Kochasz? Nie kochasz?… A może tylko siebie?

– Kocha? Nie kocha?.. A może tylko siebie?

– Jak to nie możesz się zdecydować? – Kinga wpatrywała się w swoją szkolną przyjaciółkę z takim oburzeniem, jakby ta przyznała się do zbrodni. – Jeśli wahasz się między dwoma mężczyznami, to znaczy, że żadnego nie kochasz. To oczywiste jak słońce.

– Tobie może i oczywiste, ale mnie wcale – westchnęła ciężko Agnieszka. – Obaj mi się podobają. Każdy na swój sposób. I każdy ma w sobie coś dobrego.

– Po prostu kochasz siebie bardziej niż ich i ciągniesz obu za sobą – kontynuowała Kinga z naciskiem. – Ten, kto naprawdę kocha, nie igra z uczuciami innych. To nieuczciwe. To podłe.

– Łatwo ci mówić – odwróciła się Aga. – Nie wszyscy są tacy idealni jak ty. Dopiero uczę się kochać. Nie mam doświadczenia. W poniedziałek wydaje mi się, że to ten pierwszy. We wtorek – że na pewno drugi. W środę znowu pierwszy. Nie potrafię się zdecydować. To nie jest śmieszne. Obaj są dobrzy. Obaj mają dla mnie znaczenie.

– Rzuć monetą, skoro nie możesz wybrać – burknęła Kinga. – Lepiej to niż męczyć się między młotem a kowadłem. I sumienie będzie czystsze.

– Dziękuję za radę. Idź sobie rzucać swoje monety do fontanny, może przyniosą ci szczęście. I pamiętaj, że ty może nigdy nie miałaś wyboru. Albo nie było z kim wybierać?

– Ja nigdy nie potrafiłabym tak długo kłamać! – wybuchnęła Kinga. – Mam Marka. On mnie kocha, a ja jego. I wszystko między nami jest w porządku.

– No tak. Szczęśliwej miłości – skrzywiła się kwaśno Aga.

Minęły trzy lata. Kinga siedziała sama w półpustym barze i łkała. Przed nią stała kieliszek z ciepłym już winem. W głowie kołatała się tamta dawna rozmowa.

*„Nigdy nie mów nigdy”* – kto by pomyślał, że ona znajdzie się w tej samej sytuacji. Teraz to ona męczyła się, nie mogąc wybrać między dwoma mężczyznami. Ona – ta sama Kinga, która kiedyś rozdawała rady na lewo i prawo.

Z Krzysztofem była już ponad rok. Wszystko wydawało się idealne. On – odpowiedzialny, inteligentny, troskliwy. Prawdziwy ideał. I co ważne – miał poważne zamiary.

Ale nagle w jej życiu znów pojawił się Marek. Tak, ten sam. Były. Z którym kiedyś była. Który odszedł, bo zaczynał się rzucać o byle co – o niewinne spojrzenia, niewinne słowa.

Rozstali się, gdy stało się jasne, że nie patrzy już na nią jak na ukochaną kobietę. Kinga stała się dla niego niewidzialna. Wszystko było „nie tak” – nie tak powiedziała, nie tak się ubrała, nie tak spojrzała… A potem cisza. Rozstanie. Ból. Miesiące samotności.

I nagle – telefon. *„Cześć, co u ciebie? Nie mam z kim pogadać. Spotkajmy się…”*

Poszła. Z przyzwyczajenia. Tylko po to, by upewnić się, że to już przeszłość.

A tam – zagubiony Marek. Sam, bezsilny. Bez pracy, z chorą matką, bez nikogo. I mówił. Mówił bez końca. A ona słuchała. I żałowała go.

Nie powiedziała, że ma kogoś innego. Że może jest szczęśliwa. Że ktoś na nią czeka.

Marek zaczął pisać. Dzwonić. Zapraszać. Spotykali się coraz częściej. Niewinnie. Ale jednak.

Z Krzysztofem wszystko było jak dawniej. Był blisko. Dbał. Kupował prezenty. Delikatnie dotykał jej dłoni. Patrzył… tym spojrzeniem. Ciepłym, pełnym miłości. Zawsze.

Ale Marek… To było jak powrót do przeszłości. Znajomi, wspólne wyjścia, koncerty, wyjazdy. Z nim – jakby cofnęła się do czasów młodości. Krzysztof tego nie rozumiał. On był poważny. Zajęty. Introwertyk.

Kinga rozdarła się w środku. Serce pękało. Krzysztof – ten, z którym można budować przyszłość. Marek – ten, którego wciąż żal. I może… kocha?

W kółko przewijała w myślach różne scenariusze. Jak powiedzieć prawdę? Jak wybrać?

I pewnego wieczoru, gdy już nie mogła znieść napięcia, wybrała numer tej samej Agi. Żeby przeprosić. Za tamte słowa.

– Przepraszam za tamtą rozmowę… teraz rozumiem, co wtedy czułaś.

– Za co przepraszasz? – szczerze zdziwiła się Aga. – Nawet nie pamiętam, kogo wtedy wybierałam. To było tak dawno.

– A ja teraz jestem na twoim miejscu. Między dwoma. Nie umiem wybrać. Boję się. Bardzo.

– Czy naprawdę myślisz, że gdy kochasz, może być „między dwoma”? Po prostu nie kochasz żadnego z nich. A siebie – bardzo nawet. A gdyby ktoś tak postępował z tobą? Gdyby ten, kogo kochasz, spotykał się jednocześnie z dwiema kobietami – co byś czuła?

– Nic – szepnęła Kinga.

– No właśnie. Nic. Bo tak postępują ci, którzy kochają tylko siebie. Kinga, jeśli któryś z nich naprawdę jest dla ciebie ważny – spójrz na niego. Wyobraź sobie, że go nie ma. Że odchodzi. Że nigdy już nie zobaczysz jego uśmiechu, nie poczujesz jego dłoni…

– Krzysztof – wyrwało się Kingi.

Poczula gęsią skórkę. Wyobraziła to sobie. Bez tych oczu, bez tego ciepła. Bez jego cierpliwości. Bez jego miłości.

I wtedy zrozumiała – wie, kogo kocha.

P.S. Czasem, by usłyszeć własne serce, trzeba przestać okłamywać siebie samą.

Rate article
Fajna Tajna
Kochasz? Nie kochasz?… A może tylko siebie?