Niszczy nas od środka: boję się, że wuj mojego męża zrujnuje naszą rodzinę
Wuj mojego męża, Władysław Piotrowicz, zawsze był dla niego przywiązaniem. Szanował go, stawiał za wzór, we wszystkim mu ufał. Ja od pierwszego dnia nie rozumiałam, co można w tym człowieku cenić. Opryskliwy, zrzędliwy, wiecznie w konflikcie – czy to z sąsiadami, kolegami z pracy, czy z rodziną. Na poprzedniej posadzie trzymali go tylko ze względu na staż, choć i tam zdążył pokłócić się z połową zespołu.
Wszystko się zmieniło, gdy Władysław Piotrowicz wziął mojego męża, Jacka, do swojej ekipy. Przed nim nikt tam nie wytrzymywał – uciekali najpóźniej po pół roku. Wuj czepiał się każdego szczegółu, poganiał, zrzucał winę na innych. Ale Jacek to człowiek łagodny, niekonfliktowy. Znosił to, cicho poprawiał, gasił wybuchy wujowej złości. Czasem oczywiście wybuchał, ale potem się godzili. Praca mu nawet odpowiadała, choć niesprawiedliwy podział zysków – połowa dla wuja, połowa dla niego – zawsze mnie drażnił.
Po ślubie zrozumiałam jedno: Jacek nie powinien pić. Zamienia się w obcego człowieka – agresywnego, nieprzewidywalnego. Miałam nadzieję, że Władysław Piotrowicz jakoś pomoże, nakieruje. W końcu mąż go szanował. Ale wszystko poszło nie tak. Zamiast pomocy – dolewanie oliwy do ognia. Zaczęli razem chodzić do knajpy, pić. Po takich wieczorach Jacek był w strasznym stanie. A gdy próbowałam coś powiedzieć, odpowiadał, że „w rodzinie mężczyzna jest głową, a kobieta ma słuchać”. Te słowa, jestem pewna, wpoił mu wuj.
Później, podczas jednej z awantur, Jacek zaczął powtarzać za wujem absurdalne rzeczy o mojej mamie. Że to intrygantka, że nastawia wszystkich przeciwko niemu. Choć widzieli się może dwa razy, i to zawsze uprzejmie, kulturalnie. Stało się dla mnie jasne: wuj nie tylko wpływa – on celuje w podburzenie męża przeciwko mojej rodzinie. Przeciwko mnie.
Z Jackiem zawsze wszystko rozwiązywaliśmy wspólnie. A teraz on się oddala. Nie słucha moich rad, na każde słowo krytyki reaguje agresją. Jakbym była zagrożeniem dla jego wuja, a nie żoną. Patrzyłam, jak mój mąż się zmienia, i wiedziałam, że źródłem wszystkich problemów jest jego wuj. Ale jak walczyć z kimś, kogo twój mąż uważa za autorytet?
A potem stało się coś nieoczekiwanego: Władysława Piotrowicza zwolnili. Kolejna awantura, kierownictwo straciło cierpliwość. A Jacka – przeciwnie, awansowali. Postawili go na miejsce wuja. To był cios dla dumy Władysława. Wyjechał z miasta, niby „tymczasowo”, ale, jak się dowiedziałam, po prostu nie mógł znieść, że teraz jest niżej w hierarchii.
I wtedy mój mąż oznajmił, że wuj wraca. Zaproponowano mu stanowisko pomocnika – pod kierownictwem Jacka. Byłam przerażona. Prosiłam męża, żeby porozmawiał z przełożonymi, znalazł innego współpracownika. Ale nawet nie chciał słuchać. Powiedział, że bez pomocnika sobie nie poradzi, a z wujem kiedyś dobrze im się pracowało.
Tylko ja wiem, jak to się skończy. On nie pogodzi się z byciem podwładnym. Znajdzie sposób, żeby podważyć, podpuścić, podkopać. Ma w tym doświadczenie. Zazdrości. Nie umie działać na równych zasadach. Zawsze ciągnie koWładysław wróci, a ja nie wiem, czy nasz związek przetrwa tę kolejną próbę.



