Małżeństwo bez miłości

Małżeństwo bez miłości

Wojciech ożenił się z Aliną, by zemścić się na swojej ukochanej. Chciał udowodnić, że jej zdrada go nie złamała. Z Katarzyną byli razem niemal trzy lata. Miłość do niej pozbawiała go rozsądku: był gotów rzucić świat jej pod nogi, byle tylko się uśmiechała. Wojciech marzył o ślubie, lecz Kasia studziła jego zapał: „Po co się spieszyć? Ja jeszcze nie skończyłam studiów, twój biznes ledwo zipie. Ani porządnego auta, ani własnego M. Mieszkać z twoją siostrą w jednym pokoju? Nie, dziękuję, nie zamierzam dziedzić kuchni z Kasią, nawet jeśli jest moją przyjaciółką”.

Jej słowa bolały, lecz Wojciech widział w nich prawdę. On i siostra tłoczyli się w rodzinnym mieszkaniu w Krakowie, a firmę odziedziczoną po rodzicach ciągnął z trudem. Studia porzucił, by ratować interes. Dom na wsi sprzedali wspólnie z Kasią – biznes był ważniejszy. Przez pół roku bez spadku długi rosły, oboje byli studentami: on na piątym roku, Kasia na drugim. Pieniądze ze sprzedaży pokryły długi, pozwoliły uzupełnić towar w sklepie i odłożyć trochę na czarną godzinę. Ale Kasia żyła chwilą, nie chcąc czekać. Jej rodzice zapewniali jej beztroskie życie, a Wojciech, który w jednej chwili stał się głową rodziny, patrzył w przyszłość inaczej. Wierzył, że wszystko się ułoży – będzie dom, będzie samochód.

Nieszczęście przyszło niespodziewanie. Wojciech czekał na Kasię przed kinem, jak umówili się przez telefon. Kazała nie przyjeżdżać po nią, co go zdziwiło – Kasia nienawidziła autobusów. Wypatrywał jej, gdy nagle podjechała drogim SUV-em. „Przepraszam, rozstajemy się. Wychodzę za mąż” – rzuciła, wciskając mu jakąś książkę, i zniknęła w aucie. Wojciech zastygł, nie wierząc. Co mogło się zmienić w ciągu dwóch dni jego wyjazdu służbowego?

Kasia, widząc brata, od razu zrozumiała: „Już wiesz?” – „Skinął głową” – odparł. „Znalazła sobie bogacza. Ślub dwudziestego ósmego. Prosiła mnie na świadkową, odmówiłam. Wstrętna! Za twoimi plecami knuła intrygi” – Kasia rozpłakała się ze złości za brata. „Uspokój się” – przytulił ją Wojciech. „Niech ma wszystko, a my będziemy mieć lepsze.”

Zamknął się w pokoju na cały dzień. Kasia pukała: „Zjedz chociaż, zrobiłam racuszki.” Pod wieczór wyszedł, oczy mu płonęły: „Pakuj się.” – „Co wymyśliłeś?” – „Ożenię się z pierwszą, która się zgodzi.” Kasia próbowała go opamiętać: „Tak nie można, nie tylko swoje życie niszczysz!” Ale był nieugięty: „Nie pójdziesz – pójdę sam.”

W miejskim parku było tłoczno. Jedna dziewczyna, usłyszawszy propozycję, wybuchnęła śmiechem, druga się cofnęła, trzecia, spojrzawszy mu w oczy, powiedziała: „Tak.” – „Jak się nazywasz, piękna?” – „Alina” – odparła. Wojciech porwał ją i siostrę do kawiarni na „zaręczynowe” przyjęcie. Przy stole zapanowała niezręczna cisza. Kasia milczała, Wojciech kipiał myślami o zemście. Postanowił, że jego ślub odbędzie się tego samego dnia co Kasi.

„Jest jakiś powód, dla którego zaproponowałeś małżeństwo obcej kobiecie?” – cicho zapytała Alina. „Jeśli to tylko kaprys, odejdę, nie będę miała pretensji.” – „Nie, dałaś słowo. Jutro idziemy do urzędu, a potem do twoich rodziców” – odciął się Wojciech i mrugnął: „Mówmy sobie na »ty«!”

Miesiąc przed ślubem spotykali się codziennie, poznając się nawzajem. „Wytłumacz mi, dlaczego?” – spytała raz Alina. „Każdy ma swoje tajemnice” – wymigał się. „A ty dlaczego się zgodziłaś?” – „Wyobraziłam sobie, że jestem królewną wydawaną za pierwszego lepszego. W bajkach to zawsze kończy się szczęśliwie. Chciałam to sprawdzić.”

W rzeczywistości było trudniej. Alina przeżyła miłość, która złamała jej serce, i straciła skromne oszczędności. Nauczyło ją to czytać w ludziach. Lizałów odrzucała od razu. Nie szukała „tego jedynego”, ale pragnęła mądrego, zdecydowanego mężczyznę. W Wojciechu dostrzegła siłę i powagę. Gdyby był z kumplami, a nie z siostrą, pewnie by go nie zauważyła.

„Jaka ty jesteś królewna? Śnieżka czy Królewna Śnieżka?” – zamyślił się Wojciech. „Pocałuj – a dowiesz się” – zażartowała Alina. Ale pocałunków nie było. Wojciech sam organizował wesele, Alina tylko wybierała z jego propozycji. Nawet suknię kupił sam, powtarzając: „Będziesz najpiękniejsza.”

W USC natknęli się na Kasię i jej narzeczonego. Wojciech naciągnął uśmiech: „Gratuluję” – cmoknął byłą w policzek. „Bądź szczęśliwa ze swoim milionerem.” – „Nie rób przedstawienia” – warknęła Kasia. Objęła Alinę wzrokiem: postawna, elegancka, z królewską postawą. Kasia poczuła się przegrana. Zazdrość gryzła ją od środka, szczęście wymykało się, jakby postawiła na niewłaściwego konia.

„Wszystko w porządku” – rzucił nienaturalnie Wojciech. „Jeszcze możesz się rozmyślić” – szepnęła Alina. „Nie, doprowadzimy to do końca” – odparł stanowczo. Ale w sali, patrząc w smutne oczy już żony, zrozumiał, jaką krzywdę jej wyrządził. „Sprawię, że będziesz szczęśliwa” – obiecał, wierząc w swoje słowa.

Zaczęło się codzienne życie. Kasia i Alina zaprzyjaźniły się, stając się dla siebie oparciem. Wybuchowa Kasia uczyła się powściągliwości, a Alina, z talentem do ekonomii, uporządkowała finanse. W ciągu roku otworzyli drugi sklep, potem ekipy remontowe. Biznes rósł, zyski potroiły się. Alina, jak królowa Midas, potrafiła przedstawić pomysły tak, że Wojciech myślał, iż to jego własne. Wydawało się, że żyj i ciesz się, ale jego dusza tęskniła. Nie było już tego ognia, który palił go przy Kasi. Wszystko było płaskie, przewidywalne. „Rutyna – myślał. – Nie kocham jej, iAlina spojrzała na niego przez łzy i szepnęła: *”Czasem najpiękniejsze bajki pisze życie, gdy już przestaniemy czytać te z książek.”*

Rate article
Fajna Tajna
Małżeństwo bez miłości