Niespodziewany gość

Niespodziewana gość

W malutkiej wsi Stara Wieś unosił się zapach świeżego chleba, który Jadwiga Kowalska piekła w starej piekarnicy. Nagle do drzwi zapukano, a spokojna cisza w kuchni rozproszyła się jak dym. Jadwiga otarła ręce o fartuch i pospieszyła otworzyć.

— Mamo, poznaj, to Kasia, moja narzeczona — na progu stał jej syn Marek, promieniejąc szerokim uśmiechem.

Jadwiga spojrzała na dziewczynę i zastygła, jakby rażona piorunem. Kasia była wysoka, prawie pod dwa metry, w krótkiej spódnicy, na wysokich obcasach, z intensywnym makijażem i ogromną torbą w dłoni.

— Witaj — wykrzywiła Jadwiga, próbując ukryć szok. — Franek, chodź tu! — zawołała do męża. — Marek przywiózł naszą przyszłą synową, poznaj ją!

Franek, szurając kapciami, wyszedł w rozciągniętej koszulce. Gdy zobaczył Kasię, otworzył usta, jakby ujrzał ducha.

— No cześć — wybełkotał i, otrząsnąwszy się, wrócił do pokoju, żeby się przebrać.

Jadwiga spojrzała na niego z wyrzutem. Kiedy syn dwa dni temu powiedział, że przyjedzie nie sam, ucieszyła się. Marek miał już ponad trzydzieści lat, najwyższy czas założyć rodzinę. Wyobrażała sobie skromną dziewczynę, może z warkoczem, w zwykłej sukience. Ale Kasia? Takiej się nie spodziewała. Buty na szpilkach, jaskrawe paznokcie, torba, z której wystawały jakieś pióra… To był wyzwanie dla wszystkiego, co Jadwiga uważała za normalne.

— Wejdź, Kasia — powiedziała, starając się zachować spokój. — Franek, weź torbę, czego stoisz?!

Franek, już w czystej koszuli, chwycił bagaż Kasi i zaprowadził gości do domu. Jadwiga, wykorzystując chwilę, szepnęła synowi:

— Marku, kogo ty przywiozłeś? Co to za styl?

— Mamo, nie zaczynaj — zaśmiał się Marek. — Ona tylko z zewnątrz taka jest. W środku to prawdziwe złoto, zobaczysz.

Jadwiga nieufnie prychnęła i, przeżegnawszy się, mruknęła:

— O, Boże, strzeż nas, ależ to niespodzianka.

W domu zrobiło się gwarno. Mężczyźko szeptali przy stole, a Kasia rozgościła się w pokoju Jadwigi i Franka, rozpakowując swoje rzeczy. Jadwiga patrzyła ze zdumieniem, jak z torby wyciąga kapelusze z piórami, stroje kąpielowe i błyszczące szmatki.

— Co to jest? — skrzywiła się, podnosząc coś, co przypominało nici.

— To bielizna — odparła Kasia beztrosko. — Chce pani? Mam więcej.

— Nie, dziękuję — burknęła Jadwiga, czując, że krew napływa jej do twarzy. — A dlaczego w ogóle rozkładasz się w naszym pokoju?

— U Marka mało miejsca, a wujek Franek powiedział, że się nie gniewacie — uśmiechnęła się Kasia.

— Wujek Franek, tak? — cedziła Jadwiga, rzecz mężowi ostre spojrzenie. — No proszę.

Złapała Franka za rękę i wyciągnęła go na podwórko.

— Zwariowałeś? Nasz pokój oddałeś? Teraz będziesz spał na kanapie, gościnny jesteś! — syczała.

W tej chwili z obory dobiegło muczenie krowy.

— Ojej, Jagódki nie wydoiłam przez was! — załamała ręce Jadwiga i pobiegła do obory.

Kasia, usłyszawszy to, wybiegła za nią.

— Mogę spróbować? — zapytała nieśmiało. — Nigdy nie doiłam krowy.

Jadwiga zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów.

— W tym? — zapytała sarkastycznie, wskazując na buty Kasi.

— Zaraz się przebiorę! — Kasia pobiegła do domu i wróciła w szortach i koszulce.

Jadwiga westchnęła.

— No dobra, chodź. Tylko chustkę załóż.

— Mogę kapelusz? — zaśpiewała Kasia. — Mam piękny, z kwiatami.

— Chustkę! — ucięła Jadwiga. — Kapelusz…

W oborze podała Kasi wiadro.

— Doisz tak. A ja pójdę śniadanie robić.

Minęło pół godziny, a Kasia nie wracała. Jadwiga nakryła do stołu i, mrucząc, poszła do obory. Gdy zobaczyła, co się dzieje, nie wytrzymała i wybuchła śmiechem. Kasia, z chustką na bakier, krążyła wokół krowy, zaglądając z jednej strony na drugą, i coś mamrotała.

— No przecież wszędzie patrzyłam! — tłumaczyła się, gdy Jadwiga, śmiejąc się, pokazała jej, jak doić prawidłowo.

Po śniadaniu Kasia postanowiła się opalać. Rozłożyła koc, założyła strój kąpielowy i położyła się na podwórku. Franek, który przez cały tydzień unikał roboty, nagle chwycił za kosę i zaczął kosić trawę przy płocie, zerka— Franek, a ty czemu tak się nagle za robotę zabrałeś? — zaśmiała się Jadwiga, patrząc, jak mąż nadgorliwie kosi trawę, ukradkiem spoglądając na opalającą się Kasię.

Rate article
Fajna Tajna
Niespodziewany gość