Gdy wyniki badań były gotowe, Weronika poczuła, jak serce ściska się z żalu. W jej wnętrzu rósł mały człowiek — może dziewczynka, jasnowłosa, z psotnym uśmiechem. Lecz strach i rozpacz zagłuszały te myśli. Wsiadła do zatłoczonego autobusu, by jechać do poradni. Na przystanku, wysiadając, o mało nie upadła w tłumie. Nagle coś zsunęło się z jej ramienia. Krzyknęła — pasek torebki był przecięty. Złodzieje ukradli wszystko — pieniądze, dokumenty, wyniki badań.
Łzy dusiły ją w gardle, ale nie miała wyboru. Weronika wróciła do domu. Część badań musiała powtórzyć, część odtwarzać. Gdy drugi raz wychodziła z autobusu, potknęła się i mocno stłukła nogę. Ból przeszył całe ciało, a w duszy zagościł przesąd: „Jak pójdę trzeci raz, to w ogóle nie dojdę”. Wtedy podjęła decyzję — dziecko będzie żyć. Strach ustąpił, a na sercu zrobiło się lżej.
Ciąża przebiegała spokojnie. USG potwierdziło — to dziewczynka. Weronika już wiedziała, jak ją nazwie — Zosia. Lecz podczas kolejnego badania lekarze zaskoczyli ją: u płodu podejrzewali zespół Downa.
— Trzeba wykonać amniopunkcję, badanie płynu owodniowego — powiedziała lekarka, wypisując skierowanie. — Ale ostrzegam: to ryzykowne, może spowodować poronienie lub infekcję.
Weronika, z ciężkim sercem, zgodziła się.
W dniu zabiegu przyjechała do poradni z Marcinem. On został na korytarzu, nerwowo obracając klucze w dłoniach. Weronika, z drżącymi nogami, weszła do gabinetu. Lekarka podłączyła aparat, by posłuchać bicia serca dziecka. Biło tak szybko, że zdawało się, iż zaraz pęknie.
— Poczekamy — zdecydowała. — Podamy magnez, żeby uspokoić.
Weronikę odprawiono na korytarz. Siedziała, zaciskając dłonie, podczas gdy Marcin próbował ją pocieszyć. Po pół godzinie wezwano ją ponownie. Serce dziecka wróciło do normy, lecz teraz maluch ułożył się plecami — w tej pozycji nie dało się pobrać próbki.
— Poczekamy jeszcze — westchnęła lekarka. — Może się obróci.
Za trzecim razem wszystko było idealne: dziecko ułożyło się prawidłWeronika urodziła zdrową dziewczynkę, a każde spojrzenie na uśmiech Zosi przypominało jej, że tamtego dnia los stanął po ich stronie.



