Jadwiga i jej mąż Czesław siedzieli przy stole w swoim przytulnym domu w wiosce Podlesie. Nagle usłyszeli pukanie do drzwi. Na progu stała koleżanka z klasy Jadwigi – Bogusia. Gospodarze wymienili spojrzenia, ich twarze wyrażały zaskoczenie. Bogusia rzadko ich odwiedzała, a jej wizyta była niespodziewana.
— Wchodź, Bogusiu — powiedziała Jadwiga, starając się ukryć zmieszanie. — Przyznaję, zaskoczyłaś nas swoim pojawieniem się.
— Nie będę owijać w bawełnę — zaczęła Bogusia, ledwo przekraczając próg. — Myślę, że wy, podobnie jak ja, chcecie, by wasze dzieci były blisko i szczęśliwe…
— Coś ty tak zawile mówi? — zmarszczył brwi Czesław. — Siadaj, Jadzia ugotowała kapuśniak jak się patrzy, częstuj się.
— Mój syn postanowił się ożenić — wyrzuciła z siebie Bogusia, patrząc na nich z determinacją.
— O rany! A co my do tego? — zdziwił się Czesław, odkładając łyżkę.
Jadwiga i Czesław nie rozumieli, do czego zmierza gość, a napięcie w pokoju rosło.
Jadwiga z córką Krysią szły ulicą wioski. Na poboczu stały dwie sąsiadki, żywo dyskutujące o czymś. Zauważywszy Jadwigę, zamilkły i zwróciły się w jej stronę, wyraźnie czekając na wieści o jej podróży do starszego syna.
Po przywitaniu Jadwiga z córką zatrzymały się, zapytały o sprawy sąsiadek i krótko opowiedziały o wnuku i jego matce. Już miały iść dalej, gdy nagle obok przeszła kobieta. Uśmiechnęła się i głośno powiedziała:
— Cześć, koleżanko! Jak tam? Wszystko gra? Postałabyś, pogadała z sąsiadkami, gdzie się tak spieszysz?
Jadwiga spojrzała w jej ciemne oczy, oprawione długimi rzęsami, i odparła z lekkim uśmiechem:
— Do domu pędzę. Czesia trzy dni nie widziałam, stęskniłam się.
Bogusia obrzuciła ją ironicznym spojrzeniem:
— Oj, oj. Miłość przychodzi i odchodzi. Jeśli będziesz potrzebować współczucia — zgłoś się.
Jadwiga tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi:
— Twój wzrok jest pełen współczucia, ale nie wierzę w jego szczerość…
Ruszyła z córką w dalszą drogę.
— Mamo, czemu ta ciocia jest taka złośliwa? — spytała Krysia. — Ona zawsze jest czymś niezadowolona.
— Taki już ma charakter — odpowiedziała Jadwiga, choć znała prawdziwą przyczynę uszczypliwości Bogusi.
— Przy każdej okazji próbuje cię podkopać — nie dawała za wygraną Krysia. — A ty zawsze wiesz, jak odpowiedzieć. Dlaczego ona tak się zachowuje?
— Chcesz prawdę? — zaśmiała się Jadwiga. — Bogusia była zakochana w twoim ojcu, a on wybrał mnie.
Krysia zastygła w zdumieniu.
— Serio?! Kochał was obie i wybrał ciebie? Dlaczego?
Jadwiga roześmiała się:
— Zapytaj ojca…
Wieczorem, po kolacji, Krysia usiadła na kanapie obok ojca, który oglądał telewizję. Przytulając się do niego, nagle zapytała:
— Tato, opowiedz, dlaczego wybrałeś mamę, a nie ciocię Bogusię?
Czesław zdziwił się, spojrzał na córkę, potem na żonę.
— No, opowiadaj, córci jest ciekawie — uśmiechnęła się Jadwiga.
— To było dawno, ale tamten dzień pamiętam, jakby to było wczoraj — zaczął Czesław. — Przed świętami w szkole zorganizowali wieczór dla starszych klas. Twoja mama była Śnieżynką, a Mikołajem — mój kolega Tomek, najwyższy w klasie. Mamie tak pasował ten strój! Niebieska sukienka w kolorze jej oczu, a warkocz — długi, do pasa. Wtedy moje serce zadrżało. Zrozumiałem, że chcę, by była przy mnie zawsze.
— Ale byłem nieśmiały — ciągnął. — Czekałem na odpowiedni moment. Po szkole nie udało mi się dostać do technikum, a mama wyjechała na studia do miasta. Łaziłem po wiosce, licząc, że zobaczę ją, gdy przyjeżdżała na weekend. Pewnego razu zobaczyłem, jak idzie ze sklepu. Zebrałem się w sobie, podszedłem i powiedziałem, że idę do wojska. Myślałem, że machnie ręką, a ona nagle się rozpłakała.
— “To znaczy, że długo cię nie zobaczę?” — powiedziała. O mało nie podskoczyłem z radości. Przytuliłem ją i szepczę: “Dwa lata szybko zlecą. Pisz, dzwoń, dobrze?” Kiwnęła głową, pocałowała mnie w policzek i uciekła do domu.
— Służba minęła jak z bicza strzelił dzięki jej listom — uśmiechnął się Czesław. — Wróciłem, zaraz się oświadczyłem i pobraliśmy się.
— Tato, jakie macie z mamą piękne wspomnienia! — powiedziała rozmarzona Krysia.
— Ej, za wcześnie ci jeszcze na myślenie o weselu — mrugnął ojciec.
Krysia roześmiała się i wybiegła z pokoju.
Bogusia uczyła się z Jadwigą w jednej klasie. Była postawna, o ostrych rysach, podczas gdy Jadwiga — drobna, lecz silna. Jadwiga miała trzech braci, a ojciec uczył ich ćwiczeń fizycznych. Jadwiga ćwiczyła z nimi i wkrótce podciągała się na drążku nie gorzej niż bracia.
Pewnego dnia na wuefie poprosiła o pozwolenie na podciągnięcie się i zaskoczyła wszystkich, osiągając wynik równy chłopcom. Po tym wydarzeniu chłopcy zaczęli ją szanować, a dziewczyny wściekały się, ukrywając zawiść za kpinami.
Jadwiga zawsze była uprzejma i uśmiechnięta, nigdy nie wdawała się w kłótnie, a na zaczepki odpowiadała przysłowiami lub ciętą ripostą.
W starszych klasach wiele dziewcząt miało adoratorów. Bogusia była zakochana w Czesławie, pisała mu liściki, zapraszała na potańcówki w domu kultury. Ale gdy wrócił z wojska, oświadczył się Jadwidze. Od tej pory między kobietami narastała ukryta wrogość.
Wkrótce Bogusia wyszła za mąż za kolegę z klasy i zamieszkała niedaleko Jadwigi, która już urodziła syna. Lata mijały. Jadwiga urodziła dwóch synów i córkę, a Bogusia wciąż nie mogła zostać matką. Lekarze twierdzili, że nie ma problemów, ale dzieci nie było. Bogusia podejrzewała, że przyczyną była jej młodość, gdy w czasie nauki w mieście zaszła w ciążę,— Ale teraz to już przeszłość — dodała z uśmiechem, patrząc, jak Krysia i Andrzej kręcą się w kuchennym zamieszaniu, przygotowując swoją pierwszą wspólną wigilię.



