**Dziennik osobisty**
Wróciłam dziś do domu zmęczona, ale czułam się dobrze, bo w kuchni unosił się zapach pieczonego mięsa, a moja żona, Ewa, kroiła sałatkę. Podeszłem do niej, pocałowałem w policzek i powiedziałem:
— Pachnie przepysznie.
— Staram się dla gości — odparła z uśmiechem.
— Dla moich? — zmarszczyłem brwi. — Prosiłem cię, żebyś nie gotowała.
— No jakże… To przecież twoja rodzina. Po pracy potrzebują ciepłego posiłku.
— Ewa, zrozumiesz mnie później… Lepiej było mnie posłuchać.
Kilka godzin wcześniej zadzwoniła do mnie mama:
— Synku, Kasia, córka Hani, kupiła z mężem mieszkanie obok was. Dopóki nie skończą remontu, nie mają wody. Hania prosi, żeby mogli się u was wykąpać przez kilka dni.
Nie byłem zachwycony. Kasię nie lubiłem od dzieciństwa — była spryciarą, zupełnie jak jej matka.
— Dobrze, niech przyjdą — westchnąłem. — Ale tylko pod prysznic, nic więcej.
Kasia z mężem Wojtkiem pojawili się późnym popołudniem.
— Cześć! Ja Kasia, to mój mąż. A ty chyba jesteś Ewa?
Nie czekając na zaproszenie, Kasia przeszła się po mieszkaniu, dotknęła klamek, zajrzała do sypialni. Zamknąłem drzwi:
— Panowie przyszli się wykąpać, tak?
— Tak, tak! Ewa, możesz dać nam ręczniki? Nie mamy swoich.
Po kąpieli nie kwapili się do wyjścia. Usiedli w salonie, wdychając zapach pieczonej karkówki.
— Ojej, jak pachnie! — zaczęła Kasia. — Co gotujesz?
Ewa westchnęła i zaprosiła ich do stołu.
Zjedli wszystko do ostatniego okruszka. Wyszli, zostawiając ręczniki, gąbkę i szampon. Ewa wzruszyła ramionami:
— Żelu i szamponu nie żal, ale gąbki będą musiały pójść do kosza.
Nazajutrz historia się powtórzyła. I trzeciego dnia też. Ewa upiekła brokułową zapiekankę, ale Kasia skrzywiła się:
— Fuj! Jak wy to jecie? Daj lepiej kotleta.
Czwartego dnia podała makaron z mięsnym sosem. Kasia znów niezadowolona:
— Mięsa prawie nie ma. Tylko sos.
Zapytałem Wojtka:
— Kiedy będzie woda u was?
— Już jest — przyznał szczerze.
Kasia szybko wtrąciła:
— Ale słuchawka jeszcze nie zamontowana…
Po kolacji Ewa spojrzała na mnie znacząco:
— Wymyśliłam, jak ich odstraszyć. Ale musisz mi pomóc.
Następnego wieczoru, gdy goście zasiedli przy stole, Ewa przyniosła tacę z suchymi płatkami owsianymi, startym jabłkiem i miodem.
— To „Francuska sałatka urody”. Bardzo zdrowa. Odkąd jej spróbowałam, tylko to jemy z Tomkiem.
Kasia próbowała przełknąć, ale wyraźnie nie smakowało jej to danie. Goście szybko się pożegnali.
— Dziś kolację robisz ty — powiedziała Ewa. — W zamrażarce są pierogi.
Po dwóch dniach Kasia zadzwoniła:
— Znowu ta wasza sałatka?
— Tak, Ewa jest nieubłagana… Jeśli przyjdziecie, weźcie ze sobą szynkę, bo już sam nie wytrzymuję.
— Nie, my już do was nie przyjdziemy. Mamy wodę i słuchawkę.
Kilka dni później mama znowu zadzwoniła:
— Hania mówi, że Ewa cię głodzi.
— Mamo, nie słuchaj bzdur. Jestem najedzony, zdrowy i szczęśliwy. A w dodatku mamy nowość: za miesiąc wyprowadzamy się do domu, to mieszkanie sprzedamy. Wtedy zobaczymy, kto jest dla kogo rodziną.



