Przypadkowy bukiet i zwrot losu

Przypadkowy bukiet i zwrot losu

Weronika siedziała sama w swoim małym mieszkaniu w Pruszkowie, gdy ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Niechętnie wstała z kanapy i spojrzała przez wizjer. Za drzwiami stał młody mężczyzna z ogromnym bukietem kwiatów. „Kto to?” — pomyślała, marszcząc brwi.

— Kto tam? — zapytała Weronika, nie spiesząc się z otwarciem.

— Kwiaty dla pani… — odpowiedział nieznajomy.

Weronika uchyliła drzwi, patrząc na gościa z podejrzliwością.

— Kwiaty? — zdziwiła się. — Dla mnie?

— Tak, dla pani — uśmiechnął się chłopak. — To pani jest Alicja?

— Nie, jestem Weronika — odparła, czując, jak w środku zakradło się rozczarowanie.

— Chwileczkę — zmieszał się młody człowiek, sięgając po telefon. — Przepraszam, chyba pomyliłem mieszkania…

— Nic się nie stało — westchnęła Weronika, słabo się uśmiechając.

Wróciła do pokoju, ale wkrótce dzwonek znów się rozległ. Weronika spojrzała przez wizjer i zamarła, szeroko otwierając oczy ze zdziwienia.

Tego dnia Weronika po raz pierwszy spędzała urodziny sama. Skończyła dwadzieścia pięć lat, ale nie czuła radości. Nie chciała widzieć przyjaciół, wychodzić z domu, udawać, że wszystko jest w porządku.

Koleżanki namawiały ją na wyjście do kawiarni, ale odmówiła.

— Nie można zamykać się w domu i smucić w taki dzień! — nalegała najlepsza przyjaciółka Agnieszka. — Masz dopiero dwadzieścia pięć lat! Jeszcze spotkasz swoją drugą połówkę. A ten Krzysztof nie wart jest twoich łez. Ubieraj się, przyjedziemy po ciebie!

— Nie, Aga, nie dziś — stanowczo odpowiedziała Weronika.

— Ale to twoje urodziny! Trzeba świętować! — nie ustępowała przyjaciółka.

— Nie chce mi się świętować. Wybacz, Aga — odcięła Weronika.

— Szkoda, że tak myślisz — westchnęła Agnieszka. — Ale jeśli zmienisz zdanie, dzwoń.

— Nie zmienię…

Weronika ciężko przeżywała rozstanie z narzeczonym Krzysztofem. Chodzili ze sobą prawie rok, a on nawet oświadczył się jej. Wtedy była w siódmym niebie, marząc o ślubie, wspólnym życiu, dzieciach. Ale tym marzeniom nie było dane się spełnić.

Wkrótce Weronika dowiedziała się, że Krzysztof prowadził podwójne życie. Oprócz niej miał jeszcze jedną dziewczynę, Martę. Z Weroniką planował ślub, ale z Martą spotykał się „tak po prostu”. Wszystko się zmieniło, gdy Marta oznajmiła, że spodziewa się dziecka. Jej ojciec, wpływowy człowiek i szef Krzysztofa, postawił ultimatum: albo ślub, albo zwolnienie.

Gdy prawda wyszła na jaw, Weronika była wstrząśnięta. A kiedy Krzysztof zaproponował jej, by została jego kochanką po ślubie z Martą, oniemiała.

— Naprawdę proponujesz mi, żebym została twoją kochanką?! — krzyknęła, czując, jak świat się wali.

— A co w tym złego? — szczerze zdziwił się Krzysztof. — Dobrze nam razem. Ty mnie kochasz, ja ciebie…

— O jakiej miłości mówisz?! — krzyknęła Weronika. — Oszukiwałeś mnie, spotykałeś się z inną! Tak się postępuje z kimś, kogo się kocha?!

— To Marta się do mnie rzuciła — tłumaczył się. — Jest ładna, nie potrafiłem się oprzeć. Jestem mężczyzną! Ale z nią jest nudno, a z tobą zawsze jest o czym rozmawiać.

— Zamknij się! — przerwała mu Weronika. — Wyjdź, nie chcę cię więcej widzieć!

W tamtej chwili wydawało jej się, że jej życie legło w gruzach. Jak po czymś takim zaufać mężczyznom? Krzysztof przysięgał miłość, pięknie się opiekował, mówił, że jest kobietą jego marzeń. A wszystko okazało się kłamstwem.

Weronika mimowolnie przypomniała sobie matkę, którą ojciec opuścił, gdy miała trzy lata. Później, gdy była w drugiej klasie, matka próbowała ułożyć sobie życie, ale jej wybranek wybrał jej najlepszą przyjaciółkę. Od tamtej pory matka, Barbara, rozczarowała się mężczyznami i uznała, że jej przeznaczeniem jest samotność.

— Obyś ty, córko, spotkała porządnego człowieka — często wzdychała, martwiąc się o Weronikę.

Matka ucieszyła się, gdy córka oznajmiła o zaręczynach. Barbara mieszkała na wsi, gdzie Weronika dorastała. Po szkole dziewczyna przeprowadziła się do miasta, zaczęła studia, znalazła pracę, wynajęła mieszkanie i marzyła o rodzinie. Teraz, po zdradzie Krzysztofa, wątpiła, czy kiedykolwiek to nastąpi.

Dwudzieste piąte urodziny nie przyniosły radości. Marzyła, by spędzić je z ukochanym, a zamiast tego została sama, ze złamanym sercem. Weronika zaparzyła sobie kakao i otuliła się ciepłym kocem, który zrobiła jej matka. Barbara była mistrzynią szydełkowania, robiła na zamówienie, a jej dzieła budziły podziw. Weronika też lubiła robótki ręczne, ale do poziomu matki było jej daleko.

Nie zdążyła nawet wypić łyku, gdy znów zadzwonił dzwonek.

— Dziwne — pomyślała. — Kto to? Tylko nie Aga z Kasią, przecież powiedziałam, że nigdzie nie idę.

Weronika była skromna i w chwilach smutku wolała samotność. Spojrzała przez wizjer. Za drzwiami stał młody mężczyzna z przepięknym bukietem kwiatów.

— Kto tam? — zapytała, nie otwierając.

— Kwiaty dla pani… — odpowiedział.

Weronika uchyliła drzwi, przyglądając się bukietowi i gościowi.

— Kwiaty? Dla mnie? — zdziwiła się.

— Tak, dla pani — skinął głową. — To pani jest Alicja?

— Nie, jestem Weronika… — odparła, czując lekką irytację.

— Chwileczkę — zmieszał się, sprawdzając adres na kartce. — To pani mieszkanie?

— Tak, ale nie jestem Alicją.

— Proszę potrzymać — powiedział, podając bukiet.

Zadzwonił do kogoś, pewnie upewniając się co do adresu.

— Które mieszkanie? Rozumiem — powiedział i odwrócił się do Weroniki. — Przepraszam, pomyliłem. Miałem iść do mieszkania dwadzieścia pięć, a pani ma pięć… BardWeronika spojrzała na bukiet, a potem na uśmiechniętego nieznajomego, i nagle poczuła, że właśnie tego dnia los postanowił dać jej kolejną szansę na szczęście.

Rate article
Fajna Tajna
Przypadkowy bukiet i zwrot losu