Przeszłość, miłość i nowy związek
Jadwiga i jej mąż Wojciech siedzieli przy stole w swoim przytulnym domu we wsi Olszynka. Nagle do drzwi zapukano. Na progu stała koleżanka ze szkolnej ławki Jadwigi – Zofia. Gospodarze wymienili spojrzenia, ich twarze wyrażały zdumienie. Zofia rzadko ich odwiedzała, a ta wizyta była zupełnie niespodziewana.
— Wchodź, Zosiu — powiedziała Jadwiga, starając się ukryć zakłopotanie. — Przyznaję, zaskoczyłaś nas swoim przyjściem.
— Nie będę owijać w bawełnę — odezwała się Zofia, ledwo przekraczając próg. — Myślę, że i wy, i ja, chcecie, aby wasze dzieci były blisko i szczęśliwe…
— Coś dziwnie się wyrażasz — zmarszczył brwi Wojciech. — Siadaj, Jadzia ugotowała kapuśniak jak się patrzy, poczęstuj się.
— Mój syn postanowił się ożenić — wyrzuciła z siebie Zofia, patrząc na nich z determinacją.
— O rety! A my tu po co? — zdziwił się Wojciech, odkładając łyżkę.
Jadwiga i Wojciech nie rozumieli, do czego zmierza gość, a napięcie w izbie rosło.
Jadwiga z córką Agnieszką szły wiejską drogą. Przy płocie stały dwie sąsiadki, żywo dyskutujące. Zobaczywszy Jadwigę, zamilkły i odwróciły się w jej stronę, wyraźnie czekając na wieści o jej podróży do starszego syna.
Przywitały się, Jadwiga z córką zatrzymały się na chwilę, wypytując o sprawy sąsiadek i krótko opowiedziały o wnuku i jego matce. Gdy już miały iść dalej, nagle obok przeszła kobieta. Uśmiechnęła się szeroko i zawołała:
— Cześć, koleżanko! Jak tam? Wszystko gra? Postałabyś, pogadała z sąsiadkami, dokąd tak pędzisz?
Jadwiga spojrzała w jej ciemne oczy, otoczone długimi rzęsami, i odpowiedziała z lekkim uśmiechem:
— Do domu się śpieszę. Trzy dni nie widziałam Wojtka, stęskniłam się.
Zofia obrzuciła ją ironicznym spojrzeniem:
— No, no… Miłość przychodzi i odchodzi. Jak będzie ci smutno, to wpadnij po współczucie.
Jadwiga tylko się uśmiechnęła:
— Twoje spojrzenie pełne jest współczucia, ale nie wierzę w jego szczerość…
Ruszyły z córką dalej.
— Mamo, dlaczego ta ciocia jest taka złośliwa? — zapytała Agnieszka. — Zawsze jest na coś obrażona.
— Taki już ma charakter — odparła Jadwiga, choć znała prawdziwą przyczynę złośliwości Zochy.
— Przy każdej okazji stara się cię obrazić — nie dawała za wygraną Agnieszka. — A ty zawsze wiesz, jak odpowiedzieć. Dlaczego ona tak się zachowuje?
— Chcesz znać prawdę? — uśmiechnęła się Jadwiga. — Zocha była zakochana w twoim ojcu, a on wybrał mnie.
Agnieszka zamarła ze zdumienia.
— Serio?! Kochał was obie i wybrał ciebie? Dlaczego?
Jadwiga roześmiała się:
— Zapytaj ojca…
Wieczorem, po kolacji, Agnieszka przysiadła na kanapie obok ojca oglądającego telewizję. Przytuliła się do niego i nagle spytała:
— Tato, dlaczego wybrałeś mamę, a nie ciocię Zochę?
Wojciech spojrzał na córkę ze zdziwieniem, później przeniósł wzrok na żonę.
— No, opowiedz, córce ciekawie — zachęciła Jadwiga.
— To było dawno, ale tamten dzień pamiętam jak wczoraj — zaczął Wojciech. — Przed świętami w szkole był bal dla starszych klas. Twoja mama była Śnieżynką, a Mikołajem — mój kolega Krzysiek, najwyższy w klasie. Mamie tak pasował ten strój! Niebieska sukienka w kolorze jej oczu, a warkocz sięgał aż do pasa. Wtedy moje serce zadrżało. Zrozumiałem, że chcę ją mieć przy sobie całe życie.
— Ale byłem nieśmiały — kontynuował. — Czekałem na odpowiedni moment. Po szkole nie udało mi się dostać na studia, a mama wyjechała do miasta na naukę. Wałęsałem się po wsi, wypatrując, gdy wracała na weekend. Pewnego razu zobaczyłem, jak idzie ze sklepu. Zebrałem się na odwagę, podszedłem i powiedziałem, że idę do wojska. Myślałem, że mnie zignoruje, a ona nagle się rozpłakała.
— “To znaczy, że długo cię nie zobaczę?” — powiedziała. Omal nie podskoczyłem z radości. Przytuliłem ją i szepnąłem: “Dwa lata szybko miną. Pisz, dzwoń, dobrze?” Skinęła głową, pocałowała mnie w policzek i pobiegła do domu.
— Służba minęła nie wiadomo kiedy, dzięki jej listom — uśmiechnął się Wojciech. — Wróciłem, od razu oświadczyłem się i wzięliśmy ślub.
— Tato, jakie piękne macie wspomnienia! — zachwyciła się Agnieszka.
— Hej, za wcześnie ci na myślenie o weselu — mrugnął ojciec.
Agnieszka parsknęła śmiechem i wybiegła z pokoju.
Zofia uczyła się z Jadwigą w tej samej klasie. Była postawna, o ostrych rysach, podczas gdy Jadwiga — drobna, ale silna. Jadwiga miała trzech braci, a ojciec uczył ich ćwiczeń. Jadwiga trenowała razem z nimi i wkrótce podciągała się na drążku nie gorzej niż bracia.
Pewnego dnia na wuefie poprosiła, by mogła spróbować swoich sił, i zadziwiła wszystkich, pokazując wynik nie gorszy od chłopaków. Od tamtej pory koledzy darzyli ją szacunkiem, a dziewczyny złościły się, ukrywając zazdrość za drwinami.
Jadwiga zawsze była miła i uśmiechnięta, nigdy się nie kłóciła, a na docinki odpowiadała przysłowiami lub zgrabnymi ripostami.
W starszych klasach wiele dziewczyn miało już adoratorów. Zofia była zakochana w Wojtku, pisała mu liściki, zapraszała na potańcówki. Ale gdy wrócił z wojska, oświadczył się Jadwidze. Od tej pory między kobietami zaiskrzyła ukryta wrogość.
Wkrótce Zofia wyszła za mąż za kolegę z klasy i zamieszkała niedaleko Jadwigi, która już urodziła syna. Lata mijały. Jadwiga urodziła dwóch synów i córkę, a Zofia wciąż nie mogła zostać matką. Lekarze twierdzili, że wszystko jest w porządku, ale dzieci nie było. Zofia podejrzewała, że przyczyną była aborcja, którą przeszła w młodości, gdy uczyła się w mieście.Była już teraz gotowa zaakceptować przeszłość i z radością patrzeć, jak ich dzieci tworzą nową rodzinę.



