zamontowana…

Po kolacji Weronika spojrzała na męża:

— Wymyśliłam, jak ich odstraszyć. Ale musisz mi pomóc.

Następnego wieczora, gdy goście zasiedli, Weronika przyniosła tacę z suchymi płatkami owsianymi, startym jabłkiem i miodem.

— To „Francuska sałatka urody”. Bardzo zdrowa. Od teraz tylko to jemy z Bartoszem.

Kasia próbowała przełknąć, ale smak wyraźnie jej nie odpowiadał. Goście wyszli szybko.

— Dzisiaj kolację gotujesz ty — powiedziała Weronika mężowi. — W zamrażarce są pierogi.

Po dwóch dniach Kasia zadzwoniła:

— Znowu ta wasza sałatka?

— No tak, Weronika jest nieugięta… Jeśli wpadniecie, kupcie kiełbasy, bo sam już nie wytrzymam.

— Nie, nie, my już do was nie przyjdziemy. Mamy wodę i słuchawkę.

Kilka dni później Bartoszowi zadzwoniła matka:

— Lidka mówi, że Weronika cię głodzi.

— Mamo, nie słuchaj głupot. Jestem najedzony, zdrowy i szczęśliwy. A jeszcze ci powiem: za miesiąc przeprowadzamy się do domu, to mieszkanie sprzedajemy. Wtedy zobaczymy, kto dla kogo jest rodziną.

Rate article
Fajna Tajna
Sąsiedzi z wizytą: jak postawić granicę śmiałości