Dzisiaj znów przyszło mi to wszystko na myśl. Jak łatwo można stracić kogoś, kto wydawał się bliski.
— Cześć, Wiola! — zawołałam wesoło, dzwoniąc do siostry. — Chcieliśmy wpaść do was na weekend. Możemy?
— Cześć… — odpowiedziała chłodno. — Nie, nie możecie.
— Jak to? — zaskoczyłam się.
— Dokładnie tak, jak mówię. — Jej głos był ostry.
— Źle się czujesz? Nie rozumiem…
— Naprawdę pytasz? Po tym, co zrobiłaś, nie chcę cię znać! — wybuchnęła Wioletta.
— Co ja niby zrobiłam? O co chodzi?
Siostry Kowalskie wychowały się w małej wsi na Lubelszczyźnie. Starsza, Wioletta, została po szkole w rodzinnych stronach — skończyła technikum, została księgową. Wyszła za miejscowego przedsiębiorcę Jacka, razem wybudowali dom, urodził się im synek Kuba, a Wioletta pomagała prowadzić rodzinny interes.
Młodsza, Wiola, zawsze marzyła o życiu w mieście. Wyjechała na studia do Lublina, została tam, zaczęła pracę jako sprzedawczyni w markecie. Z mężem, Robertem, robotnikiem w fabryce, wynajmowali małe dwupokojowe mieszkanie. Dwa lata po ślubie urodziła się im córka, Zosia.
Mimo odległości siostry utrzymywały kontakt. Kiedy Zosia skończyła rok, Wiola zaczęła często przyjeżdżać do Wioliety. Świeże powietrze, dobre dla dziecka, no i pomoc siostry zawsze się przyda. Czasem na weekend, czasem nawet na miesiąc.
Wioletta zawsze przyjmowała ich z radością. W domu było miejsce, a Zosia była spokojnym dzieckiem. Z czasem Wiola zaczęła zostawiać córkę u siostry nawet bez siebie — najpierw na kilka dni, potem na tydzień, a latem na cały miesiąc. Tłumaczyła, że chce odpocząć z mężem. Wioletta nie protestowała. Pracowała zdalnie i, choć to było uciążliwe, pomagała.
Sama Wiola nie kwapiła się do odwzajemnienia gościnności. W ich ciasnym mieszkaniu nie było miejsca dla rodziny Wioliety, więc gdy przyjeżdżali do miasta, wynajmowali pokój. A Wiola nawet nie zawsze miała czas się spotkać. To wizyta u kosmetyczki, to inne plany. Czasem wpadali tylko na godzinę — i tyle.
Ale Wioletta starała się nie myśleć o tym. Ważne, że dzieci się lubiły, a siostra, choć niedoskonała, była rodziną.
Kuba dorósł, zaczął myśleć o studiach. Rodzice mieli pieniądze na czesne. Ale tuż przed złożeniem dokumentów Wioletta ciężko zachorowała. Gorączka, osłabienie. Jacek obiecał zawieźć syna do miasta, ale nie mógł zostać — praca.
Wtedy Wioletta zdecydowała się zadzwonić do siostry:
— Wiolu… — szepnęła ledwo słyszalnie. — Mógłbyś jutro pomóc Kubie z dokumentami? Spotkać go, zawieźć na uczelnię, dopilnować… I żeby u ciebie przenocował? Jacek odbierze go rano…
Długa cisza.
— Przepraszam, ale nie dam rady — odpowiedziała Wiola.
— Dlaczego? — Wioletta nie wierzyła własnym uszom.
— Mam wizytę u kosmetyczki, potem z Zosią musimy po zakupy — wyjeżdża na kolonie, trzeba ją przygotować.
— Wiola, nigdy cię o nic nie prosiłam. To tylko jeden dzień…
— Naprawdę nie mogę. — Głos siostry brzmiał stanowczo.
— A przenocować? Nawet na podłodze!
— Wiola, to już duży chłopak. Gdzie ja go ulokuję? W sypialni? Albo w pokoju Zosi? Oboje nastolatki, byłoby dziwnie. A kuchnia u nas mikroskopijna — sama wiesz…
Wioletcie zaczęły szczypać oczy. Przez tyle lat nigdy nie odmówiła siostrze. Zawsze przyjmowała, pomagała, karmiła. A w zamian…
— Dobrze. Wszystko zrozumiałam. — Powiedziała cicho.
W końcu pomógł daleki krewny Jacka, z którym ledwo się znali. Z radością przyjął Kubę, zawiózł go na uczelnię, pomógł z dokumentami, nawet pokazał mu miasto.
Kuba dostał się na studia. Rodzice wynajęli mu pokój. WyrosWioletta jednak nigdy nie zapomniała, że w najtrudniejszym momencie siostra odwróciła się od niej.



