Wybacz, że tak się stało

— Karol, na pewno wszystko zabrałeś? Nie trzeba przeglądać jeszcze raz? — krzyknęłam, zatrzymując się przed zamkniętymi drzwiami do łazienki.

— Kasia, nie przesadzaj! Całą walizkę spakowałem, przecież widziałaś — odpowiedział przez szum prysznica. Ale jego głos… zadrżał. Czy mi się wydawało?

— Walizkę widziałam. Ale co do niej wrzuciłeś — już nie — mruknęłam, odsuwając się.

— Kasia, zrób mi kawę. Mocną. Bez mleka — dodał już spokojniej, wyłączając wodę.

Poszłam do kuchni, w milczeniu wyjęła tygielek, nalałam wody, wsypałam zmieloną kawę, szczyptę soli — tak jak lubił. Mamy ekspres, ale Karol uwielbiał kawę, którą gotowałam ja. „Jesteś taka troskliwa” — powiedział wczoraj, wracając późno z pracy i widząc, jak po staromodnemu otuliłam kolację ręcznikiem, żeby nie ostygła.

Ostatnio coraz częściej zostawał w biurze — niby dla kariery. Przygotowuje się do awansu. A ja? Cicho wspierałam. Gotowałam, prasowałam, znosiłam.

— Boski aromat boskiego napoju! — zawołał Karol, wchodząc do kuchni i odgarniając mokre włosy. Usiadł przy stole, sięgnął po filiżankę.

— Kasia, dzisiaj mam dostawę — zamówiłem pokrowce do auta. Odbierz, proszę. Płatne przy odbiorze — powiedział, wsypując do kawy łyżeczkę cukru.

— Jasne. Jak zwykle — usiadłam naprzeciwko.

— Wyjazd służbowy w najmniej odpowiednim momencie — westchnął. — Ale nie mogę odmówić. Rozumiesz — szansa może się nie powtórzyć. Starszy menedżer to nie przelewki.

— No tak… Nie sądziłam, że na takim stanowisku trzeba będzie jeździć po kraju.

— Kaprysy szefostwa. Mam jeszcze pół godziny, sprawdzę coś na telefonie.

Wstał, poszedł do drugiego pokoju. Filiżanki po sobie nie sprzątnął. No trudno. Niech będzie — i tak jest spięty.

Sięgnęłam po jego kubek, gdy nagle telefon zadrżał — wiadomość. Otworzyłam.

„Kasia, Karol kłamie. To nie służbówka. Leci z Olą Kowalską do Włoch. Powstrzymaj go, póki nie za późno. Zrujnuje sobie życie.”

Ania. Jego młodsza siostra.

Coś we mnie pękło. On… z Olą? Nie może być. Żart? Ale Ania nie jest typem, który robiłby takie żarty. I na pewno by nie kłamała.

Świat przed oczami rozmył się. Powietrze stało się ciężkie jak beton. Ledwo oddychałam. Z trudem wstałam, nalałam sobie wody — i osunęłam się z powrotem na krzesło.

Chciało mi się wyć. Krzyczeć. Roztrzaskać wszystko w drobny mak. A w głowie tylko jedno: „Za co?”

Ścisnęłam złość w pięść. Chciałam rzucić się na niego, urządzić scenę, zdjąć mu maskę. Ale… nie zrobiłam tego. Nie zasłużył.

Niech leci. A ja zrobię mu niespodziankę. Nie krzykiem — czynem.

Otworzyłam aplikację bankową. Na wspólnym koncie — milion dwieście. Niespodzianka – brakowało już trzystu tysięcy. Na moje pieniądze, swoją drogą. Moje honoraria za projekty, moja praca po nocach. A on… na moich oszczędnościach wozi swoją dawną miłość na wakacje.

O Oli wiedziałam. Karol sam opowiadał, Ania też kiedyś rzuciła słówko. Szkolna miłość, wietrznica. Rzucała go dwa razy — raz dla bogatszego, raz dla lepszej posady. A teraz znowu wróciła. Karol znowu dał się nabrać. I znowu kłamie.

Mógł przynajmniej powiedzieć wprost: „Kasia, kocham inną. Przepraszam.” Byłoby boleśnie, tak. Ale nie tak obrzydliwie. A on? Jak szczur. Pieniądze zabrał, o wyjeździe na kłamstwie, walizkę spakował…

No cóż. Resztę wypłacę ja. Dzisiaj. Do grosza. Potem – rozwód. Jego rzeczy – kurierem do rodziców.

Sprawdziłam kalendarz – jutro w południe ważna prezentacja online. Jeśli pójdzie dobrze – wezmę urlop. Nie do Włoch, oczywiście. Do Portugalii, na przykład. Albo gdzieś, gdzie jeszcze nie postawił stopy.

— Kasia, wychodzę, wolę wyjechać wcześniej — zajrzał do kuchni elegancki, w garniturze i krawacie.

— Pa. Udanej podróży służbowej — wycharczałam, ściskając filiżankę.

— Co to za ton?

— Wydawało ci się.

— Będę tęsknił…

— Wątpię, że będziesz miał na to czas.

— Nie odprowadzisz?

— Wolę pozmywać.

— No trudno. Idę.

— Idź.

Drzwi zatrzasnęły się. Karol nawet nie podejrzewał, że wychodzi na zawsze. Jutro zmienię zamki.

Usiadłam na krześle. Rozpłakałam się. Gorzko. Z upokorzenia, z bólu. Zdrajca.

Znowu wiadomość od Ani:

„Kasia, jak się czujesz?”

Otarłam łzy, wybrałam jej numer.

— Ania, skąd informacja?

— Koleżanka Oli powiedziała. Znowu się do niego przypchała. Dał się złapać. Kasia, przepraszam, że to…

— Dziękuję, że powiedziałaś. Nie zatrzymałam go. Niech leci.

— Idiota. Ona go znowu wykorzysta i wyrzuci.

— Jego wybór. Ania, nie mów mu, że wiem.

— I tak nie mam ochoty z nim gadać. Mam dość!

— Dziękuję. Chcę, żebyśmy zostały w kontakcie. Nawet po rozwodzie.

— Oczywiście, Kasia. Trzymaj się.

Otworzyłam bank jeszcze raz. Minus sto tysięcy. Szybko! Nie. Wzięłam głęboki oddech. Przeleję wszystko do mamy. Mojej mamy. Nie ma już do tego prawa.

— Mamo, przelewam ci milion sto. Resztę on zabrał.

— Co się stało, córeczko?

— Rozwód. Leci z kochanką do Włoch.

— Jezu… Kasia, trzymaj się. Jesteśmy z tobą. To przeminie. Jeszcze spotkasz kogoś godnego.

— Nie, mamo. Nie będę nikogo szukać. Może po prostu urodzę sobie dziecko. I tyle.

— Hm… to też droga. Swoją drogą, ciocia Ewa ma siostrzeńca… przystojny chłopak…

— Mamo, nie teraz.

— No dobrze. Ważne, żebyś się nie załamywała, córeczko.

Rozłączyłam się. Wzięłam się w garść. Jutro będzie nowy dzień. Karol odszedł, ale ja zostałam. Cała. P— Wiesz co, Mamo? Może jednak umówię się z tym siostrzeńcem cioci Ewy.

Rate article
Fajna Tajna
Wybacz, że tak się stało