Cienie przeszłości: droga do nowego szczęścia
Krzysztof wyszedł z pracy, ledwo utrzymując równowagę na oblodzonych schodach. Poprzedniego dnia padał mokry śnieg, nocą zrobiło się mróz, a rano lodowaty wiatr smagał twarz. Na ulicach huczały samochody, kierowcy trąbili, spiesząc się do domów. Kiedyś Krzysztof irytował się korkami, ale teraz były wybawieniem – nie miał ochoty wracać do domu.
Coś pękło w jego relacji z Kingą. Siedem lat małżeństwa, które zaczęło się jeszcze na studiach, rozpłynęło się w codziennej rutynie. Miłość, jeśli w ogóle istniała, wyparowała, pozostawiając tylko przyzwyczajenie. Krzysztof coraz częściej zadawał sobie pytanie: gdzie to uczucie, które ich kiedyś łączyło? Czy w ogóle było prawdziwe?
Kryzysy zdarzają się w każdym związku, ale oni nie mieli dzieci, dla których byłoby warto walczyć. Ich małżeństwo od samego początku było spokojne, pozbawione gwałtownych namiętności. Krzysztof nie tracił dla Kingi głowy, ale przy niej czuł się bezpiecznie.
— Jesteśmy razem cztery lata — powiedziała pewnego dnia na uczelni. — Co dalej? Chcę wiedzieć, czy jestem w twoich planach.
Jej słowa zabrzmiały jak aluzja do ślubu. Krzysztof nie myślał o małżeństwie, ale odpowiedział:
— Oczywiście, że jesteś. Skończymy studia, znajdziemy pracę, pobierzemy się. Dlaczego pytasz?
— Chcę pewności — szepnęła.
— Nie martw się, wszystko będzie: biała suknia, wesele, dzieci — objął ją Krzysztof, wierząc, że tak się stanie.
Kinga nie wracała do tematu aż do obrony. Po studiach znaleźli pracę – ona nalegała, by w różnych firmach. Widywali się rzadziej. Przed jej urodzinami Kinga znów wspomniała o ślubie:
— Mama pyta, kiedy się pobierzemy.
— Po co się spieszyć? — wymigał się Krzysztof.
— Nie kochasz mnie? — w jej głosie zadrżały łzy. — Po co w takim razie zawracać mi głowę przez tyle lat?
Krzysztof się do niej przyzwyczaił. Po co szukać innej? W dniu jej urodzin wręczył pierścionek i oświadczył się. Kinga promieniała, jej matka ocierała łzy. W domu Krzysztof oznajmił rodzicom:
— Żenię się.
Matka zmarszczyła brwi:
— Po co tak wcześnie? Najpierw stanęlibyście na nogi. Czy są jakieś okoliczności?
Nie podobała jej się Kinga – zbyt dominująca, mimo pozornej skromności.
— Żadnych okoliczności — odparł Krzysztof. — Kochamy się. Cztery lata razem – na co jeszcze czekać?
— To jej pomysł — westchnęła matka. — Zastanów się, synu.
Ale Krzysztof już podjął decyzję.
Ślub w maju był piękny. Kinga w białej sukni wyglądała jak uosobienie wiosny. Dzieci? Postanowili zaczekać, najpierw kupić mieszkanie i samochód. Rodzice Krzysztofa pomogli z wkładem własnym. Młodzi kupili dwupokojowe mieszkanie, urządzili je. Ojciec podarował im swój stary samochód, a sobie kupił nowy. Życie się układało.
Ale Kinga wpadła na pomysł: Krzysztof powinien założyć firmę. Spotkała kolegę z roku, który handlował elektroniką i szukał wspólnika.
— Jestem budowlańcem, lubię swoją pracę — zaprotestował Krzysztof. — Rynek jest przesycony, to bez sensu.
— Myślałam, że chcesz pracować na siebie — nalegała. — Elektronika zawsze się sprzeda. Można przebić konkurencję.
— Nie chcę — odciął się.
Kinga się obraziła. Pierwszy raz poważnie się pokłócili, przez kilka dni nie rozmawiali. Potem się pogodzili, ale ona wróciła do tematu, twierdząc, że biznes szybciej spłaci kredyt. Krzysztof zaczął podejrzewać, że matka miała rację: pospieszył się z małżeństwem. Czy w ogóle kocha Kingę?
Na szczęście kolega zbankrutował i temat biznesu się zamknął. Spłacili kredyt, kupili Krzysztofowi terenówkę, potem małe auto dla Kingi. Czas pomyśleć o dzieciach. Matka Krzysztofa niepokoiła się:
— Dlaczego nie macie dzieci? Coś nie tak?
— Wszystko będzie — uspokajał ją, nie wspominając, że Kinga jest przeciwna.
— Znajomi już mają dzieci — powiedział żonie. — Za chwilę trzydziestka. Mamy pracę, mieszkanie, samochody. Czas.
— Jakie dzieci? — machnęła ręką. — Nie rzucę kariery dla urlopu macierzyńskiego. Zostać gospodynią domową? Przestaniesz mnie kochać.
Kinga dostała awans, zanurzając się w projekty. Dzieci pozostały marzeniem Krzysztofa, ona wybrała karierę.
Wieczorem, wydostawszy się z korka, wszedł do mieszkania. Kinga siedziała z telefonem.
— Dlaczego tak długo? — burknęła.
— Korki — odparł krótko.
— Dzwoniła Ola, zaprasza na sylwestra — powiedziała. — Dlaczego milczysz?
— Już się zgodziłaś — wzruszył ramionami Krzysztof.
— A ty jesteś przeciw? — spytała zirytowana.
— Chciałem zostać w domu. Oddalamy się, Kinga. Zostańmy sami, romantycznie, przy świecach.
— Poważnie? — prychnęła. — Będziemy gapić się w telewizor, potem do twoich rodziców, potem do mojej mamy. Nuda. Obiecałam Oli.
Wróciła do telefonu. Krzysztof spróbował jeszcze raz:
— Powiedzmy, że plany się zmieniły.
— Nie — odcięła się.
Na imprezie u Oli było gwarno. Krzysztof zauważył, jak jakiś mężczyzna nie spuszcza wzroku z Kingi. Kokietowała go, śmiała się głośno, a potem poszła z nim tańczyć. Po tańcu oddalili się w kąt, żywo rozmawiając. Krzysztof, nie mówiąc słowa, wyszedł.
Kinga wróciła po trzech godzinach, rozgorączkowana:
— Zostawiłeś mnie samą!
— Byłaś zajęta — odparował. — Odprowadził cię ten dżentelmen?
— Tak! A ty… — urwała.
— Co ja? On jest bogaty, a ja nieudacznik? Może się rozwie”Za drzwiami usłyszał płacz córeczki i nagle zrozumiał, że prawdziwe szczęście odnalazł właśnie teraz.”



