Anna wróciła z pracy do swojego mieszkania w podwarszawskiej miejscowości Sosnowa. Gdy otworzyła drzwi kluczem, zastygła w przedpokoju. Obok jej butów i półbutów męża stały eleganckie, obce kozaki. Od razu je rozpoznała – należały do siostry męża, Małgorzaty. „Po co ona tu jest? Andrzej nie wspominał, że Małgosia ma przyjść” – pomyślała Anna, czując narastający niepokój. Chciała zawołać męża, ale instynkt podpowiedział jej: nie śpiesz się. Zamiast tego przystanęła, nasłuchując rozmowy dobiegającej z salonu. To, co usłyszała, ścisnęło jej serce przerażeniem.
– Aniu, twój znowu w delegacji? – zagadnął ją kolega z pracy, Krzysztof, doganiając ją na parkingu przed biurem. – Może wpadniemy do kawiarni? Wypijesz swoją ulubioną latte, pogadamy, bo ciągle tylko „cześć” i „pa”.
– Wybacz, Krzysztof, dziś nie wypali – odparła Anna, wymuszając uśmiech. – Andrzej obiecał wrócić wcześniej, chcemy wybrać meble do kuchni. Wciąż nie urządziliśmy się po remoncie. A tak w ogóle, on od dawna nie jeździ w delegacje.
– I zawsze wraca punktualnie? – w głosie Krzysztofa zabrzmiała leciutka ironia.
– Nie zawsze – westchnęła Anna. – Potrzebujemy teraz pieniędzy, więc Andrzej zostaje w pracy dłużej. Jak urządzimy mieszkanie, może będzie lżej.
– Rozumiem – uśmiechnął się Krzysztof, życzył jej miłego wieczoru i odszedł w przeciwną stronę.
Annie poszczęściło się – autobus przyjechał szybko, choć zwykle trzeba było długo czekać. Zajęła miejsce przy oknie i zamyśliła się. Kiedyś prawie wyszła za Krzysztofa. Rozstali się przez głupią kłótnię, której przyczyny już nawet nie pamiętała. Potem pojawił się Andrzej, a Anna, chcąc udowodnić Krzysztofowi, że sobie poradzi, szybko zgodziła się na ślub. „No proszę, patrz, nie jestem sama, teraz pożałujesz” – myślała wtedy.
Krzysztof próbował się pogodzić, przepraszał, przysięgał, że uczyni ją szczęśliwą, ale Anna była już zauroczona Andrzejem. Uznała, że nigdy nie kochała Krzysztofa, że to wszystko była pomyłka. Z czasem prawie o nim zapomniała, ale niedawno został przeniesiony do ich oddziału z centrali. Krzysztof udawał, że cieszy się z przypadkowego spotkania, ale Anna podejrzewała, że specjalnie załatwił sobie przeniesienie, gdy dowiedział się, gdzie pracuje. Cieszyło ją, że wciąż jest nieżonaty i patrzy na nią z tą samą czułością. Głęboko w sercu życzyła mu szczęścia, ale gdzieś w środku czuła lekką zazdrość wobec jego przyszłej żony – Krzysztof umiał pięknie się zalecać, był prawdziwym romantykiem.
Andrzej natomiast był dobrym mężem, ale ostatnio coraz częściej znikał w pracy. Starał się dla ich przyszłości, żeby im niczego nie brakowało, ale dla Anny nie zostawało już czasu. Mieszkali w mieszkaniu siostry Andrzeja, Małgorzaty, która uprzejmie zaoferowała im lokum, póki jej dzieci są małe. Małgosia i jej mąż nie znali problemów finansowych – ona nigdy nie pracowała, a mieszkania wynajmowali jako inwestycję na przyszłość dzieci. Anna i Andrzej zrobili remont po swojemu, teraz kupowali meble. Ale czasem Anna żałowała, że nie wynajęli gotowego mieszkania. Tyle pieniędzy poszło na remont, że starczyłoby na lata najmu lub wkład własny do kredytu. Andrzej jednak wpadł na ten pomysł, gdy Małgorzata im to zaproponowała.
Anna wysiadła z autobusu i pośpieszyła do domu. W powietrzu unosił się zapach zbliżającego się deszczu, ale nie zauważała chłodu. Myśli plątały się, nie pozwalając się skupić. Ile czasu minęło, odkąd z Andrzejem wprowadzili się do tego mieszkania? Rok? Półtora? Dokładna data umykała, ale wrażenie, że ich dom wciąż jest tymczasowy, nie opuszczało jej. Robili remont, urządzali się, ale ciągle czekali na coś więcej, jakby prawdziwe szczęście było gdzieś dalej.
Podchodząc do klatki schodowej, Anna zdała sobie sprawę, że idzie wolno, jakby odwlekała moment powrotu. Drzwi wejściowe skrzypnęły, wpuszczając ją w półmrok. Wchodząc na trzecie piętro, czuła narastający niepokój.
Gdy weszła do mieszkania, zastygła. Obok jej butów i adidasów Andrzeja stały eleganckie kozaki Małgorzaty – drogie, na niewielkim obcasie. „Po co ona tu jest?” – pomyślała Anna, nie przypominając sobie, by mąż wspominał o wizycie siostry.
Chciała krzyknąć, że jest w domu, ale coś ją powstrzymało. Intuicja podpowiadała: nie śpiesz się. Anna wstrzymała oddech, nasłuchując głosów z salonu.
– Z mężem planowaliśmy wakacje – mówiła Małgorz– ale on nie może wziąć urlopu, więc postanowiłam oddać wam vouchery – dodała ciszej – pod warunkiem, że pojedziesz nie z Anną, ale z Kasią.



