Rozwód zmiótł Marinę jak walec. Uwielbiała męża i nie spodziewała się zdrady — a jednak zdradził ją z jej najlepszą przyjaciółką. W jednym dniu straciła dwoje ludzi, którym ufała bezgranicznie. Wiara w mężczyzn legła w gruzach. Kiedyś, słysząc, że „wszyscy zdradzają”, machała ręką: „Mój Artur jest inny”. Teraz zdrada wypaliła w niej pustkę i przysięgła sobie, że nigdy więcej nie otworzy serca przed nikim.
Marina wychowywała córkę Elizę. Były mąż regularnie płacił alimenty, czasem widywał się z dziewczynką, ale nie palił się do ojcostwa. Marina pogodziła się z myślą: samotność do końca życia. Zaczęła nawet w tym znajdować gorzką satysfakcję — życie bez mężczyzny wydawało się prostsze. Ale los lubi płatać figle.
Na urodzinach koleżanki z pracy w przytulnej kawiarni w Lublinie Marina poznała Jacka — brata jubilatki. On też przeżył rozwód i, ku jej zaskoczeniu, jego syn Kamil mieszkał z nim, a nie z matką. Jacek wyjaśnił: chłopak sam wybrał ojca, a była żona, zajęta nowym związkiem, nie protestowała. Dla niej nastolatek był tylko balastem.
Tamten wieczór obudził w Marinie dawno zapomniane uczucie. Jak młodziutka dziewczyna poczuła dreszczyk, motyle w brzuchu — coś, czego nie doświadczyła od lat. Jacek również nie pozostał obojętny. Oboje, poranieni przez życie, bali się nowych uczuć, lecz iskra między nimi zapłonęła niepowstrzymanie.
Jacek wyprosił u siostry numer Mariny i, zebrawszy się na odwagę, zadzwonił. Nie nazywając tego randką — słowo wydawało się śmieszne w ich wieku — zaproponował spotkanie i rozmowę. Poszli do małej restauracji, rozmawiali do zamknięcia, nie zauważając upływu czasu. Potem była kolejna randka, i następna…
Pewnego dnia Eliza została u ojca, i Marina zaprosiła Jacka do siebie. Po tej nocy wiedzieli: nie chcą się już rozstawać. Ich miłość, dojrzała i czuła, wydawała się ratunkiem od przeszłości. Ale był jeden problem — dzieci.
Oboje mieli nastolatków. Kamil, syn Jacka, był o rok starszy od Elizy. Różniły ich charaktery, zainteresowania, przyjaciele. Początkowo Marina i Jacek jedynie się spotykali, czasem wychodzili razem z dziećmi, lecz z bólem dostrzegali: Eliza i Kamil nie tylko byli obojętni — ledwo ukrywali niechęć.
Po półtora roku Jacek nie wytrzymał. Oświadczył się MarinPoprosił ją o rękę, a gdy przyjęła jego pierścionek, oboje poczuli, że od teraz już nic nie będzie takie samo.



