Przepraszam za to, co się stało

— Bartku, na pewno wszystko wziąłeś? Nie musisz sprawdzić jeszcze raz? — krzyknęłam, zatrzymując się przed zamkniętymi drzwiami do łazienki.

— Grażyno, nie trzeba! Wszystko spakowane — cała walizka, sama widziałaś — odpowiedział, przerywając szum wody. Ale głos… głos mu zadrżał. Czy mi się zdawało?

— Walizkę widziałam. A co do niej wcisnąłeś — nie — mruknęłam, odsuwając się w bok.

— Grażyno, zrób mi kawę! Mocną. Bez mleka — dodał już spokojnym tonem, zakręcając kran.

Poszłam do kuchni, w milczeniu wyjęła tygielek, nalałam wodę, wsypałam zmieloną kawę, szczyptę soli — tak jak lubi. Mamy ekspres, ale Bartek uwielbiał kawę, którą ja parzyłam. „Jesteś taka troskliwa” — powiedział wczoraj, wracając późno z pracy i widząc, jak po babcinemu otuliłam kolację ręcznikiem, żeby nie ostygła.

Ostatnio coraz częściej zostawał po godzinach — niby w biurze. Robi karierę. Szykuje się do awansu. A ja? Cicho wspierałam. Gotowałam, prasowałam, znosiłam.

— Boski zapach boskiego napoju! — rzekł Bartek, wchodząc do kuchni i odgarniając mokre włosy z czoła. Usiadł przy stole, sięgnął po filiżankę.

— Grażyno, dziś mam dostawę — zamówiłem pokrowce do samochodu. Przyjmij, dobrze? Płatne przy odbiorze — powiedział, wsypując do kawy łyżeczkę cukru.

— Oczywiście. Jak zwykle — usiadłam naprzeciwko.

— Wyjazd służbowy w najmniej odpowiednim momencie — westchnął. — Ale nie mogę odmówić. Sam rozumiesz — szansa, może jedyna. Starszy menedżer — to nie przygrywka.

— Tak… Nie sądziłam, że na takim stanowisku trzeba będzie jeździć po prowincji.

— Kaprysy szefostwa. Dobra, mam jeszcze pół godziny, popracuję z telefonu.

Wstał, poszedł do drugiego pokoju. Filiżanki po sobie nie sprzątnął. Co z niego wyciągniesz — cały spięty.

Sięgnęłam po jego filiżankę, gdy nagle telefon zadrżał — wiadomość. Otworzyłam.

„Grażyno, Bartek kłamie. To nie służbówka. Leci z Anią Kowalską do Włoch. Zatrzymaj go, póki nie jest za późno. Sam sobie życie rujnuje.”

Krysia. Jego młodsza siostra.

Coś we mnie pękło. Z Anią? Niemożliwe. Żart? Ale Krysia nie należała do tych, co tak żartują. I na pewno nie kłamałaby bez powodu.

Wszystko przed oczami rozmazało się. Powietrze stało się ciężkie jak beton. Ledwo łapałam oddech. Z trudem wstałam, nalałam sobie wody — i opadłam na krzesło.

Chciało mi się wyć. Krzyczeć. Roztrzaskać wszystko w drobny mak. A w głowie tylko: „Za co?”

Ścisnęłam w dłoniach gniew. Chciałam rzucić się na niego, urządzić awanturę, zdjąć mu maskę. Ale… nie zrobiłam tego. Nie zasłużył.

Niech leci. A ja mu zgotuję niespodziankę. Nie krzykiem — czynem.

Otworzyłam aplikację bankową. Na wspólnym koncie — osiemset tysięcy złotych. O dziwo, nawet tu się postarał — brakowało już dwustu. Moich pieniędzy, swoją drogą. Moich honorariów za projekty, mojej pracy po nocach. A on… na moich oszczędnościach wozi swoją pierwszą miłość na wakacje.

O Ani wiedziałam. Bartek sam opowiadał, i Krysia raz się wygadała. Szkolna miłość, przewróciła mu w głowie. Rzuciła go dwa razy — raz dla jakiegoś bogacza, raz dla „lepszej partii”. A teraz wróciła. Bartek znów dał się nabrać. I znów kłamie.

Mógł powiedzieć uczciwie: „Grażyno, kocham inną. Wybacz”. Byłoby boleśnie, tak. Ale nie tak podłe. A on — jak szczur. Pieniądze zabrał, o wyjeździe nawymyślał, walizkę spakował…

No cóż. Resztę wypłacę ja. Dziś. Do grosza. Potem rozwód. Jego rzeczy — kurierem do rodziców.

Sprawdziłam kalendarz — jutro w południe ważna prezentacja online. Jeśli pójdzie dobrze — wybiorę się na urlop. Nie do Włoch, oczywiście. Do Portugalii, na przykład. Albo gdzieś, gdzie jego stopa jeszcze nie stanęła.

— Grażyno, wychodzę, wcześniej pojadę — zajrzał do kuchni elegancki, w krawacie.

— Pa. Udanej podróży — wycharczałam, ściskając filiżankę.

— Co to za ton?

— Zdziwienie.

— Będę tęsknił…

— Wątpię, żebyś miał na to czas.

— Nie przeprowadzisz?

— Lepiej pozmywam.

— No dobra, idę.

— Idź.

Drzwi zatrzasnęły się. Bartek nawet nie przeczuwał, że odchodzi na zawsze. Jutro zmienię zamki.

Usiadłam na krześle. Wybuchnęłam płaczem. Gorzko. Z rozpaczy, z upokorzenia. Zdrajca.

Znów wiadomość od Krysi:

„Grażyno, jak się trzymasz?”

Otarłam łzy, wybrałam jej numer.

— Krysiu, skąd informacje?

— Koleżanka Ani powiedziała. Znów się do niego przyczepiła. Dał się wciągnąć. Grażyno, wybacz, że tak…

— Dzięki, że uprzedziłaś. Nie zatrzymałam go. Niech leci.

— Idiota. Ona go po raz trzeci podepta.

— Jego wybór. Krysiu, nie mów mu, że wiem.

— I nie mam ochoty z nim gadać. Ma mnie dość!

— Dziękuję. Nasza przyjaźń zostaje. Nawet po rozwodzie.

— Oczywiście, Grażyno. Trzymaj się.

Znów otworzyłam bank. Kolejne sto tysięcy ubyło. Biegiem! Nie. Uspokoiłam się. Po prostu przeleję wszystko mamie. Swojej. On już nie ma prawa.

— Mamo, przelewam siedemset tysięcy. Resztę on zabrał.

— Co się stało, córeczko?

— Rozwód. On z kochanką do Włoch.

— Jezu… Grażyno, trzymaj się. Jesteśmy z tobą. To minie. Jeszcze spotkasz porządnego.

— Nie, mamo. Nie szukam nikogo. Może po prostu urodzę dla siebie. I tyle.

— No… to też droga. A tak w ogóle, ciocia Hania ma siostrzeńca… przystojny…

— Mamo, nie teraz.

— No jak wiesz. Ważne, żebyś nie poddawała się, córciu.

Rozłączyłam się. Wzięłam się w garść. Jutro nowy dzieńWarszawa za oknem powoli gasła w wieczornym blasku, a ja, po raz pierwszy od dawna, poczułam, że oddycham pełną piersią.

Rate article
Fajna Tajna
Przepraszam za to, co się stało